Gdybyście jeszcze dwa miesiące temu zapytali mnie, co sądzę o jeździe na rowerze szosowym – moja odpowiedź byłaby taka sama, jaką miałem niemal od zawsze: nudna, niebezpieczna, monotonna i w ogóle nie warta uwagi. Tak, tak było – przyznaje się bez bicia. Do czasu.

Podczas jednej z majowych wycieczek mtb z Marcinem, z którym jechałem na Baranią Górę, dość luźno rozmawialiśmy na temat jazdy na rowerze, zarówno po górach jak i na szosie. Jak się okazało – dokręcił mi na tyle śrubę (którą nota bene nieświadoma „zagrożenia” Ola także wkręcała 😉 ), że padło i na mnie, by spróbować z czym faktycznie wiąże się jazda „na szosie„.

Po kilkudniowym researchu internetów, wybór padł na jedynie słuszny, jak na rozpoczęcie przygody z szosą, rower – Romet HURAGAN 3. Nie będę się tu wdawał w dyskusję dlaczego ten a nie inny, ponieważ na temat wyboru roweru szosowego w Internecie jest pełno informacji. Akurat w tym przypadku złożyło się wiele przychylnych czynników i stało się :).

Ciekawą przygodą samą w sobie był dobór rozmiaru i zakup roweru. O ile można dobrze siebie przemierzyć i przenieść cyferki do jednego z kalkulatorów rowerowych, to jednak bezpośredni kontakt ze sprzętem także powinien mieć miejsce. Ale jak tu mierzyć coś, co nawet producent ma kłopot wyprodukować (atrakcyjność i bardzo ograniczona ilościowo oferta na 2017 rok „wyprzedała się” sama). A dodając do tego fakt, że w zasadzie do tej pory nie siedziałem na rowerze szosowym, to przymiarka była wręcz konieczna.

Z pomocą przyszedł kolega, który wypożyczył mi swój rower na jeden wieczór. Dzięki Arkowi miałem okazje w końcu spróbować jazdy na szosie. Pozwoliło mi to wstępnie odsunąć na bok obawy przed jazdą szosówką.

Po zamówieniu roweru w jednym z żywieckich sklepów, kamień trochę spadł mi z serca. Lecz wciąż byłem pełen obaw, czy aby model, rozmiar i geometria nowego roweru będzie dla mnie odpowiednia. Wszak jazda na gravelu Treka jest inna niż na typowej sportowej szosówce. O ile na Treku jechało mi się dobrze, to wątpliwości narastały…

Stało się. Po 3 dniach Huragan dojechał do sklepu. Wygląd okazał się standardowo lepszy niż w Internecie :). Na pierwszą jazdę przyszło mi czekać na wieczór, by pod nadzorem doświadczonej już w szosowaniu Oli, zacząć stawiać pierwsze kroki, tfuu… pierwsze kilometry na Romecie. I w zasadzie zaraz po przejechaniu pierwszych kilometrów, moje spojrzenie na jazdę na szosie zmieniło się diametralnie – istny zwrot o 180 stopni!

Na pewno na moje odczucia miały wpływ poprawnie dobrany rozmiar jak i typ/model roweru. Niemal od razu przekonałem się, że zyskałem nowego towarzysza, z którym mam nadzieję, przejechać setki kilometrów :).

Już pierwsze przejazdy, a głównie podjazdy, wywołały moją euforię, której w życiu bym się nie spodziewał na szosie (do tej pory mtb i skitury to oferowały). A tu taka niespodzianka.

Przygoda z szosą stała się dla mnie nowym rozdziałem w życiu i drogą do odkrywania nieodkrytych dotąd tras rowerowych i przełamywania nie wiedzieć skąd zakorzenionych barier dotyczących długości wycieczek. Bardzo szybko spodobały mi się dłuższe przejazdy, których początkiem było przejechanie z Olą pętli wokół Tatr (nie spodziewałem się, że przyjdzie nam to stosunkowo tak łatwo. Ola już jeździła podobne dystanse, a nawet dłuższe, lecz dla mnie było to zupełnie nowe doświadczenie). Ta wycieczka poszerzyła mi horyzonty w planowaniu nowych wyjazdów, których tylko w przeciągu kilku tygodni od zakupu roweru, udało się zrealizować (a kolejne już są na horyzoncie 😉 ).

Przy pierwszym planowaniu wycieczek, skupiłem się na trasach mających swój początek i koniec w Żywcu. I wbrew pozorom nawet w nich nie uwzględniałem typowych (topowych?) tzw. pętli beskidzkich, czyli przejazdów przez Koniaków, Kubalonkę, Wisłę i Szczyrk, których popularność jest już wystarczająco duża. Obrałem sobie cel zdecydowanie bardziej krajoznawczy niż sportowy. Stąd pierwsze trasy miały charakter w większości przejechania tego, co do tej pory traktowałem jako dojazdy samochodem w inne góry.

Poniżej kilka tras, które przejechałem i mogę śmiało polecić.

# Najlepsza „wysoka” pętla w Beskidzie Małym
Trasa: Żywiec – Kocierz Moszczanicki – Targanice – Porąbka – Bielsko-Biała – Żywiec

Krótka acz treściwa wycieczka odwiedzająca najciekawsze szosowo trasy w Beskidzie Małym. Wg mnie idealna wycieczka, gdy chce się połączyć szybkość, wysokość i urodę przejazdu w całość :).


# Na Kofolę do Taliakovej Chaty (Tatry Zachodnie, Rohacze SK)
Trasa: Żywiec – Korbielów – Namestovo – Tvrdosin – Zuberec – Taliakova Chata – Zuberec – Namestovo – Żywiec

Trasa na pierwsze spojrzenie monotonna, ale przejazd w obu kierunkach czyni ją bardzo widokową i urozmaiconą krajobrazowo. Tatrzański odcinek jest zdecydowanie największym bonusem!

Ściągnij GPX »


# Wokół Pilska
Trasa: Żywiec – Korbielów – Namestovo – Zakamenne – Novot – Ujsoły – Rajcza – Żywiec

Jedna z łatwiejszych i krótszych tras wiodących z Żywca. Zdobywa się 2 przełęcze o zbliżonej wysokości, w większości dobrej jakości asfalt, szczególnie na zjazdach. Trasa wg mnie w sam raz na początek szosowej przygody.