Trasę dzisiejszej wycieczki wybrałem niemal wbrew sobie samemu i temu, co wszem i wobec piszę, że po okresie deszczu i niepogody, najlepiej udać się na rower w Beskid Śląski lub Mały. I w zasadzie do wczorajszego wieczoru miałem zaplanowaną trasę właśnie w Beskidzie Małym. Jednak zwiedziony fanpagem schroniska na Rysiance, które co jakiś czas wrzuca ciekawe zdjęcia, zmieniłem cel. I nawet według prognoz miało to być lepszym rozwiązaniem, ponieważ na Magurkę Wilkowicką wróżyli na popołudnie opady, a na Rysiankę tylko zachmurzenie. Oczywiście jak wiadomo – w górach można się niemal wszystkiego spodziewać o tej porze roku, tylko nie słońca, więc byłem nastawiony, że coś tam może mnie pokropić. A w razie większej ulewy, zawsze będę mógł się schronić w jednym ze schronisk lub szałasów.

Wycieczkę rozpocząłem w Sopotni Wielkiej, skąd leśną drogą dojechałem do zielonego szlaku prowadzącego na Halę Miziową. Dalej za jego znakami, przez Halę Górową, dojechałem na wcześniej wspomnianą halę. Do schroniska tam położonego jednak nie zaglądałem, wiedząc, że nawet krótki postój może mnie zbytnio wystudzić, a przy temperaturze ledwo 6 st, nie byłoby to dobrym rozwiązaniem. Pojechałem więc dalej w kierunku Trzech Kopców i dalej Rysianki.

Gdy wjeżdżałem na Halę Miziową, „dopadła” mnie chmura, z której praktycznie do samego końca wycieczki padał drobny deszcze. I nie na tyle mocny, by przerywać przejazd, ale jednocześnie na tyle przykry, by sukcesywnie moczyć ubranie (a najgorsze że także buty). Co prawda kilka razy spośród chmur udało się dostrzec tarczę słońca, ale nie znaczyło to, że przestawało padać. Cały czas liczyłem, że chmury przewieje i jednak trochę gór się odsłoni spod ich płaszcza.

Szlak z Miziowej na Rysiankę nie był nawet bardzo błotnisty, lecz w wielu miejscach nasiąknięta ziemia czy trawa mocno utrudniały wszelki podjazd. Oczywiście gdyby ktoś chciał, by rower przybrał kilka kilogramów błota – miałby wiele okazji ku temu ;).

Podobnie jak na Hali Miziowej, tak i na Rysiacne – nie korzystam ze schroniska (z tego samego powodu co wcześniej). Niestety chmury nijak nie chcąc ustąpić. Dopiero pewną nadzieję wprowadza we mnie zjazd na Halę Pawlusią, gdzie pojawiają się niewielkie przetarcia. Jadę więc dalej, żółty szlakiem, na Romankę, licząc że z drogi podjazdu (lub zjazdu) otworzą się jakieś ładne „okna” w chmurach – wszak nie na darmo wiozę dziś ze sobą lustrzankę.

Romankę wjeżdżam w chmurach. Mniej więcej od granicy rezerwatu, pojawiają się resztki niedawno spadłego śniegu. Temperatura nie jest specjalnie niska – wciąż 6 st. Wiatr prawie nie doskwiera więc czuje się stosunkowo komfortowo, mając na sobie tylko spodenki rowerowe z getrami + koszulkę z długim rękawkiem i polar. Nawet na zjeździe nie czułem nadto chłodu.

Na wierzchołku robię kilka zdjęć, i nie widząc szans na poprawę widoczności, zjeżdżam niebieskim szlakiem w kierunku Majcherkowej, by przed Kotarnicą odbić na czarny szlak do Sopotni Wielkiej.

Początek niebieskiego szlaku jest wyjątkowo urokliwy, nawet w dziś zastanych, mglisto-mokrych warunkach. Zjazd nim to czysta przyjemność, acz wymaga obycia z rowerem i lepszych umiejętności zjazdowych (dużo śliskich korzeni i kamieni).

Mniej więcej w połowie długości czarnego szlaku, przecina go leśna droga. W ramach atrakcji, skręcam na nią w prawo i zjeżdżam nią idealnie w miejsce, skąd rozpocząłem wycieczkę.

Garść statystyk:
Długość: 26 km
Przewyższenie: 1170 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *