Miesiąc po oficjalnym otwarciu kolejnych górskich tras rowerowych w Beskidach – Szczyrk Enduro Trails by TREK, nastał czas, bym i ja je odwiedził. Ucichły fanfary, oficjele się rozjechali, trasy zaczęły żyć własnym życiem, stąd decyzja, by sprawdzić „co w Szczyrku piszczy”.

Zdecydowanie zależało mi, by nowe ścieżki nie były jedynym fragmentem beskidzkiej ziemi, po której przyjdzie mi dziś jeździć, stąd też, mieszkając „za górą”, wycieczkę do Szczyrku rozpocząłem z Żywca.

I w zasadzie o dojeździe i powrocie nie ma co się nadto rozpisywać, bo wjazd na Skrzyczne z Doliny Zimnika, a potem powrót ze Szczyrku przez Malinowską Skałę (Doliną Malinki) nie jest wybitnie trudny (co nie znaczy, że nie warto tamtędy podjeżdżać, ponieważ są to fajne szutrówki do zdobycia wysokości. Niejednokrotnie też dające mocno odczuć % nachylenia 🙂 ).

Natomiast dzisiejszy dzień wybitnie nie był TYM dniem, który chciało by się nazwać „dałem z siebie wszystko”. Albo inaczej: dałem wszystko, co dać mogłem, ale było tego niewiele ;). Widać organizm daje już sygnał, że czas na odpoczynek i regenerację.

Wracając do samych tras, muszę przyznać, że jak na przejazd on-sight, nie tyle pozytywnie mnie zaskoczyły, co utwierdziły w przekonaniu, że ekipa Enduro Trails po raz kolejny wykonała świetną robotę. Zapewne kolejne przejazdy będą tylko powodować większy flow na poszczególnych fragmentach.

Przyznaję, że nie jestem stałym bywalcem tego typu miejscówek – raczej staram się większość czasu na rowerze mtb spędzać na bardziej naturalnych szlakach czy ścieżkach (tj. poza przygotowanymi trasami). Natomiast doceniam fakt budowy kolejnych tego typu tras, ponieważ są one bardzo dobrą okazją do podnoszenia swoich umiejętności.

Hip HopA Flow – to trasa, gdzie zdecydowanie można nauczyć się (lub próbować) oderwać rower od podłoża w miejscach, gdzie się chce, a nie gdzie nas poniesie. Wiadomo – trzeba robić to z głową, szczególnie że są miejsca, gdzie kolejne hopki są mocno zagęszczone. Natomiast kto bardziej ceni sobie stały grunt pod kołami, może po prostu wolniej najeżdżać na skocznie, a cieszyć się szybkimi skrętami na bandach. Są miejsca, gdzie trzeba być dodatkowo skupionym na wyborze linii, ponieważ przy większej prędkości, szczególnie w drugiej połowie trasy, nie zawsze może się udać uniknąć spotkania z drzewem (balans ciałem!).

Otik – ho ho – to jest trasa! Tu nie ma miejsca na błędy i źle dobrane zawieszenie. Jak chcesz lecieć „na pełnej”, to w/w połączone ze dobrym skillem, dadzą Ci 100% satysfakcji. Bardzo naturalnie poprowadzona trasa – po dziesiątkach korzeni, wielu małych dropach oraz kilku dobrych przełamaniach w połączeniu z paroma bardziej stromymi ściankami zdecydowanie powodują wzrost endorfiny w naszym organizmie. Oczywiście i tu można wolniej, spokojniej, bezpieczniej (?), ale obawiam się, że przyjemność z przejazdu będzie mniejsza.

PS.
Zdjęć z samych tras nie ma, ponieważ zajęty byłem jazdą po nich ;).

 

Garść statystyk:
Długość: 65 km
Przewyższenie: 1900 m
Trudność: 4/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *