Choć może nie dla wszystkich jest oczywiste, to nasze rodzime Beskidy oferują bardzo zacne warunki narciarskie. Oczywiście nie mam tu na myśli narciarstwa okołowyciągowego. Jeśli tylko odpowiednio sypnie białym, to niejednokrotnie możliwości skiturowych jest od groma!

Jedną z moich ulubionych gór, gdzie można zakosztować wspaniałych zjazdów przy jednoczesnym niedalekim podejściu, jest właśnie Romanka. Trzeba jednak przyznać, że pokrywa śnieżna pozwalająca na stosunkowo bezpieczne zjazdy, musi wynosić ponad metr, i to na solidnym podkładzie. W przeciwnym razie grozi nam spotkanie z szeregiem korzeni, gałęzi i kamieni, które czają się na poszarpanych i nierównych zboczach.

Kilkakrotnie tej zimy odwiedzałem tę górę, głównie podchodząc od strony Sopotni Wielkiej, ale inne podejścia z powodzeniem można realizować, łącząc je w dłuższą turę czy pojedyncze wyjście.

Bez dwóch zdań, Romanka śmiało może być stawiana w pierwszym rzędzie ze powszechnie znanym Pilskiem czy Skrzycznem. Kwestia tylko znalezienia swojej linii zjazdu i trafienia na dobre warunki.

ps.
Tej zimy, gdy Polskę nawiedziły jedne z największych mrozów od lat, temperatury przy których zaczynałem turowanie zaczynały się od -31 st, na parkingu. W dolinach zapewne było kilka stopni więcej (mniej) ;). Zaletą za to były godziwe śniegi, których lekkość i nośność warta była ryzyka dodatkowego mrozu. Poza tym jeśli tylko słońce przyświeciło, można było nawet puchówkę ściągnąć ;).


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *