Planując dzisiejszą wycieczkę założyłem sobie kilka celów „krajoznawczych”, które miło by było zrealizować. Problem pojawił dopiero po połączeniu wszystkich z nich – zanosiło się na solidną trasę! Chciałem tego dnia odwiedzić kilka miejsc i przejechać kilka szlaków, przy okazji starając się odnaleźć pewne single, na które podczas minionej zimy przypadkiem trafiłem.

Trasę rozpocząłem w Sopotni Wielkiej, na początku zielonego szlaku prowadzącego na Halę Miziową. Nie wjeżdżałem nim jednak, ponieważ ów szlak zdecydowanie nie nadaje się na podjazd, a zjazd jest kwestią dyskusyjną ;). Pojechałem w górę Sopotni, by leśną drogą wjechać pod Halę Malorkę, gdzie złapałem wcześniej wspomniany zielony szlak. Do Hali Miziowej udało się całkiem sprawnie dojechać. O dziwo błota którego się spodziewałem, nie było tak sporo – rzekłbym – normalnie, jak w lecie. Duży plus!

Z Hali Miziowej, czerwonym szlakiem jadę na Halę Rysianka. Jeszcze przed dojazdem do granicy, na trasie jest sporo śniegu, ale udaje się całość omijać lub bezpiecznie przejechać. Na Hali Cudzichowej łapię w kadr ostatniego krokusa, widać dopiero co śnieg stamtąd zszedł. Zdobycie Brtsa kosztuje trochę sił, ponieważ szlak dość grząski i śliski, za to zjazd na Trzy Kopce całkiem suchy. Dalszy przejazd na Rysiankę także bez błotnych utrudnień.

Z Rysianki żółtym szlakiem, najpierw przez Halę Pawlusią, zamierzam wjechać na Romankę. Bardzo, ale to bardzo lubię podjazd tym szlakiem. W zasadzie tylko na krótkim odcinku trzeba zejść z roweru, a reszta jest w zasięgu co sprawniejszego rowerzysty.

Romanka nie obfituje w widoki, ale szlaki do i z niej – owszem. I to nie byle jakie – z polan roztaczają się naprawdę wyjątkowe panoramy.

Na zboczach Romanki zajmuję się penetracją lasu, by znaleźć singiel (single?), które w zimie udało mi częściowo namierzyć. Trochę kosztowało to sił i czasu, ale udało się. Doprawdy odkrycie warte poniesionego trudu :).

Łapię niebieski szlak z Romanki i jadę dalej na Słowiankę a później Skałę. Chciałem poznać jeden ze szlaków rowerowych w okolicy, trawersujący Skałę i dalej prowadzący na Abrahamów.

Przed Abrahamowem zastanawiam się, co dalej, bo trochę zeszło mi z singlami pod Romanką. W planie był zjazd do Węgierskiej Górki i Cięciny a potem podjazd na Prusów. Cóż, raz się żyje – w razie czego później będę się zastanawiał jak braknie sił ;).

Jadę więc przez Abrahamów i świetnym czerwonym szlakiem zjeżdżam do Żabnicy. Tam odpuszczam pierwotny plan z dojazdem do Cięciny i na Prusów wjeżdżam wzdłuż przyszłych tras narciarskich. Na grzbiet wiodą 2 drogi szutrowe – obie strome i mocno dające w kość. Tym razem wybrałem nieco dłuższą, ale dobijającą kilkadziesiąt metrów wyżej na grzbiet.

Z Prusowa szybkim trailem jadę na Halę Boraczą, gdzie organizm zaczyna domagać się nieco dłuższego odpoczynku. Ok, daje mu 15 minut, bo słońce powoli zaczyna zbliżać się nad horyzont (jest 17.15).

Odpoczynek dobrze mi zrobił więc jadę dalej na Halę Redykalną. Po drodze 2 podjazdy dają się już mi we znaki. Cóż, trzeba jechać dalej, tym bardziej, że przede mną jedna z najpiękniejszej części Beskidu Żywieckiego – Pasmo Lipowskiej, zwane także pasmem halnym. Żółty szlak prowadzi przez kilka bardzo malowniczych hal, z których głównie na południe, roztaczają się bardzo rozległe panoramy. Przy dobrej widoczności widać dalekie pasma gór Słowacji, np. Małą i Wielką Fatrę czy Niżne Tatry.

W schronisku na Lipowskiej zatrzymuję się tylko na zdjęcie, przy okazji tarmosząc trochę wizytówkę tego miejsca, czyli psa….

Przejeżdżam dalej na Rysiankę i tam robię krótki odpoczynek przed zjazdem. Przy okazji załapuję się na kiełbaskę z ogniska, którą dała mi para turystów, akurat pichcących to i owo. A nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, jak taka pieczona kiełbaska smakuję po całodniowej jeździe na rowerze… :).

Z Rysianki ponownie zjeżdżam na Halę Pawlusią, z której odbijam na ścieżkę wiodącą ku Sopotni Wielkiej. Ten bezszlakowy wariant polecam również na podjazd, ale tylko powyżej stokówki. Niżej już zjazd prowadzi dość mocno wymytą ścieżką.

Na dole melduję się kilka minut po 19, czyli w sam raz, by nie musieć bawić się w jazdę po ciemku przy świetle czołówki. Beskid Żywiecki ponownie pokazał swe wyjątkowe oblicze, doskonale wpisując się w klasyczne MTB.

Garść statystyk:
Długość: 63 km
Przewyższenie: 2580 m
Trudność: 4/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *