W ostatni weekend lutego w Beskidy, ale i także nad całą Polskę, dotarły srogie mrozy, które wiele osób odwiodły od wszelakiej działalności górskiej. Wiele nie oznacza jednak wszystkich :). Co prawda nie udało się zrealizować planu wyjazdu w słowackie Tatry, ale za to z powodzeniem spędziliśmy skiturowo zarówno sobotę jak i niedzielę w Paśmie Lipowskiej (i po trochu Pilska), w Beskidzie Żywieckim.

Sobota w męskim, pięcioosobowym składzie, została zagospodarowana na działalność we wschodniej części omawianego rejonu. Rozpoczynając turę w Sopotni Wielkiej było -10 stopni, lecz pomimo zapowiadanego wiatru – było spokojnie. Co prawda sypał śnieg, ale o nim później ;).

Mimo bardzo „wnikliwej penetracji” lasu przez skutery na odcinku pomiędzy Rysianką a Palenicą, udało się znaleźć kilka nietkniętych fragmentów, po których z przyjemnością można było zjechać na nartach. Choć muszę przyznać, że w tym roku skuterowcy poszli o krok dalej, i już nie tylko szlaki i polany rozjeżdżają, lecz także coraz głębiej wjeżdżają w las, nierzadko gęsty.

Tego dnia na każdy z nas na swoim koncie miał po 6 zjazdów: 2 z Palenicy, 2 z Trzech Kopców, 1x Rysianka i 1x Romanka. To tak celem statystyki. I na teraz niech tylko te kilka słów wystarczy ;).

W niedzielę wybraliśmy się z Olą w zachodnią część Pasma Lipowskiej, rozpoczynają turę z Żabnicy. Temperatura oczywiście spadła o dodatkowe kilka stopni, i zarówno rano, jak po skończonej turze, wynosiła na dole -15 stopni. Na górze więc pewnie było o dodatkowo kilka stopni chłodniej, przynajmniej w cieniu i na północnych wystawach. No właśnie… w cieniu… Tego dnia pogoda splatała nam pozytywnego figla i zamiast całodniowego zapowiadanego zachmurzenia, przez niemal cały dzień świeciło słońce a nad głowami mieliśmy błękitne niebo. Raz po raz niewielka chmura chciała zakryć trochę nieba, lecz szybko ustępowała błękitowi.

W zasadzie po pierwszym zjeździe nastroje w grupie (2 osoby to już grupa 😉 ) trochę spadły, ponieważ temperatura przez cały czas chciała odmrozić nam dłonie. Na szczęście po wyjściu na grzbiet, w okolicy Hali Bacmańskiej, słońce diametralnie poprawiło nasze morale, i ogrzewani jego promieniami, z przyjemnością kontynuowaliśmy nasze plany skiturowe na ten dzień. A były one nastawione w połowie na poznanie nowych linii zjazdu, a w połowie na odwiedzenie dawno nie odwiedzanych polanek :). Założenia udało się zrealizować niemalże w całości i po tym dniu do naszego „koszyka świetnych zjazdów” trafiło kilka kolejnych pozycji :).

Warunki śniegowe przez weekend ogólnie były dobre, a miejscami nawet wyborne :). Wszystko za zasługą sobotnich, całodniowych opadów śniegu (no, z kilkoma przejaśnieniami). W dolnych partiach przybyło ok 10 cm (ale na prawie bezpodkładowe podłoże), a w górnych partiach blisko 30 cm. Serio serio. I to z prognoz, które może z 5 cm wieszczyły. Spadły śnieg miał niebywałą konsystencję bardzo delikatnego puszku. Jednak miało to także drugą stronę medalu, ponieważ ów śnieg co prawda ładnie przykrył stare ślady i powiększył ogólną ilość śniegu, lecz z racji jego delikatności, narty szybko nurkowały pod nim, i w zasadzie częściej jechało się na starym podkładzie (lub kamieniach), niż nowym śniegu. Co nie zmienia faktu, że nowy opad poprawiłł ogólne warunki skiturowe :).

Sobota 2018 II 24


Niedziela 2018 II 25

2 komentarze do wpisu: “Mroźny weekend w Paśmie Lipowskiej

    1. @dd,
      Okolice Rysianki i Pilska, można powiedzieć, przeładowane są ruchem skiturowym, więc dodawanie tracków niepotrzebnie tylko zwiększy ruch w danych miejscówkach. A co za tym idzie, konkretne linie i zjazdy będą przeorane kto wie czy nie bardziej niż skuterami (których i tak mamy w tym sezonie zatrzęsienie 🙁 ).
      Nasze Beskidy są stosunkowo łatwe orientacyjnie i na pewno sporą frajdą będzie dla każdego samodzielne znalezienie „tej” linii 🙂
      Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *