Tatrzańska, słoneczna jesień zawsze chętnie przyciąga turystów w góry. W zasadzie z nami było podobnie. Tyle, że zamiast klasycznej graniówki Czerwonych Wierchów czy pętli z Wołowcem i Starorobociańskim Wierchem, postanowiliśmy z Olą odwiedzić słowacką Bystrą.

Podobnie jak przed kilkoma tygodniami, w Tatry przyjeżdżamy dzień wcześniej wieczorem. Ekonomicznie spędzamy noc z aucie, dzięki czemu oszczędzamy czas na poranny dojazd (zawsze to nieco ponad 2 godziny więcej snu).

Rześki ranek wita nas temperaturą kilka stopni ledwo co powyżej zera. Ciepła herbata z termosu oraz kilka łyków kawy szybko stawia nas na nogi, i o 6.20 rozpoczynamy wędrówkę. Z Kir przez Dolinę Chochołowską wychodzimy na Siwą Przełęcz. Konsumujemy drugie śniadanie, jednocześnie napawając się cudnymi widokami. Słońce już przyjemnie rozgrzało poranek, choć „ożywczy” wiatr wciąż usiłuje nieco nas wychłodzić.

Idziemy dalej przez Liliowe Turnie i czerwonym szlakiem najpierw zdobywamy Błyszcz, a potem główny cel naszej wycieczki – Bystrą. Docieramy tu w cztery i pół godziny od wyjścia z parkingu. Na szczycie dookolna panorama robi imponujące wrażenie. Przepiękna pogoda, bezchmurne niebo i przyjazna temperatura zachęca do długiego pobytu na szczycie. I w rzeczy samej – schodzić się nie chce – żal opuszczać takie miejsce.

Na górze spędzamy blisko pół godziny i do Siwej Przełęczy schodzimy drogą podejścia (za wyjątkiem trawersu pod Błyszczem). Z przełęczy przez Ornak zielonym szlakiem idziemy na Iwaniacką Przełęcz. Po drodze widząc, że czas mamy całkiem dobry, na Suchym Wierchu Ornaczańskim robimy sobie krótkie „leżakowanie”. Popołudniowe słońce aż prosi się, by pozostać w jego promieniach :).

Z przełęczy, po dość męczącym „schodkowym” zejściu z Ornaku, czeka na jeszcze tylko 300 metrów w dół i meldujemy się w schronisku na Hali Ornak. Pijemy zasłużoną… kawę, zajadając się pysznym bezglutenowym ciastem jabłkowym autorstwa Oli i odpoczywamy chwilę w jadalni.

Zejście Doliną Kościeliską uatrakcyjniamy jeszcze odwiedzeniem Jaskini Mylnej, która w sam raz zmusiła nas do rozciągnięcia wszystkich kończyn. Jej przejście wymaga sporej zgrabności i ekwilibrystyki, lecz zdecydowanie warto.

Po 31 kilometrach i dziesięciu i pół godzinach z powrotem meldujemy się na parkingu. Dojadamy kanapki, popijając zimną już kawą, a w głowie mając wspaniałe widoki i wrażenia z przejścia trasy, ruszamy w drogę powrotną do domu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *