Po niemal tygodniu ciągłej niepogody, w końcu sobota zapowiadała się wystarczająco dobrze, by móc wjechać rowerem w góry. Do dyspozycji miałem tylko drugą część dnia, więc za bardzo nie mogłem poszaleć z wyborem trasy. Szczególnie, że przez ostatnie dni spadło w górach sporo deszczu, więc musiałem dość roztropnie zaplanować przejazd.
Słoneczne popołudnie zdopingowało mnie do przejazdu od razu z Żywca do Oczkowa, skąd wzbiłem się najpierw drogą asfaltową, a potem leśną, na Przełęcz Isepnicką. Nie ma doń wyznaczonego szlaku, jedynie szereg mniej lub bardziej wyraźnych dróżek. Swego czasu z Olą zachciało nam się zeksplorować te okolice i tym samym poznaliśmy ciekawą drogę wjazdową na grzbiet, jako alternatywę np. żółtego szlaku z Oczkowa.

Z przełęczy już szlakiem przejechałem w kierunku Kocierza, by spotkać tam czerwone znaki. Niestety temperatura okazała się wyjątkowo nieprzychylna, a grzbietowy przejazd dodatkowo wychładzał ciało przez porywisty wiatr. Że już nie wspomnę o dosłownie płynących ścieżkach – nawet w Beskidzie Małym rzadki to widok! Postanowiłem więc starą leśną drogą zjechać do Kocierza Moszczanickiego i grzecznie, asfaltem dojechać do Żywca. Po drodze zachciało mi się jeszcze, na rozgrzewkę przejechać przez Rychwałd i żywiecki Kocurów, by przez Grapę finalnie zjechać do domu.

Garść statystyk:
Długość: 37 km
Przewyższenie: 880 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.