Skiturowa wycieczka do Doliny Staroleśnej (słow. Veľká Studená dolina) to zawsze dobra okazja, by nacieszyć się wysokogórskim klimatem w przystępnej formie. Zarówno podejście, jak i zjazd jest z reguły możliwe na nartach, szczególnie powyżej Hrebenioka. Przy nawet niewielkiej pokrywie śnieżnej, udeptany niebieski szlak w górę pozwala na dość komfortowe dostanie się w wyższe partie doliny. Z kolei narciarski zjazd dnem doliny także pozostaje długo możliwy, choć wymaga większych umiejętności w lawirowaniu pomiędzy kosówką czy jazdy wąskim szlakiem. Słowem – esencja jazdy pozatrasowej ;).
Górne piętro doliny otwiera się niemal w każdą ze stron, i gdzie się nie rozejrzeć – można wypatrzeć bardzo interesujące cele skiturowe. Ich dostępność uzależniona jest oczywiście od aktualnych warunków śniegowo-lawinowych. W internecie można znaleźć kilka ciekawych przewodników, które opisują tę dolinę pod kątem skiturowym, więc odsyłam tu do wujka Google ;).
Za główny cel naszej wycieczki obraliśmy Zawracik Rówienkowy (słow. Malý Závrat, 2270 m n.p.m). A co uda się więcej zrobić, postanowiliśmy ocenić i zdecydować już na miejscu, po zjechaniu z pierwszej przełączki. Za Hrebeniokiem udało się już założyć narty, i całkiem sprawnie podeszliśmy pod Zbójnicką Kopkę (2098 m n.p.m), gdzie w ciepłych promieniach słońca i bezwietrznej aurze, zrobiliśmy przerwę na drugie śniadanie.
Na Zawracik Rówienkowy udało się niemal całość wejść na foce, i tylko na ostatnie kilkanaście metrów podejścia, bardziej komfortowym było przypięcie nart do plecaka. Na górze było już kilka osób, lecz jak na zastane bardzo dobre warunki śniegowe, spodziewaliśmy się znacznie większego zainteresowania tym miejscem.
Zjazd był całkiem przyjemny, w miękkim śniegu. Jedyną niedogodnością były starsze ślady, które lubiły nieco wytrącić narty spod kontroli. Na dole szybka przepinka, ponieważ według prognoz już nad naszymi głowami powinny kłębić się ciemne chmury, których jakoś tak niespecjalnie przybywało.
Postanowiliśmy więc zajrzeć do sąsiedniej dolinki, by przyjrzeć się jeszcze ewentualnym zjazdom. A jak już podeszliśmy te kilkaset metrów dalej, to naszym oczom ukazały się bardzo dobrze wyśnieżone dwa zbocza: pierwsze z okolic Świstowej Przełęczy (2192 m n.p.m.) , a po prawej długie i ciekawie nachylone z Graniastej Turni (słow. Hranatá veža, 2260 m n.p.m.)
Mnie dwa razy nie trzeba namawiać na dobre zjazdy, więc z pierwotnego wejścia i zjazdu na Świstową Przełęcz powstał plan wcześniejszego zdobycia Graniastej Turni i zjazdu drogą podejścia. A dzięki temu, że Ola wybrała pierwszy wariant, udało mi się mieć w końcu jakiś dłuższy filmik ze zjazdu, kręcony z drugiego zbocza :).
Samo wejście na Graniastą Turnię wymaga obycia ze stromszym terenem, ekspozycją i nieco podciętą linią podejścia, którą trzeba później korygować w trakcie zjazdu. Doświadczeni skiturowcy zapewne dobrze sobie poradzą z tym tematem, lecz początkującym polecam towarzystwo wprawniejszych partnerów.
Zjazd tego dnia był bardzo dobry, w sumie najlepszy ze wszystkich trzech. Przyjemnie odpuszczony kilka centymetrów śnieg na twardym podłożu, dobre nachylenie i długi, ponad dwustumetrowy zjazd – piękna sprawa!
Na dole, obok zamarzniętej tafli Małego Pustego Stawku szybko założyłem foki, i ruszyłem w kierunku Oli, by wyjść jeszcze na Świstową Przełęcz. Kilka zakosów, trochę już ujeżdżających spod nart, ale sprawnie udało się wejść na grań. Na górze mała sesja zdjęciowa i wciąż wspaniała, choć już przeplatana chmurami, widokowa pogoda. Chętnie zostalibyśmy tam znacznie dłużej, gdyby nie fakt, że wraz z coraz niżej położonym słońcem, odpuszczone wcześniej śniegi zaczynały zamarzać i ostatni zjazd mógł być niezbyt przyjemny.
Kolejny zjazd do stawku, przefoczenie i podeszliśmy jeszcze ponownie pod Zbójnicką Kopkę, by końcowy zjazd zrealizować tzw. General Sus czyli szeroką dolinką wyprowadzającą w górne partie Doliny Staroleśnej. Rano podchodziliśmy nią w nadziei na udany zjazd, który pod wieczór już nie był tak dobry, ale wciąż przyjazny. Na koniec czekała nas jeszcze przeprawa przez kosówki, ale bez strat w sprzęcie i ludziach, więc bezpiecznie udało się dotrzeć do wylotu doliny. Potem jeszcze krótki spacer na Hrebeniok, zmiana butów na wygodne adidaski, i wzdłuż kolejki zeszliśmy do Starego Smokowca.
Podobał Ci się ten artykuł? Jeśli chcesz, by w przyszłości tak samo przyjemnie się je pisało, możesz postawić mi kawę :)
» https://buycoffee.to/beskidtrail

