Beskid Sądecki swoim wyglądem zdecydowanie różni się od innych pasm beskidzkich: dłuższe grzbiety, strome zbocza i setki malowniczych polan, niejednokrotnie położonych z dala od popularnych szlaków. To tylko te bardziej charakterystyczne cechy tych gór. Będąc na miejscu, z pewnością da się dostrzec i wiele innych, typowych dla nich, krajobrazów.

Niewątpliwą zaletą z punktu widzenia MTB, są wytyczone tu szlaki rowerowe, które doskonale nadają się do podjazdów na grzbiety. Ponadto bogata sieć wszelakich dróżek i szutrówek, mocno pomaga zaplanować wycieczkę. Z kolei wiele ze szlaków turystycznych jest wyjątkowo DOBRYMI wariantami do zjazdu.

Podczas tej wycieczki skupiłem się na okolicy Przehyby, gdzie można pokusić się o zaplanowanie kilku dni w terenie, nie powtarzając większości odcinków.

Dokładna trasa jednodniowej wycieczki (wymagającej dobrej kondycji), znajduje się na mapce poniżej. W trakcie tego przejazdu, skupiłem się na trzech co najmniej wybornych zjazdach:
– niebieskim szlakiem z Przehyby do Rytra,
– żółtym szlakiem z Przehyby (+ ukryty FR) do Skrudziny,
– czerwony/żółty/czarny szlak z Przehyby przez Dzwonkówkę, Bereśnik do Szczawnicy Kunie.  

Pierwszy wjazd na Przehybę pokonuję dość wygodnie ze Szczawnicy, gdzie przy wodospadzie Zaskalnik miałem punkt wypadowy (jak mam okazję by nie wstawać wcześnie rano, to dzień wcześniej biwakuję w okolicy). Rowerowym szlakiem przez Czeremchę wjeżdżam na grzbiet. W schronisku robię krótki postój i zbieram się na pierwszy z wymienionych zjazdów.

W większości wiedzie singlowym szlakiem, co rusz najeżonym różnymi kamienno-korzennymi przeszkodami. Niemniej całość da się względnie przyjemnie i sprawnie przejechać. Trudniejszych fragmentów jest niewiele, choć wymagają już lepszej techniki zjazdowej. Na pewno za to dolny odcinek, od polany Wdżary Niżne jest znacznie trudniejszy – wąski, sporo dropów, kamienno-korzennych schodków – słowem – konkret!

Po zjechaniu chwilę odpoczywam i zaczynam możliwie najkrótszy wjazd z powrotem w okolice Przehyby. Podjazd przez Halę Konieczną o ile na pierwszych 2 kilometrach jest przyjemnie wygodny, o tyle na kolejnych 3,  kąt w górę mocno wzrasta, i oscyluje od 15-25%. Nawierzchnia pozwala na podjazd, lecz wymaga dobrej nogi :).

Kolejnym zjazdem na mojej trasie jest żółty do Przysietnicy, który w 2/3 długości zmieniam na rewelacyjny trail/singiel enduro tzw. Ukryta FR. Co jak co, ale w całym Beskidach jest niewiele szlaków o tak wyjątkowym charakterze! Mega flow z soczystym zjazdem.

Gdy dojechałem do Skrudziny, nie wiedzieć dlaczego, zamiast grzecznie wjechać drogą transportową ponownie na Przehybę, przebiłem się przez grzbiecik do Przysietnicy, by doliną o tej samej nazwie, dostać się na górę (pewnie w głowie miałem wycieczkę sprzed 2 lat, gdy jechałem całość żółtym szlakiem, i jakoś zakodowałem w głowie ów podjazd, jako najlepszy). Uniknąłem na pewno kilometrów asfaltu, kosztem szutrowo-kamiennego, bardziej wymagającego podjazdu. No cóż – bywa ;). Dojechawszy trzeci raz w okolice Przehyby, zrobiłem sobie zasłużony odpoczynek, delektując się wwiezionym radlerem i łapiąc witaminę D :).

Ostatni, grzbietowy zjazd, czerwonym szlakiem na Dzwonkówkę pokonuję względnie sprawnie. Początek jest szybki i niemal bezbolesny (Skałkę zdobywam 🙂 ). Za to zjazd na Polanę Krótką to już niezły łomot. Da się całość zjechać, lecz wymaga uwagi i wyboru dobrej linii (i solidnych hamulców).

Z Przełęczy Przysłop czeka mnie jeszcze trochę wypychu pod Dzwonkówkę. Co prawda część da się wjechać czy ominąć rowerowym szlakiem, ale tym razem trzymam się czerwonego koloru. Na górze zmieniam kolor na żółty, i jadę nim dość zmienną nawierzchnią na Bereśnik. Odcinek wiedzie wygodną dróżką przeplataną trudniejszymi, kamiennymi odcinkami.

Chcąc z grzbietu dostać się z powrotem do doliny, skąd zaczynałem trasę, z Bereśnika zjeżdżam czarnym szlakiem wprost na miejsce startu wycieczki. Szlak na początku nie zapowiada się na szałowy (droga leśna), ale po minięciu widokowej polany (skąd można bardzo wygodnie drogą zjechać do Szczawnicy) i wjechaniu w las, nabiera charakteru! Nie jechałem nim do tej pory, więc byłem go ciekaw. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i tym samym polecam go do zjazdu. Sporo singlowych fragmentów, mniej lub bardziej stromych. Jedynie końcówka to trochę zniszczona droga usiana kamieniami, lecz do zjechania.

Dojechawszy na parking, kończę całą wycieczkę. Przyznaję – wymagająca trasa – trudne zjazdy, a podjazdy pełne stromych fragmentów. Natomiast przygoda i satysfakcja z trasy – gwarantowana! Myślę, że można (i też warto) podzielić ją sobie nawet na 3 dni, dodając przy okazji coś w okolicy, tak by w pełni wykorzystać cały dzień. A gdy chce się wyskoczyć na szybki rower – każda hopka będzie jak znalazł :).

 

Garść statystyk:
Długość: 54 km
Przewyższenie: 2550 m
Trudność: 4/5

2 thoughts on “Soczyste MTB w Beskidzie Sądeckim

  1. Na niebieskim Przehyba – Rytro lub pod schroniskiem na Przehybie mogliśmy się mijać. Szliśmy tam piechotą prawdopodobnie w ten sam dzień. Pozdrowienia! 

    1. Cześć,
      Trasę jechałem w niedzielę, 6 czerwca. Z Przehyby niebieskim szlakiem zjeżdżałem pomiędzy 11 a 11.40 – mijałem kilkunastu pieszych, kilku zapamiętałem (np. osobę filmującą telefonem na gimbalu 🙂 ).
      Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *