Na dzisiejszej wycieczce trochę się zbuntowałem. I choć to do mnie niepodobne, prawie nie robiłem na niej zdjęć. Po godzinie jazdy w zasadzie nawet nie wiedziałem, czy będzie mi się chciało opisać tę wycieczkę. Pomimo świetnego pomysłu Oli na trasę, dobrego jej przejechania, jakoś nastrój tego dnia nie był najlepszy. I w zasadzie dopiero po dobie doszedłem do wniosku, że warto :).

Ola zaplanowała trasę z Żywca, która miała nas zaprowadzić na Rysiankę (gdzie chcieliśmy się spotkać z Agnieszką). Ja do tej pory jeździłem przez Wójtowski Wierch i Przełęcz u Poloka i dalej na Słowiankę. Ola niedawno odkrywała świetne, widokowe łąki ponad Brzuśnikiem i koniecznie chciała mi je pokazać. Mnie z kolei zależało, by zmierzyć się z segmentem podjazdowym z Brzuśnika na Skałę (wytyczonym podczas Bike Atelier MTB Maraton w maju tego roku). Idealnie zatem zgrały się nam „wymagania” i plan na trasę był ustalony :).

Startujemy więc rano z Żywca i podjeżdżamy pod Grojcem, obok stadniny na przełęcz nad Trzebinią. Tam zamiast prosto na Wójtowski Wierch, skręcamy w prawo i łąkowymi dróżkami zjeżdżamy do Brzuśnika. Zdecydowanie warty polecania przejazd, zarówno na początek dłuższej trasy jak i na krótką popołudniową wycieczkę – przepięknie!

Z Brzuśnika asfaltem podjeżdżamy na górę wsi, gdzie łapiemy lokalny szlak prowadzący na Skałę, będący jednocześnie od tego miejsca segmentem na Stravie. Cały podjazd ma 4,2 km o średnim nachyleniu blisko 10%. Nie da się ukryć, że szlak dość wymagający w górę, ale da się wjechać. Są fragmenty gdzie można złapać trochę oddechu i miejsca, gdzie tego oddechu brakuje ;). Niemniej da się :). Nie tylko maratończycy mogą się z nim zmierzyć, szczególnie że pełne zawieszenie lepiej się na nim sprawdzi (ukłon w stronę fulli).

Ze Skały zjeżdżamy na Słowiankę, gdzie przy stacji turystycznej raczymy się radlerem. Może skwar jeszcze nie największy, ale sporo potu kosztował nas wcześniejszy podjazd. Później nieco wracamy czerwonym szlakiem i zjeżdżamy do Żabnicy-Skałka. Stąd czarnym szlakiem jedziemy na Halę Boraczą i dalej na Halę Redykalną.

Nad Pilskiem zaczyna się chmurzyć, lecz póki co bez pomrukiwań burzowych. Dobra nasza. Mamy już w zasadzie pokonane największe podjazdy. Teraz pozostaje nam malowniczy przejazd żółtym szlakiem przez Halę Bacmańską i Lipowską do schroniska na Hali Rysianka, gdzie spotykamy się z Agnieszką. Namawiam ją na wspólny dalszy przejazd, chcąc pokazać jej dwa szlaki, które należą do tych koniecznych do przejechania w Beskidzie Żywieckim.

Zjeżdżamy więc na Halę Pawlusią i czerwonym szlakiem trawersujemy Romankę od zachodu. Kilka powalonych drzew zmusza nas do przenoszenia roweru, ale ogólne wrażenia z jazdy pozostają niezmącone – jest super! Każdy z fragmentów tego szlaku ma w sobie coś innego do zaoferowania: początek to sporo kamieni, które odpowiednio trzeba przejechać/najechać/ominąć by nie wybić się z rytmu zjazdowego. Środkowa część to singlowy trail, z korzeniami, trochę kamieni i miejscami nieco luftu ;). Dolny odcinek to szersza ścieżka, ze sporą ilością kamieni.

Ponownie zaglądamy na Słowiankę, robiąc tu krótki postój. Dalej jedziemy żółtym szlakiem, z którego odbijamy na niebieski szlak do Bystrej. Jest to jeden z tych szlaków, które niejeden rowerzysta omija, sądząc że jest nieciekawy. I tu robi duży błąd! Szlak ten to w większości rewelacyjny singiel, nieco miejscami trudniejszy, gdzie szybkość jego pokonania tylko zwiększa wrażenia z przejazdu (tu polecam osobom pierwszy raz jadący tym szlakiem, pokonać go wolniej, by nie być zaskoczony na niektórych fragmentach, bo można sobie zrobić „ała”). Na dole w Bystrej każdy ma banan na twarzy :). Ilekroć jadę tym szlakiem, robię to zawsze z nieskrywaną przyjemnością.

W Bystrej asfaltem wjeżdżamy na przełęcz nad Juszczyną, gdzie skręcamy w lewo i ponownie łąkowym wariantem – grzbietem nad Trzebinią – zjeżdżamy prawie do samego Żywca. W międzyczasie przed nami przeszła dość solidna ulewa, której na szczęście jedynie ostatnie krople, przywiane raczej przez wiatr, nas dosięgły.

Żegnamy się z Agnieszką, która musi jeszcze pociągiem wrócić do Rajczy i przez żywiecki park dojeżdżamy do domu. Tak oto można zrobić sobie wycieczkę z Żywca… do Żywca – górami :).

Garść statystyk:
Długość: 60 km
Przewyższenie: 1950 m
Trudność: 3/5

2 komentarze do wpisu: “Z Żywca do Żywca… górami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *