W chłodniejsze i krótsze dni – przyznaję – trudniej mi się zmobilizować do realizacji jakichś strasznie poważnych tras czy wycieczek rowerowych. Stąd też na taki czas daję sobie możliwość  ewentualnego skrócenia trasy, co oczywiście warto wcześniej w trakcie planowania uwzględnić.

Dzisiejszą trasę – o dziwo – w całości udało się przejechać, zgodnie z planem, choć częstsze postoje fotograficzne mocno naciągnęły ogólny czas przejazdu ;). Nawet zapowiadane mocniejsze podmuchy wiatru, niemal na całej trasie, głównie dzięki działalności w osłonie lasu, nie dały się specjalnie we znaki.

Oczywiście nie mogę powiedzieć o 100% komforcie termicznym w czasie jazdy, ale było niemal idealnie. Choć w trakcie podjazdu z doliny Cięciny przez Ficońkę na Abrahamów, gdzie kąt w wielu miejscach mocno trzyma, nie udało mi się rozgrzać stóp. Tu na szczęście z pomocą przyszedł sklepik/kawiarenka na Abrahamowie, gdzie poza uzupełnieniem płynów (niestety nie ciepłych), udało się rozgrzać stopy, dzięki czemu znacznie wygodniej mogłem dalej jechać.

No właśnie. Niby taka trasa po mniej znanych/popularnych okolicach Beskidu Żywieckiego a można solidnie się zmęczyć sycąc się jednocześnie konkretnymi zjazdami jak i nietuzinkowymi widokami.

Na pewno już samo „przebicie się”  z Żywca na Przełęcz u Poloka jest warte, by się nim przejechać. A późniejsza trasa na Lachowe Młaki, Skałę i Magurę z jej widokową halą jest równie ciekawa.

Zjazd do Cięciny rowerowo-pieszym szlakiem też wcale nie jest „byle jaki” choć wiedzie po leśnej drodze. Z kolei podjazd na Abrahamów przez Ficońkę docenią fani stromszych kątów, oczywiście jeśli zechcą całość wjechać (a warto, choć wymaga to na pewno dobrej nogi i miejscami samozaparcia 😉 ).

Atrakcją, choć niedługą, lecz zdecydowanie wartą zjechania jest fragment dróżki ze Skały w kierunku Słowianki (przy czym to raczej dla lepiej jeżdżących rowerzystów, bo poza większym nachyleniem zjazd oferuje także dość luźne, mniejsze czy większe kamienie.)

Na deser zafundowałem sobie klasyk nie tylko okolicy, ale Beskidów, jakim jest zjazd niebieskim szlakiem z Lachowych Młaków do Bystrej. W większości świetny, szybki singiel, nieco najeżony trudnościami (szczególnie dla tych, którzy pokonują go pierwszy raz – może zaskoczyć), zawsze przysparza mi sporo radości i satysfakcji z przejazdu. 

Warunki dziś w górach było dość wyjątkowe. Ogólnie – rześko, ledwo co powyżej zera, a w dolinie Cięciny i północnych zboczach poniżej (stąd też nie mogłem nawet na podjeździe rozgrzać stóp – ciągło od ziemi 😉 ). Dzięki nocnym przymrozkom, większość kałuż i błotnych miejsc skutecznie zamarzła lub na tyle stwardniała, że dało się przejechać, nie szukając objazdów/obejść. Wyżej towarzyszyło mi trochę śniegu, ale tak bardziej symbolicznie, lecz na pewno trzeba było zachować większą czujność i przygotować się bardziej na uślizgi. Mimo tych niedogodności (?), warunki bardzo dobre – sucho, przejrzyście i niemal komfortowo – nic tylko korzystać :).

 

Ps.
Zachęcamy do zaglądania na nasz profil na Facebooku – @BeskidTrailPL – i polubienia nas – ponieważ poza udostępnieniami wpisów z bloga, znajdują się też inne relacje z bieżących wycieczek (a ostatnio jest ich tam całkiem sporo 🙂 ).

Garść statystyk:
Długość: 50 km
Przewyższenie: 1800 m
Trudność: 3/5

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.