Ogólny przebieg trasy: Korbielów – Hala Miziowa – Trzy Kopce – Rysianka – Romanka – Sopotnia Wielka – Hala Miziowa – Korbielów.
Długość trasy: 36 km
Suma przewyższeń: 1700 m
Plik GPS: GPX

Opis:
Start naszej pętli rozpoczynamy w Korbielowie, kilometr za kościołem parafialnym (po prawej stronie jadąc od strony Żywca). Na miejscu jest obszerny parking, gdzie można zostawić samochód. Miejsce o tyle charakterystyczne, że tuż obok jest drewniana karczma. Jeśli nie dysponujemy autem, można tu dojechać z Żywca rowerem (+ 20 km) lub busem (trzeba uprosić kierowcę o zabranie roweru, zazwyczaj się udaje).

Na początku jedziemy za znakami żółtymi, wiodącymi na Halę Miziową. W zasadzie można nimi także rowerem jechać, ale sporo fragmentów wymagać będzie prowadzenia. Stąd propozycja atrakcyjniejszego dostania się na górę. Szlak ten będzie więc nam towarzyszył tylko przez kilkaset metrów, by obić w lewo. My jedziemy dalej asfaltem, by przejechaniu 1,8 km, odbić na odchodzącą w prawo leśną drogę. Od razu dość mocno pnie się ona w górę, by po 50 m jeszcze raz skręcić w prawo, a po kolejnych 100 m łagodnie zawrócić w lewo, przechodząc w przyjemny trawers. W całości jest to leśna droga, miejscami z większą ilością błota czy starych gałęzi. Jest to więc znacznie wygodniejsza alternatywa dostania się na Halę Miziową, szczególnie że umożliwia praktycznie cały czas jazdę.

Drogą tą z reguły wygodnie pokonujemy kolejne metry przewyższenia. Na 3,8 km w prawo odchodzi droga w górę(droga ta prowadzi na grzbiet powyżej), na którą nie wjeżdżamy, tylko dalej jedziemy naszym trawersem . Po kolejnych kilkuset metrach, podłoże przechodzi z ziemno-kamiennego na poprzecznie ułożone drewniane bele. Zazwyczaj są one wilgotne i śliskie, więc trudno po nich jechać. Na szczęście to tylko niewielki odcinek. Po przejechaniu nieco ponad 5 km od miejsca rozpoczęcia wycieczki, dojeżdżamy do wcześniej wspomnianego żółtego szlaku. Chwilę nim jedziemy, by odbić w prawo w pierwszą drogę leśną, jaką napotkamy. Trafiamy na kolejny trawers, który po kilkuset metrach przechodzi w klasyczny singiel – jeden ze wspanialszych nieoznakowanych traili w Beskidach! Przejazd nim nie jest zazwyczaj trudny, ale musimy uważać na omszone kamienie, często wilgotne (północy stok), więc koła mogą ujeżdżać i wytrącać z równowagi. Lepiej więc spokojniej zrobić ten przejazd, tym bardziej, że trail cały czas delikatnie się wznosi.

Przejechawszy ok. 1,3 km tą nieoznakowaną ścieżką, dojeżdżamy do zielonego szlaku, który z Sopotni Wielkiej prowadzi na Halę Miziową. Skręcamy zatem w lewo i za zielonymi znakami, dojeżdżamy na halę, gdzie znajduje się schronisko a zza jego pleców majestatycznie wznosi się Babia Góra – najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego.

Po odpoczynku ruszamy w dalszą drogę, kierując się czerwonym szlakiem na Halę Rysianka. Wjeżdżamy na skraj polany, skąd chwilę temu przyjechaliśmy i za znakami szlaku, jedziemy dalej. Staramy się nie jechać szlakiem narciarskim, który zachęca w początkowym fragmencie, ponieważ po wjechaniu na halę, prowadzi przez kila młaków i błotnisk, które wierzcie, trudne są do pokonania suchą stopą, bo przejechać się ich nie da. Trzeba więc trzymać się od początku czerwonego szlaku.

Zaraz po wjechaniu w las, podłoże zmienia się w spore błotnisko, ale mimo to i tak lepiej nam tędy jechać, ponieważ są poprowadzone suche objazdy. Po niespełna kilometrze dojeżdżamy do granicy polsko-słowackiej. Od tej pory, aż do Trzech Kopców, będziemy poruszać się wzdłuż słupków granicznych. Szlak teraz wygodnie prowadzi nas grzbietem i daję sporą przyjemność z jazdy, szczególnie że praktycznie cały czas prowadzi wygodną górską drogą.

Po krótkim acz wymagającym zjeździe z Muńczolika, przed nami rozpościera się Hala Cudzichowa – jedna z rozleglejszych polan w Beskidach. Jej skrajem będziemy się wznosić na Palenicę. Nawierzchnia z kamiennej przechodzi w ziemną, pojawia się też sporo korzeni, ale całość daje szansę na wjechanie. Tuż przed wierzchołkiem ponownie wjeżdżamy na kamienistą drogę.

Zjazd z Palenicy w kilku fragmentach jest stosunkowo trudny, więc trzeba ostrożnie wybierać linię. Dopiero po tym kamienistym fragmencie, z powrotem trafiamy na ziemno-piaszczysty szlak, którym wygodnie dojeżdżamy do Trzech Kopców. W lewo odchodzi stąd niebieski szlak do bacówki na Krawcowym Wierchu, ale my opuszczamy granicę i czerwonym szlakiem kontynuujemy przejazd. Początkowo czeka nas nietrudny kamienny zjazd, a po wjechaniu w granicę rezerwatu „Rysianka” zaczynamy powoli wznosić się ku naszemu kolejnemu schronisku. Po kilkuset metrach wjeżdżamy na halę, skrajem której jedziemy w górę, by po kilku minutach dostrzec w oddali schronisko na Hali Rysianka.

Koniecznie trzeba tutaj choćby na chwilę odsapnąć, by na spokojnie napawać się rozległą panoramą, jaka stąd się rozpościera. Przy okazji warto skosztować wg mnie najsmaczniejszej zupy pomidorowej, której ilość w talerzu zaspokoi każdego.

Z Hali Rysianka w dalszą drogę ruszamy za trzema kolorami szlaku: zielonym, czerwonym i żółtym. Zjeżdżamy na Halę Pawlusią, na początku której w lewo odchodzą zielone znaki do Żabnicy-Skałka. Na końcu hali, w las w lewo z kolei czerwony szlak skręca w kierunku Węgierskiej Górki. My zaczynamy podjazd żółtym szlakiem, którym zdobędziemy Romankę. Początkowo dość mocno w górę, mijamy niewielki ołtarz. Po chwili możemy znów wsiąść na rower i malowniczą halą, z której rozpościera się szeroka panorama na do tej pory przejechaną trasę, dojeżdżamy do lasu. Szlak w sporej części nie jest zbyt wymagający. Dopiero po wjechaniu na teren rezerwatu „Romanka”, pojawiają się dodatkowe trudności w postaci większych kamieni, gałęzi czy przewróconych drzew. W kilku miejscach, szczególnie tuż przed wierzchołkiem, wjazd wymagać będzie od nas naprawdę dobrej techniki. Natomiast satysfakcja z wjechania i przejechania tego odcinka na pewno będzie olbrzymia.

Sam wierzchołek Romanki nie należy do widokowych, za to w dalszej części naszego przejazdu, będzie to po stokroć zrekompensowane. Jedziemy więc niebieskim szlakiem, wiodącym do Sopotni Małej. Po kilkuset metrach od wierzchołka Romanki, z prawej strony mijamy Majcherkową, za którą pojawiają się wg mnie jedne z najbardziej interesujących panoram w Beskidach. Jak na dłoni mamy 2 najwyższe szczyty: Babią Górę i Pilsko. W dole wiją się doliny, w których tętni życie, a my wznosimy się prawie 1000 m ponad nimi. Dodatkowo w sezonie hale bogate są w ogromne borówki, obok których nie sposób przejść/przejechać obojętnie :).

Minąwszy ten odcinek szlaku, wjeżdżamy w las. Czeka nas teraz bardzo wymagający zjazd, ze sporą ilością mniejszych i większych stopni skalnych oraz korzeni. Trzeba więc ostrożnie pokonywać ten fragment szlaku. Dopiero po kilkuset metrach dojeżdżamy do niewielkiej przełączki, z której wjeżdżamy na Kotarnicę. Żegnany tu niebieski szlak, i za czarnymi znakami zjeżdżamy w kierunku Sopotni Wielkiej. Szlak jest teraz o tyle trudny i „urozmaicony”, że prowadzi po trasie którą leśnicy prowadzą zwózkę drzewa. Trzeba więc wyjątkowo uważać, by zabłąkana gałąź nie wplątała się nam w szprychy czy przerzutkę.

Po kilometrze zjazdu, dojeżdżamy do szerokiej stokówki. Szlak czarny przecina ją na wprost, ale dalszy nim zjazd polecam jedynie osobom z typowo zjazdowym rowerem z dobrymi umiejętnościami, ponieważ prawie do samego dołu prowadzi mocno wypłukaną ścieżką, gdzie jazda jest wyjątkowo trudna. Stąd też skręcamy w prawo i stokówką zjeżdżamy wygodnie do Sopotni Wielkiej.

Dojechawszy do asfaltu, skręcamy w prawo, by po przejechaniu 800 m, przed mostem skręcić w lewo. Po chwili z prawej strony mijamy leśne pole biwakowe. Jedziemy dalej asfaltem, łagodnym łukiem skręcając w lewo. Po kilkudziesięciu metrach kończy się asfalt i po zalanych w betonie kamieniach dojeżdżamy do niewielkiego skrzyżowania leśnych dróg. My skręcamy mocno w lewo, w pierwszą z nich.
Przez 3 km wznosić się będziemy wygodną stokówką, którą dojedziemy do zielonego szlaku, który z Sopotni Wielkiej prowadzi na Halę Miziową Skręcamy więc w prawo i tym szlakiem kontynuujemy podjazd. Początkowo po trudnych kamieniach, pośród których często płynie woda, ale po kilkudziesięciu metrach szlak przechodzi w wąską ścieżkę, lekko wznoszącą się.

Wjeżdżamy w świerkowy las, który może urzec każdego, szczególnie że wraz ze ścieżkę tworzą niespotykaną kompozycję. Po kilkudziesięciu metrach mamy niewielki zjazd, przejeżdżamy przez koryto zwózki drzewa (uwaga! trzeba zwolnić), by pośród bukowego lasu, po ścieżce usłanej kamieniami wszelakiej wielkości i trudności w ich pokonaniu, dojechać do niewielkiego siodełka. Spotykamy tu rozpoczynający się stąd czarny szlak. Skręcamy więc w lewo i po początkowym niewielkim podjeździe przechodzącym w trawers, skręcamy lekko łukiem w prawo i jedziemy grzbietem, z którego już w dole widać malowniczą Halę Malorkę. Czeka nas teraz nieco trudny, ale krótki zjazd. Wjeżdżamy na halę i za znakami szlaku przejeżdżamy ją z lewej strony.

Po wjechaniu w las, mniej więcej grzbietem zjeżdżamy cały czas trzymając się czarnego szlaku. Przed nami teraz nieco dłuższy fragment bardziej wymagającego zjazdu, ponieważ podłoże pełne jest luźnych kamieni, a dodatkowo płynąca tędy często woda, mocno utrudnia przejazd.

Dojeżdżamy do po kilkuset metrach do niewielkiej polanki – Przełęcz Przysłop. Musimy bacznie obserwować znaki szlaku, ponieważ nie zjeżdżamy na samą przełęcz (z której w lewo żółty szlak prowadzi do Sopotni Wielkiej) tylko zaraz po wjechaniu na polanę, w prawo za znakami niebieskimi kontynuujemy zjazd. Szlak prowadzi górską drogą, której podłoże zasługuje na uwagę rowerzysty, ponieważ mniejsze i większe kamienie potrafią solidnie wytrącić z równowagi w czasie zjazdu.

Po kilometrze od Przełęczy Przysłop, dojeżdżamy do asfaltowej drogi, którą już sprawnie w dół zjeżdżamy do parkingu, z którego rozpoczynaliśmy naszą wycieczkę.