Trasa rowerowa, która wiedzie przez kilkanaście hal Beskidu Żywieckiego. I niemal z każdej można podziwiać naprawdę rozległe panoramy! Jeśli więc marzy Ci się podczas wycieczki niemal co każde spojrzenie w bok – napawanie się widokami – warto skorzystać z tej trasy :).

Wycieczkę rozpoczynam się w Żabnicy, skąd czarnym szlakiem wjeżdżam na Halę Boraczą, i dalej na Halę Redykalną. Już więc zaraz na początku mamy w zasięgu wzroku dwie mocno widokowe hale ;). Początek asfaltem, by po kilkunastu minutach wjechać na typowo górski szlak. Pierwszy podjazd dość trudny, lecz warto się z nim zmierzyć. Dalej już jest raczej spokojniej. Jedynie odcinek z Hali Cukiernicy jest stromy, i lepiej podprowadzić tu rower, zachowując więcej sił na dalszą część trasy.

Dalej żółtym szlakiem przez Halę Gawłowską, Bacmańską i Lipowską dojeżdżam do Hali Rysianka. Nie bez powodu Grupa Lipowskiej zwana jest także Pasmem Halnym – kto choć raz przy dobrej pogodzie przemierzył ten szlak, ten z pewnością potwierdzi powyższe. Przejazd tego fragmentu jest stosunkowo prosty technicznie, ze względu na dość szeroko poprowadzony szlak. Jest kilka trudniejszych momentów, lecz ogólnie jest łatwy.

Z Rysianki czerwonym szlakiem jadę na Trzy Kopce, gdzie odbijam na południe: niebieskim szlakiem przez Wilczy Groń i Grubą Buczynę docieram na Halę Krawcula. Robię tu nieco dłuższy odpoczynek, korzystając z gościnności bacówki. Szlak wciąż jest stosunkowo mało zniszczony przez prace leśne, więc przejazd jest bardzo urokliwy i w większości wiedzie przyjemnym singlem.

Halę Krawcula opuszczam niebieskim szlakiem, którym zjeżdżam do Złatnej. Początek przyjemny, lekko techniczny singiel, który na grzbiecie przechodzi w leśną drogę. A ta z kolei w dolnym odcinku staje się mocno stroma, czyniąc zjazd conajmniej trudnym. Za to ostatni odcinek w dolinie potoku Straceniec to już prawie 3 km asfaltu.

W Złatnej podjeżdżam główną drogą aż do doliny Śmierdzącego Potoku. Dzięki temu omijam dość niewygodny podjazd niebieskim szlakiem, do którego i tak finalnie dojeżdżam za pomocą kilku leśnych dróg (znacznie przyjaźniejsze do podjazdu). Dalej już zgodnie ze szlakiem, docieram na Halę Lipowską. Przejazd tym szlakiem (choć sam szlak miejscami mocno zmienił swój wyjątkowy charakter naturalnego singla), wciąż jest bardzo ciekawy – w obu kierunkach. Zdecydowanie polecam!

Halę Lipowską opuszczam zielonym szlakiem, który jest jednym z klasyków zjazdowych w tej okolicy. Kto wie – ten potwierdzi, a kto nie był – niech koniecznie nim zjedzie :).

Po kilkunastu minutach dobrego i szybkiego zjazdu, docieram ponownie na Halę Boraczą, skąd niebieskim szlakiem wjeżdżam na Prusów. Góra to dość specyficzna – raz, że rzadko odwiedzana przez turystów – zarówno pieszych jak i rowerowych, a dwa, że mocno widokowa. Myślę, że warto dołożyć nieco podjazdu, by dostać się na ten wierzchołek.

Z Prusowa zjeżdżam na Halę Borucz, skąd na początku starą wersją szlaku – leśną drogą – podjeżdżam nieco na wschód, by finalnie zjechać jedną ze stokówek, która poprowadzona jest po północnej stronie Prusowa. Dawno nią nie jechałem, a jako że prowadzi już tylko w dół, przyjemnie się nią zjeżdża. Później przez przysiółek Wojtatówka, obok nieczynnego wyciągu (oraz wyjątkowo urokliwie i widokowo położonego Pensjonatu Romanka) zjeżdżam do Żabnicy, skąd rozpocząłem wycieczkę. 

 

Garść statystyk:
Długość: 51 km
Przewyższenie: 1970 m
Trudność: 3/5

2 thoughts on “Żywieckie hale

  1. Z trzech kopców chyba niebieskim szlakiem w stronę grubej buczyny się jedzie (w opisie żółty napisane) 🙂

    1. Quba, masz rację – żółty – polski – został kilka lat temu „zamalowany” i pozostał w użytku na tym odcinku tylko niebieski – słowacki. Poprawione .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.