Chyba czas przyzwyczaić się do miłych niespodzianek pogodowych tej (jeszcze kalendarzowej) zimy :). Co prawda na szosie już w ubiegłym tygodniu spędziłem kilka dni, robiąc kilkudziesięciokilometrowe wycieczki, może nie w najbardziej komfortowych warunkach, bo przy silnym wietrze i niewysokiej temperaturze, ale za to w sam raz na tzw. wiosenne rozkręcenie. A tu (nagle, wcale nie zapowiadana przez wcześniej wiejący halny 😉 ) dotarła nad Beskidy fala opadowa, nadmienię że początkowo deszczowa, ale po kilku dniach, ze śniegiem.

I ponownie trzeba była wyciągnąć skitury z szafy, odkurzyć dopiero co kilka dni temu odłożone foki… i spakować się. Oj, ciężkie jest życie skiturowca :).

By najsensowniej wykorzystać nowa dostawę śniegu, najlepiej było mi się dostać na tereny powyżej 1000 m n.p.m., z w miarę dobrze znanym lasem lub polanami, z sensownym dojściem i zjazdem na nartach. Jako że okolice Skrzycznego są jednak za niskie, wybór w najbliższej mi okolicy mógł paść tylko na jedną górę – Pilsko. I był to strzał w dziesiątkę! Co prawda kopuła szczytowa standardowo została wywiana do lodu, to już poniżej niej, od wysokości 1450 do 1200 m n.p.m. nowy opad pięknie pokrył stary podkład, tworząc nową, od 10 do 25 cm puchową warstwę śniegu. Sensowne zjazdy można było jeszcze realizować maksymalnie 200 metrów niżej, ale też nie wszędzie. Zapuszczenie się poniżej tej wysokości zdecydowanie mogłoby grozić uszkodzeniem sprzętu i/lub siebie.

Pogoda z biegiem dnia stawała się także przyjaźniejsza, poranny Mordor na szczycie, w południe ustąpił względnie ładnej pogodzie; czasem tylko przeszkadzały podmuchy porywistego wiatru. Każde kolejne (a były cztery) wejścia na wierzchołek było przyjaźniejsze pogodowo ;). No ale cóż, kto rano wstaje… ten ma cały puch tylko dla siebie :).

2 komentarze do wpisu: “Na Pilsku znów puchowo!

  1. Blisko masz i to jest ogromny plus. Ja mam w Bieszczady 120 do 150 km. Ostatnio przesiadłem się na biegówki, ale na skitury na pewno wróce. Pozdrawiam.

    1. Cześć Krzyśku,
      Biegówki to ponoć fajna sprawa. Przyznaję – nie próbowałem, ale skądś Jakuszyce cieszą się zimą popularnością :). Myślę, że w końcu i mnie uda się spróbować. Na pewno fajnie nadają na bardziej płaskie tereny.
      A kilometraż w Bieszczady masz podobny, jak ja w słowackie Tatry Wysokie :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *