W góry w końcu zawitała prawdziwa wiosna! Można więc czerpać pełną piersią zapachy wonnych kwiatów drzew i krzewów owocowych, które porastają niższe partie Beskidów. To oczywiście tylko drobne, acz tylko o tej porze roku, uprzyjemnienie czasu spędzonego w górach. 

Gdy jeszcze część szlaków wyżej położonych narażonych jest na błoto i resztki śniegu, warto skorzystać z tego, co oferują nieco niższe beskidzkie pasma. Szczególnie, że lubią być niedoceniane zarówno przez pieszych jak i rowerzystów. A wiedzcie, że poza faktycznie nietrudnymi odcinkami na grzbiecie, jest tu gdzie się zmęczyć na bardziej wymagających podjazdach oraz ciekawych zjazdach.

Na wspólny przejazd Pasm Pewelsko-Krzeczowskich, popularnie zwanych Czeretnikami, zaprosiłem Kasię LuckyMTB. Nie miała jeszcze okazji odwiedzić tych okolic, więc z tym większą przyjemnością było mi dane być jej przewodnikiem po tym paśmie, a widząc ją stale uśmiechniętą i zadowoloną (także na koniec wycieczki 😉 ), mogę wnioskować, że zdecydowanie spodobała jej się trasa oraz wszystko, co tego dnia zaoferowały nam góry :).

Wycieczkę rozpoczęliśmy w Żywcu, skąd przez ścieżki pod Grapą, wjechaliśmy od południowo-zachodniej strony na Łyskę. Dalej już grzbietem przejechaliśmy na Przełęcz Rychwałdzką, skąd za szlakiem Jakubowym dotarliśmy na Ostry Groń i Przełęcz Ślemieńską. Kawałek trasy pokonaliśmy asfaltem, by główny podjazd na Czeretniki zdobyć “terenem”. Lubię ten podjazd, kąt jest godny i daje sporo satysfakcji z jego pokonania. Gdy dotarliśmy na przysiółek “Na Groń“, zrobiliśmy zasłużony odpoczynek, wszak już najtrudniejsze podjazdy pierwszej części trasy mieliśmy za sobą :).

Dalszy podjazd na Czeretniki i później Gachowiznę to przyjemny, kamienno-szutrowy przejazd. Celowo podjechaliśmy nieco dalej, zamiast od razu skręcić na “powrotny” żółty szlak, gdyż nadłożony fragment jest bardzo przyjemną jazdą na mtb – w obu kierunkach, lekkie podjazdy – szybkie zjazdy – ot, niewielkie przyjemności, a tyle radości ;).

Żółty szlak w kierunki Janikowej Grapy to ponownie ciekawe, ogólnie dość łatwe zjazdy i podjazdy, z których co chwila roztaczają się nietuzinkowe widoki na Beskid Żywiecki (a o tej porze roku wyjątkowo kontrastują zaśnieżone wierzchołki Babiej Góry i Pilska). Ostatni odcinek zjazdu do Jeleśni to świetny singlowy przelot, który niestety na końcu zmienia się w asfalt. Mimo to należy się wysoka ocena za całokształt szlaku.

Korzystając z dobrej pogody i dysponując jeszcze odpowiednim zapasem sił, postanawiamy przedłużyć sobie wycieczkę. Zamiast od razu wracać główną drogą do Żywca, po uzupełnieniu płynów i jedzenia, ze Świnnej żółtym szlakiem jedziemy na Jastrzębicę. Ponownie dość wygodnie na początku zdobywamy wysokość  (polecam podjazd ul. Komarnik, a potem ul. Panorama). Po drodze jest kilka naprawdę mocnych podjazdów, które gdy jest względnie sucho, da się podjechać. Oczywiście wymagają nieco więcej siły i samozaparcia, ale da się :).

Dojechawszy na Jastrzębicę, robimy sobie tu kolejną przerwę relaksacyjną :). Widoki z wierzchołka na Kotlinę Żywiecką i okolicę są bardzo wyjątkowe i chociażby dla nich warto dotrzeć tu, by móc się nimi napawać.

Ciąg dalszy wycieczki to już prawie tylko w dół. Prawie, ponieważ zjeżdżamy na niebieski szlak w kierunku Tokarni, by odbić przed nią na zachód, i rowerowym szlakiem wjechać na Wójtowski Wierch. Dalej już lokalną, leśną drogą, docieramy na przełęcz pomiędzy Juszczyną i Trzebinią. Przecinamy ją na wprost i jedziemy pod Grojec, skąd po krótkim, acz stromym podjeździe, trawersujemy wierzchołek i zjeżdżamy na Średni Grojec. Tu ponownie chwila odpoczynku, krótkie pogaduchy i ruszamy dalej.

Wiedząc, że w zasadzie mamy już tylko w dół, dokładamy jeszcze kilka metrów górę, zdobywając Mały Grojec, by móc z niego zjechać całkiem fajnym singlowym szlakiem – małe, a cieszy :). Mijając amfiteatr, przejeżdżamy kładką nad Koszarawą, i docieramy na parking przy parku żywieckim, skąd rozpoczęliśmy wycieczkę. 

Przejechana trasa idealnie nadaje się na jedną z pierwszych wycieczek w sezonie, choćby dlatego że w zasadzie składa się z dwóch tras, które można rozbić na dwa dni. A gdy po pierwszej części, będziecie wciąż mieli zapas sił – śmiało może przejechać i drugą część :).

Osobiście lubię tę trasę najbardziej w wiosennej odsłonie, głównie za ciekawy kontrast budzącej się po zimie przyrody (myślę, że kilka poniższych zdjęć będzie tego dobrym przykładem). Oczywiście i inne pory roku są dobre, ale najważniejsze, by starać się trafić na  czas, w którym w górach nie będzie mokro, ponieważ w przeciwnym razie, powodzenie przejazdu całej czy części trasy, będzie graniczyć z cudem ;).

 

PS.
Pod koniec wycieczki dostaję krótki, acz treściwy SMS od Oli:

 

 

 

Cudownie jest mieć taką żonę :).

 

Garść statystyk:
Długość: 57 km
Przewyższenie: 1600 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *