Na ponowną wizyta na rowerze w Magurze Orawskiej czekałem ponad 3 lata. Jeszcze przed laty udało nam się z Olą przejechać główny grzbiet, ciągnący się od Namestova przez Budin ku Mincolowi. Wtedy też nowy teren oraz późny start spowodował, że droga powrotna zamiast górami, wiodła asfaltem w dolinie. Wycieczka oczywiście podobała się, ale pozostał pewien niedosyt, że nie udało się ładnie zamknąć górsko pętli.

Minęło kilka lat, i pomimo zrealizowania w międzyczasie dziesiątek wyjazdów rowerowych, skutecznie omijałem to pasmo, sam nie wiedząc do końca dlaczego – zawsze coś wypadło innego, zawsze czegoś zabrakło.

W końcu zmobilizowałem się wystarczająco, i nawet na FB dałem info o naborze na wspólny wyjazd z propozycją trasy. Zgłosiło się… jedna osoba :). Za to mogłem być pewien, że w towarzystwie Mirka mogę liczyć na dobrą przygodę i pewny przejazd.

Przed dniem zero oczywiście solidnie lunęło deszczem. Co prawda w dzień przejazdu pogoda była pewna, ale zastane mocno mokre i błotne warunki skutecznie utrudniły, a już na pewno czasowo wydłużyły przejazd.

Trasę rozpoczęliśmy w Namestovie, skąd drogą szybko, przy pogawędkach, zdobyliśmy wierzchołek Magurki. Szczyt bardzo charakterystyczny, ponieważ znajduje się nim przekaźnik telewizyjny (nieco mniejszy niż na naszym Skrzycznem). Poza tym góra dość wybitnie wznosi się ponad taflą Jeziora Orawskiego (Vodna Nadraź Orava).

Dalszy przejazd wiódł już regularnym szlakiem, który przy suchych warunkach pozwala na naprawdę szybką jazdę. Pośród drzew, wiedzie świetna dróżka, która w sporej części wolna jest od działalności pojazdów mechanicznych.
Dopiero po minięciu Budina dobiliśmy do lokalnych dróg, którymi miejscowi rolnicy czy leśnicy dojeżdżają do działek. Od tego momentu niestety błoto i ogólnie mokra nawierzchnia mocno dawała się nam we znaki, skutecznie wydłużając czasowo przejazd.

Dojeżdżając na przełęcz Prislop poranne chmury już skutecznie zostały wyparte przez słońce. Tym samym szlaki zaczęły nieco szybciej wysychać.

Na przełęczy znajduje się fajny (w sumie jedyny) lokal gastronomiczny, gdzie można skonsumować kilka słowackich specjalności i za kilka euraszków wzmocnić morale uczestników wyjazdu (my akurat rozgrzaliśmy się pomidorową, a na deser kofolą – obowiązkowy dla mnie napój na Słowacji).

Dalszy przejazd czerwonym szlakiem wiódł już głównie przyjemnym trailem, z wieloma singlami oraz widokowymi polanami. W zasadzie z każdym metrem nasza trasa nabierała smaku, ponieważ urozmaicony teren, po którym jechaliśmy, dawał sporo satysfakcji z pokonanych trudności.

Po godzinie meldujemy się na Minćolu – najwyższym punkcie naszej trasy tej wycieczki. Góra nie jest zbytnio widokowa, więc tym razem zamiast delektować się panoramami, uzupełniamy witaminy pysznymi borówkami, które pośród drzew, porastają wierzchołek.

Zjeżdżamy w kierunków północnym, wijącym się pośród borowin i paproci singlem. Miejscami przejazd jest wymagający, a już na pewno dobrze uczy równowagi i lawirowania pomiędzy korzeniami i kamieniami.

Wpadamy z powrotem na niebieski szlak, który wyprowadza nas na malownicze hale. Przed nami podjazd pod Prislopec. Bardzo przyjemna, miejscami wymagająca więcej techniki i siły, ścieżka prowadzi na sam wierzchołek. Z niego także widoków nie uświadczamy, ale wzorem poprzedniego – objadamy się borówkami :).

Z Prislopca można w skrócie powiedzieć, że mamy już tylko w dół. Ale pomiędzy tym „w dół” jest kilka dobrych podjazdów, które skutecznie dają nogą odczuć zmęczenie.

cdn.

Garść statystyk:
Długość: 66,5 km
Przewyższenie: 1850 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *