Łapię się ostatnio na tym, że planuję trasę przez pryzmat „zachcianek”, które chcę przejechać lub odwiedzić. Czy Wy też tak czasem macie? 🙂 Myślę, że jest to fajny sposób na wymyślanie tras i łączenie poszczególnych celów – oczywiście w rozsądnym zasięgu ;).

Tym razem zachciało mi się kilku rzeczy:
– przypomnieć sobie zjazd czerwonym szlakiem z siodła pod Klimczokiem na Przełęcz Karkoszczonka,
– przejechać w dół singiel z Grabowej – pod Przełęczą Salmopolską,
– poznać zjazd z Przełęczy Beskidek do Brennej.

Jak widzicie, cele całkiem przyziemnie, za to idealnie nadające się, by połączyć je w ciekawą pętlę. Może ją trochę utrudniłem, bo można było ją np. rozpocząć i skończyć w Brennej (co jednak wiązałoby się z dalszym podjazdem autem) lub zamiast pętli zrobić przejazd z punktu A do B, lecz wtedy byłoby to zbyt skomplikowane logistycznie. A tak, przy okazji dodatkowa mobilizacja, by dojechać do miejsca rozpoczęcia ;).

Z ciekawszych odcinków na trasie, myślę że warto wspomnieć, że czerwony z siodła pod Klimczokiem wciąż zachował trochę swej dawnej dzikości. Na pewno nie nadaje się na zjazd dla początkujących rowerzystów górskich. Szczególnie druga połowa, po singlowym trawersie, jest wysoce niewygodna w zjeździe (dużo luźnego, sporo kamieni, korzenie, schodki).

Dalej singiel na czerwonym szlaku z Przełęczy Karkoszczonka wciąż warty grzechu :). W sumie ten odcinek warto przejechać w obu kierunkach – w obu do przejechania w siodle (no, czasem trzeba się wspomóc i zabalansować czterema literami 😉 ). Na pewno dostarcza sporo emocji, szczególnie przy pokonywaniu korzeni :).

Luźne kamienie na podjeździe pod Hyrcę jakby nieco się uleżały, ale mi wyjątkowo tego typu podjazdy działają na psychikę (wcześniej podobne odcinki starałem się wjeżdżać, ale gdy ubiegłej jesieni w odstępie 3 dni skrzywiłem nieodwracalnie 2 przerzutki, właśnie na podobnych podjazdach, to tymczasowo pasuję i co trudniejsze fragmenty grzecznie prowadzę, nie walcząc z podjazdem).

Singiel od Grabowej, prowadzący dalej pod Przełęczą Salmopolską, na trawiastych odcinkach mocno zarasta. Coraz trudniej bezpiecznie przejechać, szczególnie gdy chce się pocisnąć piecem. Lecz tu podobnie – wart grzechu :).

Dalsze przygody tego dnia już raczej pominę, bo podjazd z Brennej, choć prosiłem o łagodny wymiar kary, oczywiście kosztował trochę więcej sił niż zakładałem. Na szczęście od Błatniej już znacznie lepiej się jechało, szczególnie, że na psychikę wpływał fakt, że Klimczok to ostatni większy podjazd tego dnia :).

Z Szyndzielni oczywiście planowałem zjechać w kierunku Koziej Górki trasą EnduroTrails – RockNRolla, i dalej do Bystrej, skąd zaczynałem wycieczkę. Plan oczywiście zrealizowałem, ale zjazd tą trasą przysporzył mi tyle radości (choć już nogach czułem dokręcanie na hopkach), że zachciało mi się jeszcze zjechać Twisterem, by wrócić na Równię Daglezjowym (jednak coś tam sił zostało w nogach 😉 ).

Epilog
Ostatnio przez internety przetacza się fala różnych opinii, na temat zmieniających się ścieżek EnduroTrails. Rzecz oczywiście tyczy się nawierzchni tras jak i postępującej erozji/degradacji. Jako, że raptem kilka razy w roku odwiedzam tę miejscówkę, sam byłem ciekaw, czy aby jeszcze w ogóle jest sens tam w przyszłości jeździć. I co jak co, ale po przejechaniu tych kilku tras (do których w sumie jest najwięcej zastrzeżeń), nie mam złudzeń, że ścieżki te po prostu ewoluują. Zmieniają się wraz z nami – stają się ciekawsze i bardziej urozmaicone. Nie można jak na przykład na torze formuły F1 jeździć na pamięć, bo zawsze może coś nowego zaskoczyć. I myślę, że dobrze że tak się dzieje, ponieważ żadna z tras nie będzie przewidywalna, a przez to z czasem i nudna.

 

Garść statystyk:
Długość: 67 km
Przewyższenie: 2500 m
Trudność: 4/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *