Niedziela od kilku tygodniu zarezerwowana była przez Olę, na jej udział w półmaratonie górskim Obidowa Głuszec Półmaraton. Mnie przypadła zaś zaszczytna funkcja szofera ;). Gdy Ola zmagała się z trudami biegu, i to z bardzo dobrym wynikiem, ja postanowiłem zrobić sobie wycieczkę rowerową po klasykach gorczańskich. W tym roku niestety nie udało się wcześniej odwiedzić rowerem tego pasma, czego bardzo żałuję. Pewną namiastką kilka tygodni temu było na szczęście szosowe zdobycie Przełęczy Knurowskiej, przy okazji wizyty na Podhalu.

Dość późno, bo o 11 startuje z Obidowej. Ogólnie na przejazd mam ok. 5h, więc odliczam sobie poszczególne odcinki zaplanowanej trasy „od końca”, robiąc sobie tym samym ramy czasowe. Zjeżdżam do Klikuszowej i czarnym szlakiem zdobywam sukcesywnie wysokość. Bardzo przyjemnie się wjeżdża, co dodatkowo motywuje, ponieważ dzień wcześniej w Beskidzie Żywieckim zrobiłem mocniejszą pętlę. Widać jesienne rozjeżdżenie przynosi efekt :).

Turbacz zdobywam z dobrym czasem, tj. przed wyznaczonym limitem. A skoro tak jest, to decyduję się na kontynuowanie zaplanowanej trasy. Jadę więc przez Halę Długą na Kiczorę i dalej czerwonym szlakiem zjeżdżam do Rąbanisk. Odbijam na czarny szlak wiodący do Łopusznej i po kilku minutach melduję się na dnie doliny. Robię krótki postój, uzupełniam płyny i drogą rowerową jadę dalej w kierunku Waksmundu.

Drugi podjazd na Turbacz chciałem wjechać po trasie wyścigu Turbacz Time Trial. Trasa nie jest jakoś specjalnie trudna, jak to zapewne na maraton przystało, ale ma kilka mocniejszych ścianek, których wjechanie daje mi sporo satysfakcji. Dopiero pod koniec, gdzie leśna droga łączy się ze szklakiem pieszym, pojawiają się trudności terenowe, lecz Trance pokonuje je z niebywałą przyjemnością.

W schronisku melduję się ponownie przed założonym limitem, ale i tak nieco za późno, bo Ola w międzyczasie skończyła już bieg i czeka na mnie w Obidowej. Robię więc tylko krótką przerwę, by za nadto nie stygnąć i jadę na wierzchołek Turbacza. Po drodze ratuję jeszcze jedną ekipę rowerową zestawem łatek i po kilku minutach melduję się na szczycie. Ubieram cieplejszy podkoszulek z długim rękawem, bo jednak temperatura przy pochmurnym niebie nie powala (mijający mnie turyście w ogóle szli w kurtkach, puchach, itp… chyba dziwnie pośród nich wyglądałem, jadąc do tej pory cały „na krótko”).

Z Turbacza zjeżdżam czerwonym szlakiem w kierunku Rozdziela i dalej kontynuuję przejazd przez Obidowiec i docieram na Stare Wierchy. Cały ten przejazd jest ogólnie bardzo szybki, tylko miejscami trudniejszy. W zasadzie błoto i kałuże stanowią na nim chyba największą trudność, ale to już specyfika Gorców ;).

Przy schronisku na Starych Wierchach zmieniam kolor szlaku i za niebieskimi znakami zjeżdżam pod Skałkę. Tu czekam mnie jeszcze kilka metrów podjazdu i lokalnym szlakiem rowerowym dostaję się do Obidowej. Rower w międzyczasie zebrał trochę błota, więc po dojechaniu do parkingu, ponownie trzeba było sprzęt dobrze umyć, by w domu nie gromadzić za dużo ziemi z „pola walki” ;).

Garść statystyk:
Długość: 56 km
Przewyższenie: 1730 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *