Barania Góra zawsze stanowi dla mnie ciekawy kąsek rowerowy. Z wierzchołka prowadzi kilka ciekawych zjazdów, z jednym szczególnym – niebieskim szlakiem do Wisły Czarne. Poza tym czerwony w kierunku Magurki Radziechowskiej i dalej, też jest wart przejazdu.

Jako że najczęściej na Baranią Górę dostaję się czarnym szlakiem, biegnącym z Kamesznicy, dziś zachciało mi się nim zjechać (chyba już z trzy lata go w tę stronę nie jechałem – za to bardzo lubię nim wjeżdżać, bo doskonale ćwiczy balans i technikę). Podobnie omijany często przeze mnie szlak, to czerwony na odcinku Przysłop – Wierch Wisełka. W dół nawet nie pamiętam kiedy go ostatnio jechałem (widać, będzie trzeba trasę „pod niego” zaplanować), a w górę chyba jakoś trzy lata temu.

Jest to dość specyficzny szlak, którego odcinek od Przysłopu w górę, na długości ok. 500 metrów, trzeba po prostu wejść z rowerem (zjazd bywa różny – na pewno do łatwych nie należy). Gdy wyjdzie się już na otwarty teren, podłoże zaczyna być nieco przyjaźniejsze i pozwala wsiąść na siodełko, a dzięki dobremu zawieszeniu Trance’a (bo przecież nie umiejętnościom 😉 ), da się pokonać większość podjazdu.

Jako że kilka dni temu w Beskidach spadł pierwszy śnieg, a część wciąż jeszcze zalega w najwyższych partiach, to i pozostałości zimowej pogody można jeszcze napotkać, szczególnie powyżej 900 m. n.p.m.

O ile do schroniska na Przysłopie przejazd był w większości suchy, z niegroźnymi elementami błotnymi, o tyle powyżej niego większością szlaku płynęła woda z wciąż topiącego się śniegu. Poza początkowym fragmentem, gdzie w czasie podejścia z rowerem trzeba było uważać, by buta nie zamoczyć, o tyle później jazda była całkiem przyjazna. No, obracające się kłody mocno „urozmaicały” jazdę, lecz finalnie udało się przez przygód dotrzeć na wierzchołek.

Ostatnie kilkaset metrów to jazda w dość porywistym i chłodnym wietrze. Stąd też po dotarciu na Baranią Górę, ubrałem kamizelkę i zrobiłem tylko kilka zdjęć, po czym od razu rozpocząłem zjazd czarnym szlakiem do Kamesznicy.

Oczywiście aż do granicy lasu, szlakiem płynęła woda, więc za dużych prędkości nie rozwijałem. Dawno już czymś takim nie zjeżdżałem – ciekawe doznanie :). Poniżej, gdy odwodnienia wyprowadziły wodę ze szlaku – nabrałem szybkości, co zwiększyło też przyjemność z jazdy.

Na Fajkówce odbiłem na zielony szlak, który ma kilka wartych uwagi momentów (polecam!), który później opuściłem, by wygodniej dostać się na Przełęcz Siodełko (też polecam ten wariant).  Po ponownym zjechaniu w dolinę, szutrówką podjechałem jeszcze do czerwonego szlaku, by nim finalnie zjechać do Węgierskiej Górki (ten odcinek zawsze jest wart przejazdu).

Acha, gdyby ktoś chciał początek trasy jechać jak ja, niech przygotuje się na srogi podjazd obok wyciągu w Ciścu :). Da się wjechać (jedzie się po płytach i szutrze), lecz 30% nachylenia mocno podrywa przednie koło ;). Wygodniej jest jechać z Węgierskiej Górki zielonym szlakiem, i później odbić na rowerowy, do którego ja dojechałem.

Garść statystyk:
Długość: 35 km
Przewyższenie: 1500 m
Trudność: 3/5

Postaw kawę BeskidTrail!Podobał Ci się ten artykuł? Jeśli chcesz, by w przyszłości tak samo przyjemnie się je pisało, możesz postawić mi kawę :) » https://buycoffee.to/beskidtrail

2 thoughts on “Barania Góra wodą ociekająca

  1. Cześć. W przyszły weekend wybieram się do Węgierskiej Górki i chciałbym zaatakować Baranią Górę. Słyszałem o tamtejszych szutrówkach ale nigdy nie jeździłem w tym regionie. Podrzuciłbyś jakiś fajny ślad, który zminimalizuje wpychanie roweru z buta. Z góry serdeczne dzięki.

    1. Hej,
      Kilka tygodni wcześniej wrzucałem wpis o wjeździe na Baranią Górę, właśnie z Węgierskiej Górki: http://beskidtrail.pl/baraniogorskie-podjazdy-i-zjazdy/.
      Większość trasy jest do wjechania, a największe „trudności” są pod koniec czarnego szlaku. Przy czym gdy jest względnie sucho – całość da się wjechać :).
      Zjazd niebieskim szlakiem do Wisły jest bardzo wymagający, w zasadzie w całości. Czerwony na początku jest trudniejszy, a później już lepszy (aczkolwiek też całość da się zjechać). Ma też kilka podjazdów (m. in. Magurka Wiślańska i Glinne), gdzie trzeba raczej podejść z rowerem.
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *