Korzystając z resztek (choć może i listopad pokaże swe przychylne oblicze) ciepłej i słonecznej pogody w górach, chciałem odwiedzić Beskid Mały. Dawno w nim nie jeździłem, a taki Leskowiec sam się nie wjedzie ;).

Trasę rozpocząłem w Łękawicy, gdzie przez grzbiet Przykrzycy, leśną drogą dojechałem na Łysinę. Lubię ten podjazd (jak i zjazd), choć kilka lat temu był bardziej “dziki”, a teraz leśnicy trochę go zniszczyli, choć wciąż da się wjechać/zjechać. Łapię zielony szlak i dalej przez Gibasy dojeżdżam do rozstaju szlaków pod Łamaną Skałę. Przejazd tym grzbietem zawsze jest bardzo malowniczy i ciekawy w obu kierunkach. Nie ma na nim jakichś większych trudności, kilka stromszych fragmentów, lecz całość do jazdy (oczywiście wedle posiadanej kondycji 😉 ).

Po kilkuset metrach za Anulą skręcam w prawo i zaczynam zjazd do Targoszowa. Trochę w dół, trochę płasko, a na koniec konkretniejsze wrażenia ze zjazdu. Po dotarciu do doliny, asfaltem na potem szutrową drogą docieram co czerwonego szlaku, którym w miarę bezboleśnie wjeżdżam do schroniska pod Leskowcem. Chwilę tu odpoczywam i ruszam dalej ku wierzchołkowi.

Zjazd z Leskowca jest bardzo przyjemny – szybki i dość prosty. Więcej trudności pojawia się bliżej Smrekowicy, lecz i te (poza jedną kamienną ścianką, którą tylko można zjechać) można pokonać w siodle. Za szczytem Łamanej Skały czeka mnie ponownie więcej zjazdu, aż do górnej stacji wyciągu Czarny Groń. Za nim, aż pod Potrójną jest dość interwałowa jazda, z kulminacją podjazdu na wierzchołek.

Na Potrójnej robię kolejny krótki postój na zrobienie kilku zdjęć i zjeżdżam czerwonym szlakiem na Przełęcz Kocierską. Dzień już coraz krótszy, szczególnie po zmianie czasu, więc nie mogę sobie pozwolić na dłuższe przestoje. Jem batonika i cisnę dalej.

Czeka mnie sporo dobrej jazdy aż do Szerokiej Przełęczy. Za nią kilkaset metrów trzeba poprowadzić rower, ponieważ teren raczej nie puszcza, by całość dało się wjechać na Kocierz. Później już kolejny zjazd na rozstaje szlaków pod Wielką Cisową Grapą – na Przełęczy Przysłop Cisowy.

Zmieniam szlak na niebieski, którym wjeżdżam na Jaworzynę, a po kilku minutach zjazdu z niej – na żółty, którym docieram do Oczkowa. Dawno nie jechałem tym fragmentem, i po cichu liczyłem, by jego górny odcinek stał się bardziej przyjazdy. Niestety górna część żółtego szlaku ma trudniejsze momenty głównie za sprawą mniejszych czy większych luźnych kamieni, które woda różnie rozrzuca po szlaku. Da się to zjechać, lecz trzeba zachować ostrożność. Natomiast gdy już pokonamy te dwie kilkudziesięciometrowe trudności – dalszy zjazd żółtym szlakiem jest wysoce ciekawy i dostarcza sporo przyjemności. I właśnie dlatego wybrałem go na zakończenie wycieczki :).

 

Garść statystyk:
Długość: 57 km
Przewyższenie: 2200 m
Trudność: 3/5

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *