Koniec marca przyniósł w najbliższe mi góry sporą dawkę ciepła, dzięki czemu praktycznie do wysokości 1000 m n.p.m. po śniegu nie pozostało ślad. Całkiem przypadkiem złożyło się to u mnie na od tygodni planowane kilkudniowe wolne od pracy, z przeznaczeniem pierwotnie na wyjazd skiturowy. Z racji braku śniegu, trzeba mi było wziąć się za rower i pomyśleć o zaplanowaniu kilku przejazdów, całodniowych, ale jeszcze nie nadto wymagających (wszak noga jeszcze nie podaje jak w sezonie 😉 ).

Tak się złożyło, że w tym samym czasie, zaprzyjaźniona ekipa z nizin zjechała w me strony, by rozkręcić się na górskich szlakach. Połączyliśmy więc siły i na pierwszy dzień pojechaliśmy w Beskid Mały. Przejechaliśmy pewną wariację moich ulubionych tras w okolicy, łącząc je w mini pigułkę przejazdową, z maksymalną esencją mtb :).

Tym samym z Żywca, przez Łodygowice trochę czerwonym szlakiem, trochę poza nim, wjechaliśmy na Magurkę Wilkowicką. Po krótkim reście, przez Przełęcz Przegibek i Gaiki, dojechaliśmy na Hrobaczą Łąkę. Stamtąd, czerwonym szlakiem, który wyjątkowo przypadł nam tego dnia do gustu, zjechaliśmy do Żarnówki. Nie ma co – był niezły flow!

Z racji dość późnego rozpoczęcia wycieczki, na niewiele więcej mogliśmy sobie tego dnia pozwolić. Jednak wracanie asfaltem wzdłuż doliny Soły, na rowerach mtb, nie było szczytem naszych marzeń, choć uroków krajobrazowych temu przejazdowi odmówić nie można. Na szybko przypomniałem sobie o fajnym przejeździe grzbietem od Jaworzyny po Kocierz, który kilka lat temu odkryłem penetrując tereny Beskidu Małego. Wszystko brzmi dobrze, tyle, że ów przejazd wymagał ponownego wjechania, i to wcale nie lekkim podjazdem na grzbiet.

Na szczęście, dla jednych z mniejszym, dla drugich z nieco większym trudem, udało nam się dostać na górę i przy wspaniałych widokach na taflę jezior przełomu Soły, mogliśmy kontynuować jazdę.

Spod Kocierza, świetną leśną drogą, zjechaliśmy do Łękawicy i już asfaltem, niemalże w promieniach zachodzącego słońca – wróciliśmy do Żywca.

Wyszła nam jak się okazało całkiem przyzwoita wycieczka – ponad 60 km i prawie 1700 m przewyższenia, co jak na pierwszą całodzienną trasę w górach – było godziwym wynikiem. Oczywiście w pełni zadowoleni, choć – co tu ukrywać – nieco mniej czy bardziej – zmęczeni, śmiało mogliśmy powiedzieć: to był dobry dzień!

Garść statystyk:
Długość: 63 km
Przewyższenie: 1680 m
Trudność: 4/5

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.