We wtorkowy poranek z wielkim optymizmem budziliśmy się każdy w swoim domu – Piotrek już o 4, ja półtorej godziny później. Prognozowane ostatnie przed kolejnym opadem śniegu/deszczu kilkugodzinne okno pogodowe, chcieliśmy maksymalnie wykorzystać, więc skrzętnie przygotowaliśmy się na całodzienną „akcję górską” :).

Wybraliśmy się więc w rejon, gdzie można zrobić kilka całkiem fajnych, nietrudnych zjazdów, które będą bardziej przyjemne niż karkołomne ;). Padło więc na słowackie Tatry Zachodnie – rejon Rakonia.

Wiele razy już tam byliśmy, ale tym razem gdzieś z tyłu głowy mieliśmy ochotę na zaliczenie nowych linii, które do tej pory były nam obce. I co tu dużo nie pisać – ten plan został zrealizowany. Tyle, że w znacznie okrojonym zakresie.

Udało się nam bardzo fajnie zjechać z Przełęczy Zabrat do Doliny Łatanej oraz z wierzchołka Rakonia, bezpośrednio głównym „żlebem”. I w zasadzie to było na tyle „zjazdowej akcji skiturowej”, ponieważ z zapowiadanego dłuższego okna, zrobiło się niespełna półtorej godziny, czyli tyle, by zjechać pierwszy zjazd, wyjść na Rakoń i już w okalających czubek chmurach – zjechać do Doliny Łatanej.

Warunki śniegowe też do najlepszych nie należały. Na twardym podłożu, gdzieniegdzie lekko odpuszczonym, a gdzieniegdzie przylodzonym, leżało kilka centymetrów świeżego śniegu. I tyle. Zjazdy były takie sobie, bez jakichś większych doznań emocjonalnych. O ile zjazd z Zabratu był jeszcze godny uwagi (nieco więcej świeżego i odpuszczonego śniegu), o tyle z Rakonia już było znacznie gorzej (w większości twardo).

Cóż, nie zawsze wszystko udaje się po naszej myśli. Ale ważne, że udało się bezpiecznie przejść fajną turę w miłym towarzystwie, z akcentami słońca :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *