Długo zwlekałem w tym roku z ponownymi odwiedzinami Beskidu Śląskiego na mtb. Po rozpoczynającej sezon wycieczce w okolicach Baraniej Góry; było sporo Beskidu Małego i Żywieckiego, a po przejechaniu szosowo Pętli Beskidzkiej, czułem dosyt tym pasmem. Lecz jednak czym innym jest jazd na szosie, a czym innym w terenie. I o ile szosę w tym sezonie częściej „wietrze” (podyktowane jest to głównie możliwością szybszego zrobienia nawet krótkiego, a ciekawego przejazdu), to wciąż mtb jest mi bliższe :).

Ramowy pomysł na dzisiejszy przejazd powstał już kilka lat temu, a kolejne wersje przejazdu modyfikuje zależnie od chęci i innego „widzimisie” ;).

Na rower wsiadam w Bystrej koło Bielska, skąd stokówkami w połączeniu z niebieskim szlakiem wjeżdżam na Magurę. Bardzo lubię ten szczyt – ilekroć mam możliwość, staram się go zdobyć. Często nawet na szybką wycieczkę po pracy, na zachód słońca czy skosztować świeżych borówek. Cisza i spokój. Zgoła inny klimat niż na sąsiednim Klimczoku. A widokowo wg mnie atrakcyjniej.

W schroniksku pod Klimczokiem uzupełniam tylko wodę i jadę dalej. Klimczok z reguły wjeżdżam szlakiem od Szyndzielni, co także i dziś uskuteczniam. Pchanie czy walka na wprost z siodła to wg mnie średnie rozwiązanie ;).

Dalej robię jeden z fajniejszych, szybkich przelotów – na Błatnią. Z niej harcerskim szlakiem zjeżdżam do Jaworza (mega singlowy trail – polecam każdemu (najlepiej fullowo 😉 ). Następnie Szklanym szlakiem ponownie wjeżdżam na Błatnią, skąd zielonym ląduję w Brennej. Robię krótki popas, uzupełniam płyny i niebieskim szlakiem, poprzeplatanym stokówką, wjeżdżam na Kotarz.

Przed finalnym wjechaniem na Kotarzm, na Hali Jaworowej robię krótką foto-sesję. Bardzo urokliwe miejsce – jedno z niewielu tak wyjątkowych w Beskidzie Śląskim. Przepiękna hala z interesującymi panoramami.

Z Kotarza czerwonym szlakiem jadę na Przełęcz Karkoszczonka, po drodze zdobywając jeszcze Beskid. Zjeżdżam do Szczyrku-Biła i nową stokówką (rozpoczyna się na pętli autobusowej) wjeżdżam pod Klimczok, gdzie łapie zielony szlak i kontynuuje nim podjazd do schroniska. Ten odcinek szlaku szczególnie w południe mocno daje się we znaki, niby nie trudny, ale operacja słońca swoje robi. A cienia jak na lekarstwo…

Po wjechaniu do schroniska, nieco odpoczywam i cieszę się, że w zasadzie przede mną już tylko w dół (z paroma niewielkimi hopkami po drodze). Czas niezły, więc decyduje się na przejazd na Szyndzielnie i zjazd nową ścieżką kompleksu EnduroTrailsRockNRolla. Pierwszy raz nią jechałem i muszę przyznać, że jest niezła! Szybka, zwinna, skoczna… całkiem, całkiem :). Jak na przejazd OS, jestem wyjątkowo zadowolony z wyniku (wg Stravy 346/899, 15’09”, RR + Kozią 100/861, 19′ 52″). Myślę, że raz na jakiś czas będzie ciekawie się nią przejechać. Zresztą cały kompleks ścieżek jest wart odwiedzin, ale o tym już chyba nie muszę pisać – to wie każdy rider mtb :).

Z Koziej Górki robię jeszcze szybki zjazd górnym fragmentem Twistera i z Przełęczy pod Równią czerwonym szlakiem zjeżdżam do Bystrej, skąd rozpoczynałem dzisiejszą wycieczkę. Ot, taką sobie trasę wymyśliłem i przejechałem :).

Garść statystyk:
Długość: 61 km
Przewyższenie: 2600 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *