Żonę też czasem trzeba solidnie „przewieźć” po górach, szczególnie, gdy pogoda aż prosiła się do przejechanie godziwej trasy. Nie szukając specjalnie nowych tras, postanowiłem zabrać Olę na jedną z „moich” klasycznych pętli rozpoczynających się i kończących w Żywcu – na Leskowiec.

Odespawszy nieco tygodniowe wczesne wstawanie, po śniadaniu i kawie, o 11 wyjechaliśmy z Żywca (tak, tak – mieszkając tu, nie trzeba nigdzie się spieszyć by dojechać w góry 🙂 ). Pierwszym szczytem jaki zdobyliśmy była pobliska Łyska. Wjechać na nią można kilkoma trasami, ale w zasadzie obecnie, po pracach leśników, najwygodniej wjeżdża się na nią od południa. Dalej już grzbietem, przez Przełęcz Rychwałdzką, Ostry Groń i Przełęcz Ślemieńską, wjechaliśmy w pasmo Czeretników – na Bąków Groń. Chwilowo złapaliśmy żółty szlak, później szczątki rowerowego i dalej leśnymi dróżkami dotarliśmy do Koconia.

Zjazd przyprawił nasze rowery w sporą ilość błota, bez usunięcia której, z pewnością nie udało by się przejechać w całości zaplanowanej trasy. Stąd też na Przełęczy Przydawki, dzięki gościnności lokalnego baru, skorzystaliśmy z bieżącej wody, czyszcząc napęd, czyniąc go znacznie zdatniejszym do dalszej jazdy.

Z przełęczy niebieskim szlakiem wjechaliśmy na grzbiet pod Łamaną Skałę. I żeby za łatwo nie było, nie od razu pojechaliśmy na Leskowiec. Zielony szlak prowadzący do Targoszowa jest jednym z moich ulubionych – idealnie nadaje się do dobrego zjazdu. Oferuje naprawdę świetną jazdę. Szkoda tylko, że nie jest dłuższy. Stąd też wybór tego szlaku był co najmniej oczywisty, by go przejechać.,

Dalej z Targoszowa pozostało nam się już faktycznie jakoś dostać na Leskowiec. Przez przysiółek Rola dojechaliśmy do czerwonego szlaku, po drodze uzupełniając nieco zapasy energii.

Czerwony szlak na Leskowiec jest idealnym wariantem wjazdowym. W zasadzie w całości do wjechania, z co prawda kilkoma mocniejszymi fragmentami, ale jednocześnie w wielu miejscach dający odpocząć rowerzyście podczas jazdy.

Do schroniska pod Leskowcem, a w zasadzie pod Groniem Jana Pawła II, docieramy po nieco ponad 30 minutach. W zasadzie zajechaliśmy tam tylko po to, by być może spotkać kogoś znajomego. Nie było nikogo, więc zawróciliśmy rowery i pojechaliśmy na wierzchołek Leskowca. Tu już dało się odczuć spory ruch na szlakach, zarówno pieszych jak i rowerzystów. Do tej pory w zasadzie jechaliśmy mniej uczęszczanymi szlakami czy nawet poza nimi, więc taka ilość turystów była trochę dziwna dla nas.

Dalszy przejazd to już klasyka Beskidu Małego – odcinek z Leskowca pod Łamaną Skałą to szybki „przelot”, pełny dobrej jazdy i niezłego flow jak na Beskidy przystało. Co prawda coraz więcej miejsc zostaje „skażonych” przez samochody terenowe czy quady, ale mimo tego można z tego szlaku wyciągnąć sporo przyjemności.

Pod Łamaną Skałą ponownie łapiemy zielony szlak, ale tym razem w drugim kierunku jedziemy nim na Gibasy.

Ten i dalszy fragment grzbietu Beskidu Małego wybitnie przychylny jest turystyce rowerowej. Bardzo lubię choćby fragmentami, po pracy wieczorami, odwiedzać te okolice, ponieważ obfitują w liczne wciąż dzikie ścieżki a nawet szlak dostarcza sporo frajdy z przejazdu nim. Dodatkowo kilka polan, niejednokrotnie powala widokami szczególnie na pobliski Beskid Żywiecki.

Na Łysinie żegnamy zielony szlak i dalej grzbietem przez Gugów Groń i Przykrzycę zjeżdżamy do Łękawicy. Ten przejazd jest także godziwym podjazdem, z którym można się zmierzyć (jest do wjechania – kilkakrotnie sprawdzałem 😉 ). My jednak mamy już nieco ułatwione zadanie i czeka nas zjazd. Co prawda dość wymagający, gdzie szybkość decyduje o trudności, lecz jest to jeden z sensowniejszych „dzikich” zjazdów, gdzie można dobrze sobie dołożyć i zweryfikować sprawność komponentów posiadanego roweru :).

Z Łękawicy przez Rychwałd, po drodze zaliczając jeszcze jeden podjazd, jedziemy „już” do Żywca. Zahaczamy jeszcze o myjnię na BP, by doprowadzić rowery do ładu (skład sprawdzi się w domu) i po 8 godzinach, z powrotem meldujemy się w domu.

Garść statystyk:
Długość: 73 km
Przewyższenie: 2260 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *