Beskid Mały zawsze chętnie odwiedzam na rowerze. Poza bardzo przyjaznymi dla rowerzysty szlakami, niezaprzeczalną zaletą tego pasma jest budowa geologiczna, dzięki której nawet po ulewnych dniach, śmiało można nimi jechać. Oczywiście jest też wiele nieoznaczonych leśnych dróg i ścieżek, które potrafią wessać, ale rzadko po osie ;). Ponadto wydaje się być niedocenianym pasmem górskim jeśli chodzi o MTB mimo, że przy lepszym poznaniu – oferuje naprawdę soczyste zjazdy (i podjazdy).

Wczoraj wybrałem się na szosową wycieczkę nad zbiornik wodny w Świnnej-Porębie. W drodze powrotnej zachciało mi się dojechać podobnie, tyle że górami, wykorzystując oczywiście drugi rower. Tak też zrodził się plan na dzisiejszą wycieczkę.

Startuję z Łękawicy, skąd bezszlakowym wariantem wjeżdżam na Przykrzycę, a później na Łysinie łapię zielony szlaki i przez Gibasy dojeżdżam nim do Anuli pod Łamaną Skałą. Chwilę jadę czerwonym szlakiem, i ponownie zielonym zjeżdżam do Targoszowa. Zjazd ten jest jednym z moich ulubionych – singlowy górny odcinek, ścieżkowy środek i ściankowy koniec – dobre mtb :).

Z Targoszowa przez przysiółek Rola dojeżdżam do czerwonego szlaku i jadę nim do schroniska pod Leskowcem. Robię tu krótki postój, uzupełniam wodę i testuje nowy wariant zjazdowy – zielony szlak do Mucharza. Zjazd jest w większości bez trudności, za to bardzo szybki. Jedzie się całkiem przyjemnie, nie męcząc się nadto.

W Murzachu wskakuje chwilowo na krajową drogę 28 i jadę nią do Świnnej-Poreby i Ponikwi, skąd zamierzam żółtym szlakiem wrócić na Leskowiec. Początek wjazdu choć nietrudny, jakoś ciężko mi jedzie. Dopiero po kilkunastu minutach łapię swój rytm, i w niespełna godzinę ponownie melduje się przy schronisku. Odpoczywam, wiedząc, że najdłuższe podjazdy mam już za sobą. Przede mną teraz dość interwałowa jazda góra-dół.

Spod schroniska wjeżdżam na Leskowiec i dalej czerwonym szlakiem przez Łamaną Skałę docieram na Potrójną. Niepozorny szczyt bardzo mnie zauroczył – zresztą jak zawsze. Może oferuje ograniczone widoki, ale gdy w ciszy i samotności kontempluje się piękno gór i przyrody – jest cudownie.

Zjeżdżam dalej czerwonym szlakiem i tylko na chwilę zatrzymuję się na Przełęczy Kocierskiej. Nie zmieniając koloru szlaku, przez Przełęcz Szeroką, zdobywam Kocierz. O ile do przełęczy jedzie się znakomicie, to tuż za nią niestety trzeba zejść z roweru i podprowadzić kilkaset metrów.

Kocierz jest zarośniętym szczytem, może rzadkim lasem, ale średnio da się zrobić z jego wierzchołka sensowne zdjęcie. Jedynie ze szlaku w kierunku Przełęczy Przysłop Cisowy daje się zobaczyć co bardziej interesujące widoki.

Na przełęczy odbijam na niebieski szlak i w coraz niżej operujących promieniach słońca, wjeżdżam na Jaworzynę. Odpoczywam. Nie długo, by nie ostygnąć za bardzo, ponieważ czeka mnie teraz najdłuższy zjazd tej wycieczki – blisko 500 metrów w dół.

Górny fragment niebieskiego szlaku nie jest specjalnie trudny, ale po kilkuset metrach robi się mocno kamienisty, a na wielu odcinkach stromy. Trochę obawiałem się tego zjazdu, ponieważ miałem świadomość zmęczenia całodniową trasą, ale o dziwo nie odczułem na nim trudów dnia (oczywiście cały czas będąc skoncentrowanym).

Po kilkunastu minutach dojeżdżam do Czernichowa. Przede mną ostatni fragment wycieczki, czyli asfaltowy powrót przez Oczków do Łękawicy. Sił już niewiele, stąd też nie mocuje się nadto z podjazdami. Za to napawam się widokami i tym, jak piękna jest Żywiecczyzna i otoczenie Jeziora Żywieckiego :).

Wycieczkę kończę po 9 godzinach od jej rozpoczęcia. Muszę przyznać, że całkiem niezłą wyrypę rowerową udało się przejechać. Ale jak tu nie jeździć, gdy góry tak piękne a pogoda wyśmienita?!

Garść statystyk:
Długość: 81 km
Przewyższenie: 2800 m
Trudność: 4/5

5 komentarze do wpisu: “Między Sołą a Skawą

  1. Cześć
    Trasa super 🙂
    Z Leskowca bym tylko zmienił kolejność tzn. zjazd żółtym, podjazd zielonym.
    pozdrawiam

    1. pacha,
      Jak wjeżdżałem już żółtym szlakiem, to to samo pomyślałem, by zmienić przebieg. Ale to następnym razem (teraz jechałem tymi szlakami pierwszy raz).
      Chciałem je poznać, by w przyszłości także móc planować wycieczki po nich. Teraz gdy już dystanse na rowerze troszkę dłuższe robię, to możliwości też wzrosły 🙂

  2. Odcinek na szczyt Kocierza, który wymaga podprowadzania można ominąć po północnej stronie góry. Na zarastającą, dawno nieużywaną stokówkę wjeżdża się tuż za Przełęczą Szeroka. Gdy stokówka zbliża się już do grzbietu, skręcamy pod kątem 90-stopni w lewo w jedną z dróżek wyprowadzających nas na grzbiet. /// Czy na podjeździe czerwonym i żółtym pod schronisko na Leskowcu pojawiają się odcinki „piesze”?

    1. dd,
      Dzięki! Stokówkę kojarzę gdzie odchodzi, nawet na jednej z map jest zaznaczona. Może zmobilizuje się kiedyś do skorzystania z niej – póki co (choć nie lubię), to wolę kawałek podejść, by być na Kacierzu, bo ładnie tam, ot tak po prostu 🙂

      Czerwony szlak na Leskowiec jest cały do wjechania, w 2-3 miejscach nieco stromiej, ale wjeżdżalny.
      Żółty z Poniwca mniej więcej na drugim kilometrze ma fragmenty trudniejsze, gdzie da się wjechać. Wymaga to już jednak większego samozaparcia i siły niż na w/w szlaku, więc tu raczej trzeba kilkaset metrów podejść (obiektywnie patrząc), lecz bez dramatu. Wyżej już lepiej. Na pewno na zjazd jest to lepszy wariant niż zielony do Mucharza (bardziej urozmaicony).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *