Majówka spędzona na południu Europy jest fajną sprawą, ale jednak dobrze jest wrócić na swoje śmieci i pojeździć po lokalnych ścieżkach. Gdyby tylko jeszcze pogoda była równie chętna, by to wspomóc, byłoby świetnie. Niestety weekendowe prognozy średnio motywowały do rowerowania – burze i ulewne deszcze miały niemal sparaliżować jakąkolwiek aktywność w Beskidach.

I faktycznie, w sobotę od rana padało. Dopiero popołudniu nieco się rozpogodziło, więc szybko czmychnąłem na przejażdżkę na Malinowską Skałę i Skrzyczne, przy okazji sprawdzając, czy aby na pewno cały śnieg już się stopił na szlakach. Szybka pętelka okazała się udana, choć chmury trochę straszyły ewentualnym opadem.

W nocy z soboty na niedzielę oczywiście padało, a prognozy wróżyły tylko rozpogodzenie w godzinach dopołudniowych. Nie do końca uśmiechała mi się przejażdżka wcześnie rano, więc jak przystało na typową polską rodzinę – w niedzielę pospaliśmy do… 10 ;). Potem śniadanko, kawa i tak w zasadzie zeszło do 12.30, kiedy zapadła decyzja, że choć może popadać i pogrzmieć, to chociaż na krótką wycieczkę trzeba się wybrać.

Pojechałem więc do Węgierskiej Górki, skąd zacząłem trasę tego dnia. Najpierw szutrówkami dojechałem do czerwonego szlaku na Glinne, by wjechać nim na kolejną szutrówkę trawersującą (choć to bardzo ogólne stwierdzenie, zważywszy na ilość podjazdów i zjazdów na tym odcinku) stoki Magurki Radziechowskiej, Wiślańskiej i Baraniej Góry. Dojechałem do czarnego szlaku, prowadzącego z Kamesznicy na Baranią Górę i nim to wjechałem na szczyt. Po drodze oczywiście zaatakowała mnie salamandra, która koniecznie chciała ze mną kontynuować jazdę ;).

Cały czas na głową kłębiły się chmury, zza których kilkakrotnie wyjrzało nawet słońce! A przecież prognozy zapowiadały zgoła odmienną pogodę. Zachęcony właśnie tymi przejaśnieniami, dotarłem aż na Baranią Górę (a pierwotnie chciałem tylko trochę sobie pojeździć, by w razie deszczu dość szybko ewakuować się z gór).

Z Baraniej Góry trochę czerwonym szlakiem, resztę starymi ścieżkami trawersującymi zbocza Magurki Wiślańskiej, dojechałem na Halę Radziechowską. Tu ponownie złapałem czerwony szlak i nim to już, przez Glinne, zjechałem do Węgierskiej Górki.

Nie ukrywam, że wielkim bonusem tego dnia, poza oczywiście pogodą, był przejazd czerwonym szlakiem z Glinnego, który jest jedną z wielu perełek zjazdowych w Beskidach. Można na nim całkiem fajnie pobawić się na szybkich trailach jak i technicznych odcinkach. Bardzo lubię ten szlak, właśnie za ten świetny zjazd.

Garść statystyk:
Długość: 41 km
Przewyższenie: 1580 m
Trudność: 3/5

3 thoughts on “Na Baranią Górę

  1. Czekam na opis trasy z mapą 🙂 Kręciłem tam w zeszłym roku po tych trawersach ale w drugą stronę od Węgierskiej, potem równoległym do zielonego na parking w Poplatach i w górę. Za Barańskim Groniem odbiłem w górę na drogę pożarową i miałem jakieś 50 metrów buta między Magurką Wiślańską i Radziechowską. Tak więc jestem ciekaw, którędy przeprawiałeś się przez to Glinne, chętnie tam wrócę właśnie ze względu na zjazd czerwonym :))

    1. Dokładny opis mógłby być jednak zbyt skomplikowany by służył innym, więc pozostawiam go dla siebie. Mogę podesłać Ci linka do Stravy – będziesz mógł samodzielnie rozszyfrować przejechany przeze mnie wariant ;).

  2. Nie korzystam ze Stravy, liczyłem na mapkę jak #4 beskidzki klasyk, która jest wystarczająco czytelna. Ale podeślij linka, może czas zacząć korzystać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.