Dzisiejsza wycieczka w zasadzie miała odbyć się w zupełni innym paśmie górskim, lecz gdy wstałem rano – i spojrzałem na termometr za oknem, który wskazywał ledwo 5 stopni na plusie – stwierdziłem, że nieco zmienię plany. Z kolei pomysł na finalną wycieczkę zrodził się podczas picia porannej kawy, gdy przeglądałem czeluści FB ;). Tak – zdecydowanie zachciało mi się odwiedzić okolice Hali Miziowej i Pasmo Lipowskiej. Ostatnio było mi dane wiele razy wędrować po tamtejszych szlakach z grupami, jako przewodnik, więc w końcu mogłem “prywatnie” się tam wybrać i cieszyć pobytem w górach.

Jako, że dość późno rozpocząłem wyjazd, a chciałem przejechać się kilkoma dobrymi zjazdami, dość mocno skondensowałem trasę :). 

Z Sopotni Wielkiej wygodnie, szutrówką, dojechałem do zielonego szlaku i kontynuowałem nim jazdę aż do schroniska na Hali Miziowej. W międzyczasie liczyłem, że uda mi się napełnić bidon, bo nie zabrałem wody ze sobą, ale jak na złość, większość potoków jakoś tak niemrawo płynęła i dopiero w schronisku napiłem się cokolwiek i uzupełniłem bidon. 

Dalej wzdłuż granicy, czerwonym szlakiem, zaliczyłem Sypurzeń/Brts, a na Trzech Kopcach odbiłem na niebieski szlak schodzący na Przełęcz Bory Orawskie, który był pierwszym planowanym tego dnia zjazdem. W sumie po drodze zalicza się jeszcze 2 niewielkie zjazdy, ale przeważnie, choć nie takie najprostsze, bierze się je “z marszu”. A rzeczony zjazd niebieskim szlakiem wciąż pozostaje jednym z najciekawszych w okolicy. Szybki, trochę techniczny, czasem skoczny. Dla tych dwóch kilometrów zjazdu warto tam pojechać :).

Z Przełęczy Bory Orawskie łącznikową ścieżką dojeżdżam do czarnego szlaku prowadzącego na Halę Rysiankę. Na początku trochę omijam go szutrówką biegnącą po lego lewej stronie, ale na przecięciu jej ze szlakiem, z powrotem nim podjeżdżam.

Przy  schronisku na Hali Rysianka robię pierwszy nieco dłuższy, kilkunastominutowy postój, by coś zjeść, a przy okazji ponapawać się wyjątkową tego dnia przejrzystością powietrza. Niemal jak na dłoni można było widzieć grań Tatr, Niżnych Tatr i obu Fatr na Słowacji.

Kolejnym zjazdem, którym nie wiedzieć dlaczego, ale jeszcze w tym roku nie zjeżdżałem, był zielony szlak z Hali Lipowskiej na Halę Boraczą. O jakości i charakterze szlaku myślę, że nie ma co pisać, bo jest to kolejne “must be” do zjechania, jeśli tylko jest się w Paśmie Lipowskiej. Szlak wciąż jest nietknięty ręką/piłą leśników, wciąż ma wiele charakternych fragmentów i wciąż sprawie wiele przyjemności ze zjazdu.

Jako że do punktu rozpoczęcia wycieczki trzeba było mi jakoś wrócić, to czarnym szlakiem podjechałem na Halę Redykalną, skąd żółtym szlakiem przez Halę Lipowską dotarłem na ponownie na Halę Rysianka. Po drodze oczywiście widoki niemal powalały! I o ile szlak ten nie jest jakoś specjalnie wymagający (poza kilkoma skromnymi fragmentami podjazdowymi, z którymi zawsze warto się zmierzyć, i je wjechać), to właśnie jego malowniczości nie można odmówić. Zdecydowanie warto (oczywiście przy dobrej pogodzie 😉 ).

W schronisku uzupełniam wodę i oczywiście jedynie słusznym, niebieskim szlakiem, zjeżdżam do Sopotni Wielkiej. Tu oczywiście chyba też nie muszę nikomu rekomendować zjazdu. Jest on na pewno znacznie trudniejszy niż dwa wcześniejsze. Często kamienie i korzenie na nim bywają wilgotne, a tym samym potrafią utrudnić przejazd. Co roku widzę też, że coraz więcej jest miejsc, gdzie szlak poważnie eroduje i przejazd w ciągłości raczej staje się niemożliwy. Natomiast dla dobrych technicznie zjazdowców na pewno będzie dobrym trailem.

Całość z odpoczynkami zajęła mi pięć godzin z niewielkim hakiem. I aż się nie chciało zjeżdżać z gór, bo widoki dziś powalały. A warunki na szlakach do jazdy – wyborne!

Garść statystyk:
Długość: 40 km
Przewyższenie: 1700 m
Trudność: 4/5

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *