Ostatnio dzielę weekendy pomiędzy dwa rowery: po pracy w sobotę wyciągam szosę i śmigam po co ciekawszych podjazdach w okolicy Żywca. Z kolei w niedzielę, dysponując już całym dniem, staram się odpowiednia wykorzystać właściwości podjazdowo-zjazdowe Trance’a :). Nie pytajcie skąd pomysł na dzisiejszą wycieczkę. Sam się sobie dziwie, że tak w zasadzie w ciągu szybkiej chwili powstał plan na połączenie kilku interesujących mnie fragmentów szlaków. Może na pierwszy rzut oka mało to logiczne, ale gdy się temu bliżej przyjrzeć, całość nabiera charakteru :).

Wycieczkę rozpoczynam w Rajczy, skąd jadę do Ujsół i z doliny Danielki, szlakiem rowerowym, wjeżdżam na Przełęcz Kotarz. Do tej pory tylko w drugą stronę jechałem tym szlakiem, więc najwyższy czas był zmierzyć się z nim jadąc do góry. Myślę, że jak na efektywne zdobycie wysokości, nadaje się idealnie. I wcale taki lekki nie jest ;).

Przełęcz Kotarz opuszczam zielonym szlakiem, który wiedzie mnie na Rycerzową. Pierwsze kilkadziesiąt metrów trzeba podejść, ale późniejszy odcinek już cały w siodle. Bardzo przyjemny podjazd, lekko techniczny, kończący się bajkowym fragmentem na hali pod Małą Rycerzową. Rozpościera się z niej wg mnie jedna z najpiękniejszych panoram w Beskidach.

Jadę dalej na Przełęcz Halną i postanawiam zdobyć Wielką Rycerzową. Co prawda średnio wjazdowa, ale dla widoków (z podejścia) warto. Sam wierzchołek jest zupełnie nieatrakcyjny pod względem jakichś panoram, za to zjazd czerwonym szlakiem jest wybitny! Zdecydowanie warto raz na jakiś czas się nim przejechać. Co prawda w drugą stronę końcówka podjazdowo średnia, a dzisiaj cały czerwony szlak z Rycerzowej na Przełęcz Przebibek był dobrym rozwiązaniem.

Na przełęczy uzupełniam wodę, kupuję kilka oscypków i zjeżdżam zielonym szlakiem do Rycerki Kolonii. Górna połowa szlaku, typowo singlowa, zdecydowanie warta polecenia. Dolny odcinek to już typowa szutrówka – szybka i bez trudności.

Z Rycerki Kolonii żółtym szlakiem wjeżdżam na Wielką Raczę. Południowe słońce trochę mnie osłabiało na podjeździe, więc szałowego czasu nie miałem, za to była okazja na podziwianie widoków, w które ten szlak także obfituje. Do schroniska pod szczytem nie zaglądam (jakoś nie darzę go specjalną sympatią), tylko rozkładam się nieopodal słupka granicznego i delektuje się cudnymi tego dnia widokami.

Dalszą cześć wycieczki kontynuuję czerwonym szlakiem, którym w zasadzie ponownie jadę na Przełęcz Przegibek. Przejazd, który jadę, jest zdecydowanie obowiązkowym do zaliczenia przez każdego rowerzystę mtb. Oferuje dosłownie wszystko, czego chce się od gór i ich naturalnego ukształtowania: szybkie single, techniczne podjazdy jak i zjazdy, widokowe fragmenty i ogólnie można by o nim pisać tylko w samych superlatywach – i taki właśnie jest!

Przełęcz Przegibek witam ponownie po niespełna godzinie jazdy z Wielkiej Raczy. Ot, tu i tam zdjęcie i czas schodzi. W schronisku robię nieco dłuższą przerwę, by zebrać siły na czekające mnie 2 podjazdy, a w zasadzie podejścia. Pierwszy na Bendoszkę Wielką po części da się wjechać, nawet na upartego całość. Mnie dziś wyszło tak pół na pół ;). Szczyt ponownie oferuje wspaniałe panoramy, z nieco innej perspektywy niż na Wielkiej Raczy. Zjazd z Bendoszki na początku jest bardzo przyjemny, ale po około kilometrze przechodzi w bardzo stromy, najeżony kamieniami, szlak. Zjechać się da, lecz wymagane są już większe umiejętności – lubi się takie rzeczy :). Po minięciu tej ścianki, wjeżdżamy na łagodniejszy odcinek szlaku, nawet pojawia się fragment singlowy.

Dalszy przejazd czarnym szlakiem na Przysłop Potócki to już prostsza jazda. Za przełęczą trafia się stara leśna droga, która podprowadza pod Praszywkę. I tu właśnie zaczyna się drugie podejście, zdecydowanie niewjazdowe. Mimo że wybitnie nie lubię podchodzić z rowerem, to dla zjazdu z Praszywki – warto. Ma w sobie to coś, za co lubię jeździć po górach. Akurat dziś na zjeździe trafiły się trzy powalone drzewa, lecz mimo to dało się naprawdę szybko zjechać do Rycerki.

Na dole zerkam na zegarek – mam jeszcze trochę czasu, więc jadę w górę doliny Rycerek i niebieskim szlakiem zdobywam przysiółek Młoda Hora. Szlak ten idealnie dzieli się na 2 fragmenty: pierwsza dolna połowa – służy do zdobycia wysokości (po bardzo niewygodnych kamieniach! Nie muszę chyba pisać, że o jeździe nie było nawet mowy). Z kolei druga część dość przyjemnie wiedzie leśną drogą, prawie bez trudności, a na końcu przechodzi w sympatyczny singiel, prowadzący wprost do przysiółka.

Na Młodej Horze łapię czerwony szlak, który wiedzie z Rycerzowej i jadę dalej nim w kierunku Rycerki Dolnej. Mijam ostatnie zabudowania, które kryją się już w cieniu i singlem wjeżdżam na grzbiet. Rozpościerają się z niego ciekawe widoki na Beskid Śląski i Żywiecki.

Dalszy zjazd prowadzi po solidniej rozmytej leśnej drodze, mocno kamienistej. Nie da się tu nadto rozwinąć prędkości, więc spokojniej pokonuję początek tego szlaku. Dopiero po kilometrze poprawia się nawierzchnia i możne nieźle cisnąć w dół, co skrzętnie czynię. Po drodze robię jeszcze trzy niewielkie podjazdy, które „prawie” z rozpędu pokonuję i pośród malowniczych łąk zjeżdżam do Rycerki Dolnej i dalej do Rajczy.

Spodziewałem się dzisiaj znacznie trudniejszych warunków na szlaków, ponieważ przez minione dni w Beskidach niemal co dzień dobrze dolewało. Okazało się jednak, że wcześniejszy długi okres suszy, spowodował szybkie wchłonięcie przez podłoże ostatnich opadów i szlaki wciąż w większości są bardziej pyłowe i suche niż błotne. Nawet „wieczne” kałuże wyschły albo znacznie zmniejszyły swój rozmiar.

Garść statystyk:
Długość: 63 km
Przewyższenie: 2600 m
Trudność: 4/5

2 komentarze do wpisu: “Zapętlony Worek Raczański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *