Tatrzańskie wędrówki zawsze są ciekawą odskocznią od rowerowych wycieczek. Oczywiście jeśli tylko tych pierwszych nie jest więcej od tych drugich ;).

Z Olą staramy się nie nadużywać zanadto gościnności Tatr w typowo letnim sezonie, gdyż ilość turystów, którzy wtedy odwiedzają te góry, niekoniecznie sprzyjają pozytywnym wrażeniom z dnia spędzonego w górach. Stąd też staramy się głównie jesienią, nawet tą późną, przejść się na jedną czy dwie wycieczki. 

Swego czasu udało mi się przejść niemal większość tatrzańskich szlaków, bynajmniej nie w celu ich zaliczenia, lecz poznania. Te, które się bardziej spodobały – staram się częściej powtarzać podczas pieszych wędrówek. I właśnie rejon Czerwonych Wierchów – jesienią – jest bardzo zjawiskowym miejscem w Tatrach, które bez dwóch zdań także i wielu turystom przypadł do gustu.

Postanowiliśmy więc zrobić klasyczne przejście przez cztery główne wierzchołki Czerwonych Wierchów: Kopę Kondracką, Małołączniak, Krzeszanicę oraz Ciemniak, przy okazji wchodząc jedną z najmniej popularnych dolin – Staników Żlebem, a schodząc jednym z najbardziej urozmaiconych szlaków – czerwonym z Ciemniaka, przez Piec do Doliny Kościeliskiej.

Liczyliśmy po trochu na dość spektakularną inwersję i tzw. morze chmur w dolinach, lecz pogoda nieco się zmieniła i zastaliśmy nieco inny klimat w górach, który mam nadzieję – udało się oddać na zdjęciach :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *