W ubiegłym roku zima była wyjątkowa – więcej śniegu można było znaleźć w niższych partiach gór niż na wysokich grzbietach. Beskidy wcześnie przywitały skiturowców, a mnie już 2 grudnia udało się być na wycieczce na Rysiance.

Nowy sezon został już znacznie wcześniej otwarty przez co poniektórych skiturowców, bo już końcem października w Tatrach solidnie dosypało (tj. wystarczająco, by dało się tu i ówdzie zjechać, lecz bez szaleństw). Dla mnie jednak wciąż ważniejsze było (i jest) kręcenie na rowerze, więc jeszcze kilka tygodni wstrzymywałem się z wyjęciem z szafy sprzętu do skituringu.

Aż nastał ten dzień, 18 listopada – pierwsze foczenie w sezonie! Nigdy jeszcze tak wcześnie nie rozpoczynałem sezonu :). Co prawda w Beskidach wciąż nie ma co pokazywać się z nartami, lecz w Tatrach – jak najbardziej. Przy czym należy się od razu wyjaśnienie, że pokrywa śnieżna w większości miejsc powyżej 1400-1500 m. n.p.m. równo pokryła wiele połaci, lecz wciąż kosówka czy większe kamienie są sporym utrudnieniem. Szczególnie te ostatnie niejednokrotnie mogą zaskoczyć narciarza. Niżej jest tyle o ile – byle dało się jakąś leśną drogą czy szlakiem zjechać, raczej nie niżej niż 1000 m. n.p.m.

Na pierwszą turę sezonu wybraliśmy się z Olą na Rakoń. Przy czym na jego wierzchołek weszliśmy rozpoczynając turę w Zwerówce, i przez Dolinę Łataną wyszliśmy na grzbiet. Ten wariant podeśjciowy jest wg nas znacznie wygodniejszy na jednodniową wycieczkę, aniżeli pokonywanie ciągnącej się w nieskończoność Doliny Chochołowskiej.

Góra przywitała nas bardzo przyzwoitymi warunkami do zjazdu: ok. 30 cm zsiadły podkład, na który nasypało przez noc od 5 do 10 cm świeżego śniegu. Niestety był to dość mokry śnieg, a podkład niżej zamieniał się wierzchem w szreń.

Wielkim bonusem tego dnia był wspaniały spektakl wyłaniających się spośród chmur graniastych szczytów Tatr. Idealnie udało nam się załapać na jedyny tego dnia prześwit, który umożliwił nam dodatkowy zjazd do Wyżniej Doliny Chochołowskiej, po wspaniałych (i nie ruszonych!) poletkach śniegu :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *