Przedostatni, według prognoz, ciepły dzień września chcieliśmy dobrze wykorzystać. Początkowo planowaliśmy wycieczkę MTB w słowackie Skorusińskie Wierchy, ale Szymonowi od jakiegoś czasu chodził po głowie pomysł na zdobycie Szpiglasowej Przełęczy i szczytu nad nią, które do tej pory omijał w swoich tatrzańskich przejściach. Nadto nie protestowałam, bo ostatni mój wyjazd w Tatry miał miejsce jeszcze zimą, gdy zdobyciem Krzyżnego kończyłam sezon skiturowy.

By nieco lepiej się wyspać, do Palenicy Białczańskiej dojechaliśmy późnym wieczorem w środę, by tam przetestować nocleg w Zafirze. Jak się okazało, po złożeniu tylnej kanapy i wyrównaniu poziomu podłogi osoby o wzroście 167 cm mogą się komfortowo wyspać, a te mające 182 cm muszą trochę pokombinować ;). Niemniej, całkiem żwawo ruszyliśmy o 6 w stronę Wodogrzmotów. Ruch na szosie do Morskiego Oka był już całkiem duży, ale po skręceniu w kierunku Doliny Pięciu Stawów Polskich zostaliśmy prawie sami. Po zakwasach po Baran Trail Race nie było już śladu, więc nadałam żywe tempo i po niecałych dwóch godzinach od wyjścia z auta zameldowaliśmy się w schronisku. Tam napiliśmy się wreszcie ciepłej kawy i herbaty, i po dłuższym odpoczynku ruszyliśmy dalej niebieskim szlakiem w stronę Zawratu, by po 20 minutach odbić na żółty w kierunku Szpiglasowej Przełęczy. Słońce w międzyczasie zaczęło oświetlać prawie pustą dolinę i górujący nad nią Kozi Wierch, więc wędrówka stała się o niebo przyjemniejsza.

Sprawnie, po wygodnej, kamiennej ścieżce zdobywaliśmy wysokość i szybko dotarliśmy do kluczowych trudności tuż pod przełęczą. Oczywiście dzień wcześniej dokładnie pooglądałam w internetach co mnie czeka, na szczęście opisy były w miarę zgodne z tym co zastaliśmy i bez problemów udało się pokonać tych kilka łańcuchów. Choć mam wrażenie, że z wiekiem mam coraz mniejszą tolerancję takich atrakcji ;). Od razu po osiągnięciu przełęczy udaliśmy się na szczyt, gdzie zabawiliśmy dłuższą chwilę. Czas był dobry, pogoda wspaniała, nic nie stało na przeszkodzie by spokojnie ponapawać się rozległymi widokami. Doskonale widoczny był obryw na Świnicy, z powodu którego zamknięty został szlak ze szczytu w kierunku Zawratu; na Rysach był już spory tłumek, a my w dość kameralnym gronie wygrzewaliśmy się w słońcu :).

Dopiero argument, że zjedzą nam jedynie słuszne lody w Nowym Targu przekonał Szymona do zejścia na przełęcz. Wtedy dopiero okazało się, jaki był prawdziwy cel tej wycieczki-to wcale nie chodziło o romantyczny wypad z żoną w pięknych okolicznościach przyrody, tylko o rozeznanie terenu pod kątem zimowych skiturów ;). Zejście „ceprostradą” do Morskiego Oka choć długie, było przyjemne i łagodne dla kolan, co oboje doceniliśmy. W międzyczasie pojawił się pomysł podejścia na Wrota Chałubińskiego, ale na hasło „lody” Szymon szybko z niego zrezygnował ;). Przed zejściem do schroniska zrobiliśmy sobie jeszcze jeden postój, by posilić się przed bodaj najtrudniejszą częścią wycieczki, czyli dziewięcioma kilometrami asfaltu drogi powrotnej. Przy samym schronisku nie spędziliśmy dużo czasu, bo tłum turystów skutecznie nas do tego zniechęcił, a poza tym, lody czekały ;). W końcu po 9 godzinach wycieczki zameldowaliśmy się przy samochodzie, gdzie już niespełna godzina jazdy dzieliła nas od doskonałego uwieńczenia tego pięknego dnia, czyli wspomniane już lody Żarneccy przy nowotarskim rynku.

2 komentarze do wpisu: “Szpiglasowy Wierch na zakończenie lata

  1. hej,

    Jak zawsze w Waszym przypadku, wspaniały opis z ciekawymi ujęciami i to niezależnie czy dotyczy nart, roweru czy też pieszej wędrówki. Szkoda, że się rozmijamy ale tylko góra z górą się nie spotka, więc wcześniej czy póżniej pewnie się gdzieś zobaczymy

    1. Cześć !
      Dzięki Bolku za dobre słowa :). Ty widzę też tej jesieni nie próżnujesz i sporo jeździsz i chodzisz. Może uda się jeszcze tej jesieni gdzieś wspólnie się umówić – będziemy w kontakcie :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *