Niespodziewanie wypadł mi wolny dzień w tygodniu. Niespodziewanie też zrobiło się okno pogodowe, przed nadchodzącą zmianą aury. I pomyśleć, że dopiero co po weekendzie odstawiłem rower, czysty i umyty, z myślą, że dopiero w niedzielę (jak pogoda puści), ponownie ruszę nim na szlak. A tu taka niespodzianka :).

Postanowiłem więc wykorzystać nadarzającą się okazję i rozpocząć rowerowanie w ostatnim z otaczających mnie Beskidów – Żywieckim. Z wyborem tras póki co wciąż nie ma co szaleć, ponieważ w wyższych partiach wciąż na szlakach i ścieżkach zalega śnieg w parze z wyjątkowo wciągającym błotem. Stąd też nie szukałem zanadto nowych tras, tylko sprawdzonymi ścieżkami, z Żywca, wyjechałem w teren.

Najpierw pod wyciągiem na Mały Grojec, zdobyłem pierwsze metry wysokości. Później już przez Średni Grojec dojechałem na Zadki i dalej do Trzebini. Po drodze przy okazji „zaliczyłem” nowy podjazd na Kępę, który okazał co najmniej wymagający. Później już sprawdzonymi polno-leśnymi ścieżkami wjechałem na Wójtowski i Pawlacki Wierch, gdzie tymczasowo złapałem niebieski szlak. Za tymi znakami dotarłem do Przełęczy u Poloka.

Z przełęczy ponownie wbijem się na nieznakowane ścieżki, którymi kolejnym wymagającym terenem, dojechałem do żółtego szlaku z Juszczyny na Słowiankę. Po drodze zaczęły pojawiać się pierwsze większe błotne utrudnienia, które głównie z racji północnej i zacienionej wystawy, nie zdążyły wyschnąć.

W drodze na Słowiankę zaliczyłem jeszcze Skałę, dość charakterystyczny wierzchołek, na który wiedzie szlak rowerowy. Z niego, w kierunku żółtego szlaku prowadzi całkiem konkretny zjazd – polecam go zaprawionemu rowerzyście. Na Słowiance znajduje się prywatna stacja turystyczna, gdzie przez większość czasu można liczyć na skromny bufet i nocleg.

Kolejną część dzisiejszej trasy przeznaczyłem na eksplorację północnych stoków Romanki. Miałem w zamiarze odnaleźć jedną ze ścieżek, na którą natknąłem się podczas wypadu skiturowego, ale niestety nie udało się. Wróciłem więc na Słowiankę i niebieskim szlakiem zjechałem do Bystrej. Bardzo lubię zjazd tym szlakiem, ponieważ w sporej części wiedzie dzikimi ścieżkami i singlami, po których z rzadka ktokolwiek chodzi czy jeździ. A wraz ze wzrostem prędkości, wzrasta adrenalina z jego przejazdu – powiadam Wam – drzemie w nim moc :).

Na koniec pozostało mi się wdrapanie się na przełęcz pomiędzy Juszczyną a Trzebinią i zjazd do Żywca. Szybkie mycie roweru i można ponownie na kilka dni odłożyć sprzęt. Byle do weekendu :).

Garść statystyk:
Długość: 56 km
Przewyższenie: 1550 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *