Czy pisałem już, że trzeba sprzyjać szczęściu? Chyba nie, ale za to dzisiejszy dzień jest tego najlepszym dowodem :). Dziś z Piotrkiem przekonaliśmy się, co to znaczy idealnie trafić z pogodą i warunkami na wycieczce skiturowej. I to nie byle jakiej – jednej z najlepszych do tej pory przeze mnie zrealizowanych w tym sezonie w Tatrach!

O dziewiątej ruszyliśmy z parkingu w Zverowce pod kolejką. Po godzinie byliśmy już przy Taliakovej Chacie. Tam zrobiliśmy krótki odpoczynek i udaliśmy się w górę doliny Smutnej.

Pierwszym naszym celem było wyjście na Tri Kopy, jednym z bocznych grzbietów odchodzących z głównej grani Tatr Zachodnich. O dziwo prawie na sam grzbiet udało się wejść „na foce”, i jedynie ostanie 300 metrów wymagało przejścia ‚na huzara”.

Z Trzech Kop zjechaliśmy jednym ze żlebów w kierunku Doliny Żarskiej. Do samego schroniska nie dotarliśmy, gdyż warunki śniegowe poniżej pewnej wysokości były, delikatnie mówiąc, słabe (nie odpuszczona, zmrożona wierzchnia warstwa). Założyliśmy więc foki i podeszliśmy na Smutne sedlo. Na przełęczy oczywiście wszelkie szlakowskazy zasypane, ale te nam nie były potrzebne, ponieważ doskonale wiedzieliśmy, gdzie mamy zjechać.

Zjazd z przełęczy może nie był najwyższych lotów pod względem warunków, ale po pokonaniu pierwszych 500 metrów, wjeżdżało się na świeże połacie puchu. I też może nie w ilości szałowej, ale wystarczającej, by dać frajdę ze zjazdu. Na tyle nam się spodobało, że odcinek górnej częściSmutnej Doliny podeszliśmy raz jeszcze, chcąc ponownie przyjemnie zjechać w puszku.

Na parkingu zameldowaliśmy się z powrotem równo po siedmiu godzinach. Czy było „fajnie”? Nie – było rewelacyjnie!

A jakie zastaliśmy warunki? Proszę bardzo:

Na podejściu przywitało nas kilka centymetrów świeżego śniegu. Wyżej w Dolinie Smutnej maksymalnie 15, jedynie gdzie coś zwiało do muldy, to ciut więcej. Zmrożone zbocza idealnie zostały odpuszczone przez słońce, i znacznie lepiej i pewniej się po tym szło, aniżeli po najmniejszych nawet ilościach świeższego czy odłożonego śniegu (mówimy o stromym terenie), ponieważ ów śnieg lubił ujeżdżać i narty od razu trafiały na lodową warstwę poślizgową.

Zjazd z Trzech Kop bajka! Odpuszczony do 5 cm śnieg, stabilnie i pewnie – brak jakichkolwiek oznak zagrożenia. Wyjście na Smutne sedlo po dość miękkim śniegu, harszle zbędne. Zjazd z kolei na górze twardy, ale nie lodowy – mnie się podobało. Tylko miejscami trzeba było uważać, bo czasem „coś” złapało. A niżej to czysta przyjemność. Tak jak wspomniałem, kilkanaście centymetrów puchu. Co prawda na twardym podkładzie, w żaden sposób nie związanym ze świeżą pokrywą, ale w dolinie to już nie miało znaczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *