Dzień wcześniej z Olą odwiedziliśmy na rowerach podkrakowskie dolinki Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Niedzieli również nie mogliśmy odpuścić, tyle że Ola wybrała wersję run&light a ja standardowo mtb.

Przyznaje, że w Beskid Wyspowy rzadko zaglądam, szczególnie z rowerem. Kilka tras tam przejechałem, ale w zasadzie całość przygotowywała Ola (wszak przed laty bywała w tych stronach równie często co teraz w Beskidzie Śląskim czy Małym). Podobnie było i tym razem. Wspólnie zaczęliśmy swoje trasy z Mszany Dolnej. Na Lubogoszcz niemal jednakowo czasowo się dostaliśmy. Później już każdy swoim tempem ruszył w dalszą trasę. Ola wbiegła jeszcze na Śnieżnicę i zakończyła trasę w Jurkowie.

Mnie zależało wjechać na Śnieżnicę z Przełęczy Gruszowiec, przy okazji odwiedzając Ośrodek Rekolekcyjny położony na jej zboczu (przed laty gościłem w nim i chciałem sobie przypomnieć tamto miejsce). Po zdobyciu wierzchołka, nowym szlakiem – zielonym – biegnącym z Dobrej przez Śnieżnicę, zjechałem do Jurkowa. Szlak wyjątkowej urody, w większości leśny singiel, dający sporo swobody rowerzyście w pokonywaniu trudności (im szybciej tym więcej frajdy, ale i trudności).

W Jurkowie uzupełniłem zapas wody, coś przekąsiłem i pojechałem dalej w kierunku przełęczy by z niej, tzw. Drogą Różańcową zdobyć Ćwilin. Nie przypuszczałem, że ów podjazd będzie tak przyjemny. 3/4 wjazdu wiedzie wygodną, tylko miejscami nieco trudniejszą szutrówką. Dopiero docierając do polan szczytowych trasa się wystramia i wymaga od rowerzysty więcej techniki i siły do jej pokonania. Nagrodą za zdobycie szczytu jest nie byle jaka, ponieważ w kierunkach E-S-W roztacza się rozległa panorama na pobliskie wierzchołki Beskidu Wyspowego, Gorców, a w oddali piętrzy się poszarpana grań Tatr.

Na Ćwilinie robię więc nieco dłuższy postój, czyli 10 minut ;). Delektuje się ciepłym dniem, ciszą wokół i ogromem przestrzeni – niesamowite miejsce!

Przede mną teraz prawie tylko zjazd, i to nie byle jaki – prawie 10 km w dół :). Żółtym szlakiem mknę w kierunku Mszany Dolnej, gdzie Ola już na mnie czeka po skończonej wycieczce biegowej. Zjazd jest do prawy wyjątkowej urody. W wielu miejscach ze względu na spore sekcje kamienne wymaga większej uwagi i techniki, niemniej całość udaje się pokonać “w siodle”. Po drodze jeszcze kilka malowniczych polan zatrzymuje mnie – nie sposób choćby na chwilę się nie zatrzymać i zrobić zdjęcie. W Mszanie melduje się w niespełna godzinę od wyjazdu z Ćwilina.

Za mną kawał solidnej jazdy z wieloma wymagającymi fragmentami. Nie przypuszczałem, że Beskid Wyspowy może zaoferować aż tak fajne mtb. Nawet podjazd na Lubogoszcz jest do wdarcia ;).

Garść statystyk:
Długość: 44 km
Przewyższenie: 1800 m
Trudność: 4/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *