Może i powyższy tytuł brzmi dość kontrowersyjnie, lecz zapewniam Cię, że jeśli tylko uda Ci się przejechać tę trasę w całości – poznasz esencję Beskidu Żywieckiego. Owszem, są i inne jego rejony, gdzie można fajnie pojeździć, lecz biorąc pod uwagę natężenie tego, co dobre w połączeniu z małą ilością dojazdówek i pustych przelotów, to niniejsza trasa wg mnie plasuje się w ścisłej czołówce.

I co też ważne, trzeba jednak do niej trochę się przygotować – głównie fizycznie, ale również mentalnie. Tak to już bywa z trasami, które w jakiś sposób są tymi tymi najlepszymi.

Z Żywca bez szaleństw wbijam się okolice Grojca, skąd grzbietem docieram do Brzuśnika. Fragment asfaltu w sam raz daje nieco odpocząć, przed wg mnie najtrudniejszym podjazdem na całej trasie, czyli szlakiem rowerowym z Brzuśnika na Halę Magura/Skałę. Podjazd na wielu odcinkach dobrze trzyma nachylenie, a podłoże nieraz chce wytrącić z równowagi. Zapewniam, że kto go w całości wjedzie, nie będzie już miał większych problemów na dalszej trasie.

Tym razem pomijam wjazd na Skałę, chcąc podjechać na Halę Magura, skąd rozpościera się świetna panorama na Beskid Śląski, Mały i Kotlinę Żywiecką.

Wracam na przełęcz i dalej rowerowym szlakiem jadę pod Abrahamów, skąd zjeżdżam do Żabnicy Skałki. Robię krótki postój, i czarnym szlakiem wjeżdżam na Halę Boraczą. Tu uzupełniam wodę, i kieruję się na Halę Redykalną. Zjeżdżam kawałek żółtym szlakiem i odbijam na stokówkę, którą docieram do niebieskich znaczków, wiodących na Halę Lipowską.

Tak, to ten kultowy niebieski szlak. W obu kierunkach świetny, lecz mnie się wydaje, że jadąc nim w górę, można go bardziej docenić i nacieszyć się beskidzkimi widokami (rzecz jasna przy dobrej pogodzie).

W schronisku na Hali Lipowskiej trochę zaczynam odczuwać zmęczenie i borykam się z myślami, czy nie skrócić planowanej trasy. Ale nie, Coca-Cola nieco pobudza i realizuję pierwotny plan czyli zjeżdżam kolejnym kultowym szlakiem w okolicy – zielonym w kierunki Hali Boraczej.

Zaraz na początku zjazdu łapie snake’a (ot, zachciało mi się dziś na mniejszym ciśnieniu jechać…). Dalsza trasa na szczęście przebiega już całkiem sprawnie. Docieram do czarnego szlaku – łącznika z Halą Redykalną, i drugi raz tego dnia wjeżdżam na nią.

Z Hali Redykalnej jadę już żółtym szlakiem na Halę Rysianka, gdzie mam nadzieję w schronisku zastać jeszcze Olę, które tego dnia pomagała w obsłudze. Udaje się :). Załapuję się na pyszne naleśniki z powidłami oraz kawę.

Halę Rysianka opuszczam już dość późno, bo kilka minut przez siedemnastą (co jak na ostatni dzień lata jest późną godziną, zważywszy że mam „dopiero” przejechane 3/5 planowanej trasy). Na szczęście przede mną w większości już tylko zjazd, i to m. in. kolejnym kultowym szlakiem w okolicy – czerwonym z Hali Pawlusiej na Słowiankę. Całość tego szlaku udaje się zjechać w niezłym czasie (przy okazji robiąc zdjęcia 😉 ).

Ze Słowianki, dla odmiany, do zjazdu w kierunku Żywca, czyli do Juszczyny, wybieram żółty szlak. Nie jest on może jakiś szałowy, jednak nie można mu odmówić urokliwych widoków oraz szybkości, z jakią można go pokonać. W sporej części jest to leśna droga, w kilkunastu miejscach najeżona stałymi błotniskami. A dolna część to zjazd „od bandy do bandy”, ponieważ droga środkiem wymyta jest przez wodę. Raz w roku, dla przypomnienia można się na niego wybrać – nie częściej ;).

Z Juszczyny asfaltem wjeżdżam nad Trzebinię i moimi ulubionym pagórkami zjeżdżam do Żywca. Tu jeszcze obowiązkowe mycie roweru, bo strach z takim do mieszkania wejść i można cieszyć się kolejnym dobrze wykorzystam dniem :).

 

Garść statystyk:
Długość: 72 km
Przewyższenie: 2400 m
Trudność: 4/5

4 komentarze do wpisu: “To, co najlepsze w Żywieckim

  1. Świetne są te twoje relacje !
    Fajnie by było, gdyby czasem pojawiały się także takie z tras nadających się dla mniej zaprawionych – przynajmniej zjazdowo : )

    1. @Witek – dzięki! 🙂
      Większość z moich tras możne samodzielnie modyfikować. Sam zdaję sobie sprawę, że ich długość i przewyższenie nie są dla każdego rowerzysty, nie mniej z mapą można samodzielnie ułożyć trasę pod siebie :). W razie czego służę pomocą :).

      ps.
      Nie dalej jak wczoraj, na jednym ze zjazdów spotkałem ekipę, z m. in. jednym rowerem trekingowym a pozostałe „rowery mtb” miały opony niemal slicki (jak na góry), że już nie wspomnę a braku kasków…

    1. @Mateusz – zdecydowanie jest gdzie się powłóczyć na rowerze 🙂
      Fajną sprawą jest np. wypad na kilka dni, z noclegami w okolicznych schroniskach w górach (lub jakimś agro, np. FB -> Romanka wynajem pokoi. Możesz wtedy obficie spożytkować czas :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *