Początek marca w Beskidach z reguły bywa już mocno wiosenny – na stokach śnieg wydaje ostatnie tchnienie, a drogowe górskie przełęcze stają się coraz bardziej oblegane przez szosowców. Tegoroczna zima jednak obficie nas obdarowała i pokłady śniegu zarówno na trasach jak i poza nimi są wciąż spore.

O ile niżej w dolinach czuć i widać już wiosnę, o tyle kilkaset metrów wyżej, wciąż można sporo podziałać skiturowo. Co prawda minione dni były średnio dobre do tego, ponieważ pokrywa śnieżna była bardzo twarda i przyjemność z jazdy po niej była niewielka, o tyle stanowi wciąż solidną bazę… pod nowy opad :). A taki właśnie miał miejsce w minioną noc (5/6 marca). W wyższych partiach Beskidów spadło nawet kilkanaście centymetrów świeżego śniegu, tworząc bajkowe wręcz warunki. Takiej sytuacji żal nie wykorzystać, więc udało mi się zrobić kilka fajnych przejazdów niemal pod nosem, bo w okolicy Małego Skrzycznego w Beskidzie Śląskim.

Pogoda wybitnie dziś sprzyjała skiturowym wędrówkom, co można uznać za plus. Lecz jednocześnie pogodny i słoneczny dzień dość szybko zmienił przyjemny puch w cięższy śnieg. Na szczęście dzięki wczesnemu wyjściu w góry, udało się trafić na odpowiedni śnieg i mieć przyjemność z kilku zjazdów. No dobra, przyjemność to mało powiedziane – było rewelacyjnie! I wcale nie trzeba było jechać na wyższe Pilsko czy Babią, nie wspominając o Tatrach ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *