Kilka dni temu zima chciała się wkraść w beskidzki krajobraz. Na szczęście została skutecznie przepędzona i stosunkowo ciepłe powietrze pozwoliło wykrzesać jeszcze na koniec września dobry dzień na mtb. Marcina na takie rzeczy długo nie trzeba namawiać i na takie dni jak dziś, zdecydowanie nie żałuje urlopu. Plan na trasę w zasadzie był od początku jasny: Wielka Racza + podjazd na nią żółtym szlakiem z Rycerki Górnej. Dołożyłem do tego „mój” słowacki wariant i ramowa pętla została ustalono.

Startujemy więc z Rycerki. Kilka kilometrów asfaltem poświęcamy na rozgrzewkę, by w teren wjechać już bardziej przygotowanym. „Na raz” wjeżdżamy żółty szlak i po niespełna godzinie meldujemy się przy schronisku na Wielkiej Raczy. Chłodny poranek dość szybko zmienia się w ciepły (jak na koniec września) dzień. Co prawda wiatr na otwartych przestrzeniach mocno wychładzał, ale na szczęście nie było dane nam długo na nich przebywać.

Z Wielkiej Raczy zjeżdżamy czerwonym szlakiem w kierunku Zwardonia. Pierwszy odcinek szybki, ale wymagający sporej koncentracji i opanowania roweru. Późniejsze fragmenty szlaku zresztą też nie są wcale gorsze ;). Dopiero trawers Wielkiego Przysłopu ponownie zmusza nas do kilku podjazdów. Natomiast są one tak przyjemne, szczególnie że wiodą głównie wąskim singlem, że przejazd nim to czysta przyjemność.

Po dojechaniu do granicy wjeżdżamy na Kilule skąd żółtym szlakiem zjeżdżamy do słowackiej Oszczadnicy. Górny odcinek szału nie robi, choć przysparza sporych trudności (wiedzie rozmytą drogą zwózkową), za to dalszy fragment dostarcza znacznie więcej przyjemności, zarówno ze zjazdu jak i z podziwianych widoków.

W Oszczadnicy robimy tylko krótki, techniczny postój i zielonym szlakiem przez Cerchlę, wjeżdżamy do Chat pod Raczą. Po kilku minutach poszukiwania otwartego lokalu, gdzie będziemy mogli napić się… Kofoli, w końcu udaje się doprosić w jednym z nich (co prawda wciąż oficjalnie zamkniętym), o 2 kufle tego pysznego napoju. Perspektywę czekającego nas podjazdu na Wielką Raczę chcieliśmy odłożyć jak długo się dało, ale ileż to można pić jedną Kofolę. Zresztą po zdobyciu wierzchołka i tak w planach mieliśmy jeszcze sporą część trasy, więc nie mogliśmy pozwolić sobie na zbytnie zwlekanie z wyruszeniem w dalszą drogę.

Niestety zaraz po rozpoczęciu podjazdu, do teraz nie wiem jak, ale rozkręciła mi się manetka! Doprawdy nie mam zielonego pojęcia jak to się stało. Niestety próby jej reanimacji nie przyniosły pożądanego efektu i pozostało mi do końca górskiej części trasy jechać na przełożeniu 24/36 (na podjazd jeszcze ujdzie, ale na dokręcanie po równym czy w dół to już słabo :/ ). Stąd też plan minimalny jaki został założony obejmował wjazd na Raczę i zjazd z powrotem żółtym szlakiem.

Na górę udało się dość sprawnie wjechać, a wiedząc już, że nie uda się nam przejechać dłuższej pętli, postanawiamy dojechać, a właściwie zjechać, czerwonym szlakiem w kierunku Przełęczy Przegibek. W rezerwacie Śrubita obijamy w lewo na leśną drogę, by po przejechaniu nią ok. 500 metrów, odbić z niej w prawo na ścieżkę przyrodniczą. Zapewne nigdy byśmy na nią specjalnie się nie wybrali, ale z racji konieczności szybszego niż planowanego zakończenia górskiej części trasy, postanawiamy się nią przejechać. Szlak jest w zasadzie w większości sympatycznym singlem poprowadzonym w bardzo klimatycznym, bukowo-świerkowym lesie. Całość tworzy bardzo dobre wrażenie i jeśli ktoś chciałby zrobić sobie krótką pętle w okolicach Rycerki Górnej, to przejazd tym szlakiem jest świetną propozycją.

Po 30 minutach od odbicia z czerwonego szlaku, przy pomocy szlaku przyrodniczego, dojeżdżamy do dna doliny w Rycerce Górnej. Wracamy tą samą drogą asfaltową, którą rano podjeżdżaliśmy i po kilkunastu minutach docieramy na parking, z którego zaczynaliśmy wycieczkę.

Garść statystyk:
Długość: 52 km
Przewyższenie: 1800 m
Trudność: 3/5

6 komentarze do wpisu: “Wielka Racza x2

    1. Anonimie,
      W Beskidach przez rezerwaty przebiega kilka szlaków turystycznych, nie tylko przyrodniczych. Nie kwestionuje
      zasadności powstania tego typu form ochrony przyrody, niemniej niejednokrotnie trudno je ominąć, chcąc przejechać rowerem ciekawą trasę. Czasem trzeba do sprawy podejść bardziej elastycznie. Oczywiście może stwarzać to kolejne rozterki, gdy pojazdy spalinowe zaczną (choć właściwie już zaczęły, i to bardziej bezkarnie, panoszyć się po LP) pojawiać się w tych miejscach. I tu, co jak co, jestem zdecydowanym przeciwnikiem tych pojazdów w górach (poza służbami ratunkowymi) – one przynoszą zdecydowanie i nieporównywalnie więcej szkody środowisku niż przejazd rowerzysty.

      1. Tylko właśnie po to powstały rezerwaty (które zajmują bardzo małą powierzchnię Beskidów), aby choć tam natura mogła sobie spokojnie egzystować. Jest ich na tyle mało, że zaplanowanie trasy z ich ominięciem nie jest jakimś problemem. Wkrótce crossowcy będą mówić o „elastycznym” podejściu, ponieważ ich pojazdy tworzą mniejsze szkody niż spychacze… Szanujmy przyrodę, bo dzięki niej nasze wyprawy rowerowe są znacznie przyjemniejsze!

  1. @dd
    Odpowiem, bo czuję się wywołany do tablicy. W końcu ja też tam byłem.
    Temat jest złożony. Mógłbym odpisać na wiele sposobów, ale nie chcę tworzyć elaboratu. Więc „wyrywkowo” zwrócę uwagę na jedną kwestię. W Karkonoszach są takie fajne góry: Śnieżka i Szrenica. Na żadnej z nich nie byłem na rowerze, bo są objęte parkiem narodowym. Na Śnieżkę można jednak raz do roku wjechać legalnie na rowerze w ramach zawodów Uphill Race Śnieżka. Jak to jest, że turystyczny przejazd dwóch rowerzystów byłby godnym potępienia niszczeniem przyrody a przejazd wyścigowy bodajże 300 kolarzy + zaplecze organizatora jest w porządku?

    Dla porządku zaznaczę – argument typu dzisiaj my, więc jutro spaliniarze a pojutrze spychacze to redukcja do absurdu. Wolałbym czytać merytoryczne argumenty.

    Przy okazji… gdzie jest drugi rezerwat. Na mojej mapie jest zaznaczony rezerwat Śrubita. Mam zepsutą mapę?

  2. Dobrze wiecie Panowie, że nie chodzi tu o przejazd dwóch rowerzystów, tylko o propagowanie takiej działalności. W Waszych wypowiedziach nie widzę ani odrobiny refleksji. Traktujecie rezerwat jako miejsce dozwolone do jazdy rowerem, ponieważ „było Was tylko dwóch i nie zniszczyliście przyrody”. Ciekawy jestem ile osób pojedzie w najbliższych tygodniach Waszym śladem? Dlaczego specjalnie wybraliście zjazd rezerwatem Śrubita, gdy jest dostępnych wiele innych opcji – tego pojąć nie potrafię…
    Cały czas argumentujecie, że to tylko przejazd dwóch osób. Dlaczego po prostu nie przyjmiecie, że tam nie wolno jeździć na rowerze. Jeśli w jakimś miejscu (dajmy na to firma przemysłowa) jest tabliczka „zakaz wstępu”, to tam również wejdziecie, bo przecież „tylko dwie osoby nie spowodują żadnych szkód”. Przejeżdżajmy również na czerwonym świetle na skrzyżowaniu, jeśli nie ma innych samochodów – przecież nie poczynimy żadnej szkody, skoro skrzyżowanie jest puste, tak? W taki sposób doprowadzimy do anarchii i do tego, że nikt nie będzie respektował żadnych zasad. Wszyscy wkurzamy się na crossowców, a jak widać święci nie jesteśmy…

    Należałoby się pytać Karkonoskiego Parku Narodowego, jakie mają uzasadnienie. Przejazd Uphill Race Śnieżka odbywa się tylko raz do roku, ściśle wytyczoną trasą. Zatem wyłącznie przez jeden czy dwa dni.

    Rezerwat Wielka Racza, po słowackiej stronie, pomiędzy Hladką a szczytem Wielkiej Raczy.

    Pozdrowienia

    1. @dd
      niesłusznie zakładasz brak refleksji na temat miejsc dozwolonych do jazdy. One po prostu nie zostały tu wyrażone, choćby dlatego, że nie było pewności czy tu wrócisz je przeczytać.

      Jest zakaz jazdy po rezerwatach i parkach narodowych. Wynika on z art. 15 ust. 1 pkt 15 ustawy o ochronie przyrody. Można rozumować na poziomie „jest zakaz – złamali zakaz – źli”. Roma locuta, causa finita. I jak rozumiem, dla Ciebie jest to jasne, czarno-białe i binarne. Do tego skoro łamiemy ten zakaz, to pewnie chętnie łamiemy też inne. Stu takich jak my i anarchia w kraju zaprowadzona. „Mieszasz” nas w temat jazdy na czerwonym świetle (rowerem? samochodem?), jakby przejazd przez rezerwat był dowodem kolejnych przewinień. Mam prośbę – staraj się nie zarzucać nam od razu całego zła świata. Argument w stylu „tacy jak wy są zdolni do…” jest logicznie nieuzasadniony i dość podły.

      Święci nie jesteśmy. Nikt nie jest. Ty jesteś? Wciąż jednak twierdzę, że crossowcy na hałaśliwych, smrodzących sprzętach od dużej mocy są bardziej nie-święci niż my. I przejazd rowerem przez rezerwat nie odbiera mi prawa narzekania na crossowców. Dlaczego? Z prostej przyczyny. Naruszenie zakazu naruszeniu zakazu nierówne. Chyba nie trzeba wyjaśniać, kto bardziej szkodzi?

      Dochodzimy do sedna. Czy przejazd rowerem MTB przez ścieżkę przyrodniczą w rezerwacie Śrubita szkodzi? Zarządzenie odpowiedniego ministra o ustanowieniu rezerwatu Śrubita jest z 1958 r. i brzmi tak: http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WMP19580090052/O/M19580052.pdf

      Według zarządzenia „rezerwat [Śrubita] tworzy się w celu zachowania (…) fragmentu pierwotnego lasu jodłowo-buokowego”. Lasu nie niszczyliśmy. Poruszaliśmy się wytyczoną ścieżką nie będąc bardziej szkodliwymi niż piesi. Nawet jeśli zapiszczał mi gdzieś klocek hamulcowy, to – z ręką na sercu – nie spłoszyłem żadnej jodły ani buku 😉

      Dlatego w poprzedniej wypowiedzi pytałem Cię o Uphill Race Śnieżka. Skoro KPN może wydać zgodę na przejazd wyścigu 300 osób + zaplecze techniczne, to rozumiem, że nie może to być jakoś znacząco szkodliwe dla środowiska. A tam chodzi o dłuższą trasę i spory tłum w parku narodowym czyli w obszarze ściślejszej ochrony niż rezerwat. Jakbym miał świadomość, że możemy niszczyć przyrodę naszym przejazdem, to nie pojechałbym do rezerwatu. Póki poruszam się po wyznaczonej ścieżce, nic nie zbieram poza wrażeniami i zdjęciami i nic nie zostawiam, nie uważam, że robię coś złego.

      Co do propagowania. Ja nikogo nie namawiam do robienia jak ja. Ryzyko błędu w ocenie czy jestem uciążliwy dla środowiska biorę na własne sumienie a ryzyko zapłacenia mandatu na własny portfel. Szymon musi wziąć na sumienie troszkę więcej, bo opublikował wpis, co jak się okazuje niektórzy odbierają jako propagowanie. Najwięcej moim zdaniem na sumienie musi jednak wziąć KPN i organizator Uphill Race Śnieżka, bo to oni mi uświadomili, że ja starałem się sumiennie przestrzegać wszystkich zakazów jazdy rowerem a potem widzę, że na Szrenicę pracownicy parku i schroniska jeżdżą terenówkami i amerykańskimi pick-upami V8 a mi sumienie nie pozwala jechać rowerem, mimo że jest wyłożona kamienna droga. Po 8 latach bycia świętszym od papieża, dałem sobie z tym spokój. Teraz hamuje mnie tylko wypadkowa ocen kilku elementów: czy nie niszczę przyrody czy bardzo potrzebuję danego przejazdu czy bardzo ryzykuję mandatem. Myślę że postępuję rozsądnie. Ale jak masz ochotę, to możesz mnie i Szymona anonimowo kamienować – w końcu jesteśmy w internecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *