Gdy halny rządzi w górach, nie ma co się pchać w wyższe partie Beskidów, bo tylko cię przewieje, a widoki są kwestią loterii. Stąd też postawiłem na pewną trasę, którą w części jeszcze w tym roku nie jechałem. Była więc doskonała okazja, by przypomnieć sobie kilka ścieżek.

Startuję z Oczkowa, gdzie dość wygodnie, choć bystro, zdobywam pierwsze metry wysokości. Opuszczam zabudowania, i leśnymi dróżkami dojeżdżam na Przełęcz Cisową. Tu łapię niebieski szlak, którym docieram do Przełęczy Przysłop Cisowy, jednocześnie zmieniając kolor na czerwony. Będzie on mi towarzyszył aż do Łamanej Skały.

W zasadzie cały przejazd tym grzbietem, przez Kocierz, Przełęcz Kocierską, Potrójną i Łamaną Skałę jest o tej porze roku bardzo przyjemny. Dzięki opadłym z drzew liściom, poszerzyła się wyraźnie przestrzeń, otwierając nowe widoki na pobliskie góry.

Beskid Mały o tej porze roku, gdy jest sucho, względnie ciepło, a szlaki są niemal posprzątane przez naturę, jest idealnym pasmem na rowerowe wycieczki. Pieszych turystów jak na lekarstwo, a stosunkowo nieduże odległości i wysokości, dają możliwość zaplanowania bardzo przyjemnych tras.

Za Łamaną Skałą, na Anuli, odbijam na zielony szlak, w kierunku Gibasów – wszak jakoś trzeba wrócić do miejsca rozpoczęcia wycieczki. Tu podobnie jak wcześniej – niemal sucho, tylko z kilkoma „stałymi” kałużami (a i tak znacznie mniejszymi niż zazwyczaj), liście dość przyjaźnie zwiane ze szlaku (tylko w kilku miejscach większe ilości zmieszały się z kamieniami).

Z Łysiny zjeżdżam ponownie ze szlaku, jadąc przez Przykrzycę. Bardzo lubię ten grzbiet, bo jeszcze dokręca się kilka kilometrów w terenie + parędziesiąt metrów w górę. Przy okazji jest możliwość zobaczenia tzw. kamiennych szałasów, które są obecne tylko w Beskidzie Małym. Część z nich zachowała się już tylko w postaci pozostałości samych murów, ale te na Przykrzycy są w dość dobrym stanie (zdjęcia).

Końcowy zjazd to już przyjemna ścieżka, którą również da się wjechać na grzbiet (przy odrobinie samozaparcia 😉 ). Zjeżdża się nią do Okrajnika lub skręcając na skraju lasu w prawo – do Kocierza Moszczanickiego.

Ostatnie 4 kilometry trasy to bardzo luźna interpretacja lokalnych pól, kniei i zarośli, stąd też nie polecam powtórki ;).

ps.
2 lata temu pogoda pozwalała na zupełnie inną aktywność 🙂

Garść statystyk:
Długość: 43 km
Przewyższenie: 1400 m
Trudność: 3/5
>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *