Wietrzną niedzielę zastaliśmy dziś w górach! Rzec można, że nawet na odsłoniętych grzbietach mocno chybotało rowerem, co dodatkowo urozmaicało wycieczkę. W zasadzie na koniec dnia, gdzie porywy wiatru mocno naginały konary drzew, już całkiem poważnie zerkaliśmy w górę, by jakaś gałąź nie spadła nam na głowę. Na szczęście nic złego z góry nas nie spotkało, czego do końca nie możemy powiedzieć o dole, tj. podłożu. Co prawda większość trasy była dość przyzwoicie sucha, lecz zdarzały się miejsca mocniej „wsysające” koła ;).

A gdzie w ogóle pojechaliśmy? Otóż wybraliśmy się z Olą na jedną z piękniejszych tras w Beskidzie Żywieckim. Niekoniecznie długą, tylko miejscami trudniejszą, za to w obfitującą w świetne przejazdy. Zarówno w górę, jak i w dół. W zasadzie 3/4 trasy jechaliśmy wg wycieczki z końca września tego roku. Modyfikacja pojawiła się na Jałowcu, skąd niebieskim szlakiem zjechaliśmy do Zawoji-Wełcza. Dalej doliną wjechaliśmy na Przełęcz Klekociny. Wiatr podczas tego podjazdu wybitnie spowalniał nasze tempo – zgodnie stwierdziliśmy, że dawno tak źle nie jechało nam się tak stosunkowo łatwego, szutrowego podjazdu.

Z Przełęczy Klekociny pojechaliśmy zielonym szlakiem na Czerniawę Suchą. Po drodze liczne sekcje błotno-kałużowe uatrakcyjniały przejazd, niejednokrotnie zmuszając na do zejścia z rowerów. Z wierzchołka Czerniawy żółtym szlakiem pojechaliśmy na Lachów Groń, który udało nam się zdobyć w ostatnich promieniach słońca (jesienne dni, u progu zimy, są już zdecydowanie za krótkie).

Po krótkim odpoczynku i małej sesji fotograficznej (wszak kilogramy lustrzanki trzeba było i tu wykorzystać), żółtym szlakiem zjechaliśmy do Koszarawy. Szlak bardzo szybki i wymagający do zjazdu, lecz nam bardzo się podobał. Zależało nam na szybkim zjeździe w dolinę, ponieważ każda minuta dłużej na szlaku, w górze, wiązałaby się ze zjazdem przy czołówce, czego jednak chcieliśmy uniknąć. Tym samym idealnie, co prawda w półmroku, zjechaliśmy do doliny Koszarawy, gdzie po kilometrowym odcinku asfaltowym, dotarliśmy do miejsca pozostawienia auta.

Garść statystyk:
Długość: 43 km
Przewyższenie: 1850 m
Trudność: 3/5

2 komentarze do wpisu: “Urwanie głowy z tym wiatrem!

  1. Miałem wczoraj mocną pokusę się do was dołączyć, ale uznałem, że temperatura jest już posezonowa i całodniówka w takich warunkach, na tych wysokościach, już nie dla mnie… A tu piszesz silny wiatr! Oczywiście wam zazdroszczę tripa, ale widzę, że dobrze oceniłem warunki.
    Pozdrowienia dla ciebie i Oli 🙂

    PS: ja zrobiłem 3,5 godzinny, ślimaczy trip, czerwonym na Myślenice przez Bieńkowską, rzucany mocno na boki, ciągle buksując i objeżdżając bokami błotnistą maź, zgotowaną przez quady, ale temperaturkę miałem 10-13 stopni i w krótkich spodenkach objechałem 🙂
    pzdr, B

  2. Warunki dobrze oceniłeś, ale i my wycieczkę zaplanowaliśmy tak, by im sprostać 🙂
    O dziwo było nawet lepiej niż się spodziewaliśmy 🙂
    Na górze nie dało się na krótko jechać – od razu człek by się wychładzał. Póki śniegu w Beskidach nie ma – trzeba korzystać, chociażby na krótkie wycieczki 😉

    Pozdrawiamy!
    Ola i Szymon

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *