Szklarska Poręba i okolice, to miejsce dla nas z Olą bardzo wyjątkowe. Lubimy tamtejsze krajobrazy głównie za odmienność od rodzimych Beskidów, ale i za wyjątkowy charakter okolicznych gór – Karkonoszy i Gór Izerskich. Ponadto całe Sudety, w zasadzie każde mniejsze czy większe pasmo, doskonale nadają się do wszelakiej aktywności rowerowej.

Staramy się przynajmniej raz w roku odwiedzić te okolice, i pomimo spędzenia tam już kilkudziesięciu dni na rowerach (górskich), wciąż udaje się nam odkryć nowe i ciekawe trasy. Oczywiście mamy też swoje ulubione miejsca, do których zawsze chętnie wracamy, a dzięki temu, że “dawkujemy” sobie ilość dni tam spędzonych – apetyt na jazdę mamy zawsze 🙂 .

Tym razem postanowiliśmy odwiedzić nowe dla nas trasy – Rowerowe Olbrzymy. Położony na południe od Jeleniej Góry, kompleks ścieżek, mający około 60 km, jest ciekawą odskocznią od typowych flow-traili czy tras zjazdowych, znanych z większości miejscówek.

Przede wszystkim kilkanaście wytyczonych tras jest pętlami. Trasy podjazdowe z reguły są proste technicznie, przyjaźnie nachylone, ale mają też “momenty” bardziej wymagające. Od razu warto napisać, że zdecydowanie można podzielić je na dwie części:
– zachodnią, ok. 20 km, trudniejszą,
– wschodnią, ok. 40 km, łatwiejszą, ale z kilkoma “smaczkami”.

Trasy są bardzo ciekawie i malowniczo poprowadzone, więc nasze poczucie estetyki z pewnością zostanie dopieszczone. Większość z nich także zostało specjalnie zbudowanych na potrzeby pętli, a tylko kilkanaście kilometrów pokrywa się z istniejącymi drogami/szlakami (raczej odcinki podjazdowe i tzw. łączniki). Myślę, że w niczym to nie umniejsza jakości tym ścieżkom.

Warto też zwrócić uwagę, że trasy wymagają lepszej kondycji rowerowej, jeśli chce się z nich czerpać więcej przyjemności = pokonywać je szybciej. Wynika to z częstych zmian zjazd/podjazd, więc interwałowość jest praktycznie cały czas (szczególnie w części wschodniej, ponieważ w zachodniej raczej na początku się podjeżdża, a później zjeżdża).
Nam osobiście bardzo przypadło to do gustu, choć oczywiście wymaga odpowiedniego przygotowania, jednak wiemy, że nie każdemu “leży” taki charakter tras.

Więcej o trasach możecie poczytać między innymi na zaprzyjaźnionych blogach:
1enduro
mambaonbike

Drugi dzień, który według prognoz miał być w miarę ciepły (ponad 10 stopni), a już na pewno słoneczny, chcieliśmy przeznaczyć na trasy w Górach Izerskich. Ambitne plany dość szybko zostały zweryfikowane przez aurę, ponieważ mroźny wiatr i pochmurne niebo nijak miały się do prognoz. Nieco więc skróciliśmy trasę, stawiając na sprawdzone i raczej proste szlaki, zostawiając sobie na koniec perełkę (jak się później okazało) tego wyjazdu.

Jako że na równi lubię zjazdy jak i podjazdy, swego rodzaju przyjemnością jest dla mnie podjazd żółtym szlakiem z Zakrętu Śmierci na Wysoki Kamień. Spora część szlaku jest ogólnie “dla ludzi”, natomiast jest kilka miejsc, gdzie trzeba się solidnie skupić, by ugrać dany fragment podjazdu. Ola twierdzi, że mam trzy płuca… a ja po prostu wjeżdżam sobie “na raz” całość ;). Nagroda w postaci niemal dookólnej panoramy z Wysokiego Kamienia jest wystarczająca (poza rzecz jasna satysfakcją z pokonania podjazdu w całości).

Z Wysokiego Kamienia zamiast od razu zjeżdżać do Szklarskiej Poręby – Białej Doliny, gdzie nocujemy, obieramy kierunek na nowy singiel, jaki w ubiegłym roku został oddany do użytku – numer 14. I nie wiem co o nim napisać, bo chyba słów braknie nad zachwytem nad tą trasą! Udało nam się trafić na najlepszy zjazdowo odcinek, który w górnych partiach mocno przypominał chorwackie ścieżki.

Cały singiel ma 22 kilometry i rozpoczyna się na Polanie Jakuszyckiej. Oczywiście można na niego wjechać w dowolnym momencie, ale trzeba pamiętać, że jest jednokierunkowy (ruch zgodnie ze wskazówkami zegara). Nam udało się przejechać tego dnia tylko część całej trasy, która i tak wywarła na nas spore wrażenie.

Trzeciego dnia chcieliśmy więc dokończyć cały singiel, ale z niewielkim akcentem w postaci odwiedzin doliny Izery oraz schroniska Orle. Ola bardzo lubi tamtejszy klimat, a tego dnia, dzięki pochmurnej pogodzie, mieliśmy odczucia jak na planie filmu Skyfall (kojarzycie, gdy Bond z M. jedzie do swojego rodzinnego domu?).

Bonusem tego dnia było też kilka fragmentów szlaków, które o dziwo wcześniej jeszcze nie padły naszym łupem:
– zjazd zielonym szlakiem z Granicznika do doliny Izery (nie powstydziłby się go żaden zjazdowiec dh, zapewniam),
– podjazd niebieskim szlakiem z doliny Izery w kierunku rozdroża pod Cichą Równią (świetny podjazd po dzikim singlu, urozmaicony elementami north shore).

Po powrocie na Polanę Jakuszycką, prawilnie wjeżdżamy na singiel nr 14. Bardzo malowniczo jest on poprowadzony w zasadzie aż na sam grzbiet, pod Wysoki Kamień. Brak na tym odcinku trudności, lecz przyjemność z jego pokonywania jest doprawy ogromna. Wije się pośród drzew i skał, a liczne potoki dodają uroku całej trasie. Po dotarciu na górę oczywiście dalej jedziemy tym singlem, powtarzając zjazd z poprzedniego dnia. Nieco lepiej go znając, pozwalamy sobie na szybszą i bardziej płynną jazdę, dzięki czemu przyjemność z przejazdu jest jeszcze większa.

Koniec kilkudniowego okna pogodowego zmusza nas do zakończenia przygody z rowerami na tym wyjeździe, lecz z pewnością jeszcze nie raz tu wrócimy.

PS.
Jeśli ktoś miałby ochotę wybrać się w tamte okolice, a nie czuje się na siłach samodzielnie organizować wyjazd, służę pomocą. Satysfakcja gwarantowana – zarówno, jeśli chodzi o klimatyczny nocleg, jak i dobór tras :).

 

#1 dzień

Garść statystyk  (#1 dzień):
Długość: 51 km
Przewyższenie: 1450 m
Trudność: 3/5

#2 dzień

Garść statystyk  (#2 dzień):
Długość: 60 km
Przewyższenie: 1700 m
Trudność: 3/5

#3 dzień

Garść statystyk  (#3 dzień):
Długość: 41 km
Przewyższenie: 1050 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *