Na szlaku w lesie

Wolny poniedziałek warto by sensownie wykorzystać. Tylko gdzie tu się ruszyć, gdy za oknem dopiero co przestało padać a w wyższych partiach gór spadł znów śnieg. W głowie kłębiło się kilka pomysłów, ale każdy wymagał choćby ciut lepszej aury. Za to bardzo chciałem jeszcze choć raz w tym roku, zjechać czerwonym szlakiem z Glinnego do Węgierskiej Górki.

Ułożyłem sobie więc trasę tak, by w miarę lekko zdobyć wysokość, przy okazji przejeżdżając interesujący mnie fragment w drugim kierunku, by ocenić na ile dobrze będzie się nim zjeżdżać. Z Węgierskiej Górki stokówkami dojeżdżam do czerwonego szlaku i jadę nim wdrapując się na kolejną leśną drogę. Szlak w większości przejezdny, tyle że gdy podłoże z kamiennego przechodzi w ziemne, koła niemalże od razu zaczynały buksować. W większości udało się gdzieś jakoś lawirować bokami, ale 2 razy trzeba mi było grzecznie zejść z roweru i podejść kilka metrów. Nawet mokre kamienie i te pokryte śniegiem miały lepszą przyczepność niż błoto ;).

Podjazd dobrze mnie rozgrzał i trawers południowymi stokami Glinnego i Magurki Radziechowskiej nawet niespecjalnie wychłodził. Gdy tylko wiatr nie doskwiera, niska temperatura na rowerze jest jeszcze do wytrzymania. Natomiast mokre podłoże dość szybko przemoczyło mi buty i pomimo ochraniaczy neoprenowych, stopy zaczęły nieco się wychładzać. Wiedziałem, że nie mogę za wiele dziś w tych warunkach przejechać, stąd też i plan trasy był taki a nie inny.

Magiczną granicę śniegu przekroczyłem mniej więcej na wysokości 900 m npm. Opuszczając ostatnią stokówkę, zapomnianą leśną drogą zdobywam Halę Radziechowską. Towarzyszy mi już całkiem zimowa sceneria. Na szczęście koła wciąż dają radę przebrnąć przez zbity i mokry śnieg. Łapię czerwony szlak i zgodnie z planem zjeżdżam przez Glinne (najpierw wdrapując się nań) do Węgierskiej Górki.

Miałem trochę obaw o możliwość zjazdu ponieważ połączenie dopiero co opadłych liści ze świeżym śniegiem nie wróżyło dobrze, ale o dziwo zjazd udało się bardzo sensownie uskutecznić. A w kilku miejscach nawet przebiegł płynniej niż w tzw. normalnych warunkach.

W pół godziny pokonuję zjazd, po drodze jeszcze robiąc kilka zdjęć. Na dole, w Węgierskiej Górce melduję się równo po 2 i pół godzinie od rozpoczęcia wycieczki. Podobało się 🙂

Garść statystyk:
Długość: 22 km
Przewyższenie: 1070 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *