Tatrzańskie wycieczki skiturowe zawsze potrafią swoim klimatem przyciągać jak magnes. Nie bez powodu cieszą się one sporym zainteresowaniem: zarówno te prostsze jak i trudniejsze cele skiturowe zawsze znajdą swoich amatorów. Na terenie słowackich Tatr Wysokich do uprawiania skialpinizmu udostępnionych jest kilka obszarów (szczegóły na stronie internetowej TaNaP), między innymi rozległa Dolina Staroleśna (słow. Veľká Studená dolina). W jej otoczeniu można wybrać sporo ciekawych miejsc, do których można dojść i zjechać na skiturach.

Podczas naszej wycieczki za cel obraliśmy Świstowy Szczyt (2382 m n.pm.) oraz przełęcz Rohatka (2288 m n.pm.). Oba miejsca leżą niemal obok siebie, więc naturalnym było połączenie ich w jedną całość. Na początku czekało nas podejście ze Starego Smokowca na Hrebeniok z przytroczonymi nartami do plecaka, ponieważ śniegu na tej wysokości już praktycznie nie ma w Tatrach, szczególnie po południowej ich stronie. Dopiero po tym odcinku udało się założyć narty na nogi i już bez problemów ze śniegiem doszliśmy do Zbójnickiej chaty (1960 m n.p.m.). W schronisku zrobiliśmy sobie krótki odpoczynek, jednocześnie jedząc drugie śniadanie.

W międzyczasie nad naszym głowami, na niebie zaczęły zbierać się chmury. Co prawda jeszcze raz na jakiś czas przebijało się między nimi słońce, lecz prognoz nie udało się oszukać, i zgodnie z nimi, góry miały być zasłonięte przez cały dzień. Na szczęście udało się uniknąć niskich chmur, które już w dolinie obok zakryły wierzchołki, a u nas wciąż można było spoglądać na rozległe widoki.

Ze schroniska od razu ruszyliśmy w kierunku Świstowego Szczytu. Na początku jeszcze śnieg był względnie przyjazny do zjazdu/podejścia, lecz gdy pokonaliśmy granicę 2100 m. n.p.m., stał się bardziej betonowy, a w zasadzie zmrożony. O ile na podejściu jeszcze nie było najgorzej, o tyle zjazd ze szczytu był co najmniej wątpliwy w swoim sensie. Niestety stare ślady poprzedników mocno rozbiły zbocze i trzeba było nieźle się napracować, by dostać się z góry na dół (dosłownie!). Nasze kolana do dziś to odczuwają ;).

Na szczęście po „zjeździe” ze Świstowego Szczytu mieliśmy jeszcze motywację do kolejnego celu, by na niego wejść. Zbocze, którym prowadziły zakosy (a potem już z nartami przypiętymi do plecaka), było wystarczająco równe, a śnieg na nim był co prawda twardy, ale dobrze trzymający nartę w zjeździe. Dzięki temu zjazd z Rohatki podbudował nasze morale i cieszyliśmy się z drugiego wyboru.

W międzyczasie z chmur nad nami nawet lekko prószył śnieg, lecz nie na tyle by w jakikolwiek sposób wpłynął na warunki zjazdowe. I – co ważne – chmury nie przysłoniły nam docelowych miejsc, na które weszliśmy, dzięki czemu mogliśmy cieszyć się widokami (choć nieco ograniczonymi 😉 ).

Wybrane cele śmiało można polecić już nieco bardziej doświadczonym skiturowcom, ponieważ pomimo stosunkowo prostej drogi podejścia i zjazdu, trzeba dobrze wybrać czas i bezpieczne warunki lawinowe. Nagrodą za włożony trud na pewno będzie spora satysfakcja ze zdobytych miejsc oraz wyjątkowe i atrakcyjne widoki.


Postaw kawę BeskidTrail!Podobał Ci się ten artykuł? Jeśli chcesz, by w przyszłości tak samo przyjemnie się je pisało, możesz postawić mi kawę :) » https://buycoffee.to/beskidtrail

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *