Dzisiejsza wycieczka miała być w założeniu najlżejszym wariantem podjazdowym na Klimczok. W zasadzie trzeba mi było spełnić kilka założeń taktycznych przy jej organizacji, ponieważ doszło do całości nieskrywana chęć odwiedzenia bielskich ścieżek EnduroTrails co w połączeniu z zapowiadaną zmianą pogody i przewidywanymi rzewnymi opadami, już rodziło pewne konflikty. Lecz cóż, kto nie ryzykuje – ten nie wygrywa :).

Wystartowaliśmy tego dnia z Bystrej Śląskiej, by szutrówkami stopniowo objechać zbocza Szyndzielni i przetrawersować Magurę. Nad Szczyrkiem wbiliśmy się na zielony szlak, którym już do końca wjechaliśmy do schroniska na Klimczoku. Tu okazało się, że stok wiodący na wierzchołek wciąż jest w śniegu, a trawers w kierunku Szyndzielni jeszcze dodatkowo dośnieżony… Wybraliśmy więc wariant podejściowy na szczyt, z nadzieją, że zjazd grzbietem będzie już „czysty”. Na górze okazało się, że nasze nadzieje złudnymi były… Na szczęście zjazd był stosunkowo przyjazdy, ponieważ śnieg był w wielu miejscach dość zbity, byśmy mogli po nim jako tako zjechać. Dopiero po dojechaniu do odbicia szlaku na w kierunku siodła pod Klimczokiem, szlak był prawie że bez śniegu.

Na Szyndzielnię już bez przygód dotarliśmy. Szybkie jedzonko i śmigamy w kierunku Koziej Górki – wszak single czekają 🙂

W tygodniu okolice Koziej Górki okupuje niewielu rowerzystów, co nie znaczy że nie dają o sobie znać, bo co rusz pojawia się delikwent szlifujący skilla. My tego dnia wybraliśmy znanego wszem i wobec Twistera, podjazd Daglezjowy i nową ścieżkę Cygan. Na więcej już czasu nie starczyło, bo kłębiące się nad głowami chmury skutecznie zgoniły nas z gór. I dobrze – trzeba się raz za czas oszczędzać. A jak nie siebie, to chociaż rowery ;).

Garść statystyk:
Długość: 36,5 km
Przewyższenie: 1450 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.