Piąty dzień naszych zmagań rowerowych na terenie Chorwacji postanowiliśmy nieco przesunąć w kierunku wschodnim. Ze Starigradu jedziemy autem do Muškovci, skąd rozpoczynamy start do kolejnej pętli – MTB 07 – Velebit 6 (wg. Zadar Bike Magic).

Muškovci jest niewielką wioską jakich wiele na tym terenie i w zasadzie niczym szczególnym się nie wyróżnia w swoim ścisłym centrum czyli większym zgrupowaniu domów w postaci 13 budynków ;). Natomiast z racji przebiegu trasy, zjeżdżamy nad rzekę Zrmanija i naszym oczom ukazuję się niebywały wodospad – można rzec miniatura Plitvickich Jezior. Doprawdy wyjątkowe miejsce i co szczególne – nie opisywane w dostępnych przewodnikach (zresztą wiele naprawdę interesujących miejsc, głównie przyrodniczych, na terenie interioru Chorwacji jest pomijane przez autorów przewodników. Wiele lokalnych perełek, bo inaczej nie sposób ich nazwać, odkrywa się samodzielnie przypadkowo lub dopiero będąc na miejscu, trafia się na jakiś znak/folder czy podobne). Nad samym wodospadem położony jest mały camping, kawałek dalej drugi wraz z małą restauracją. Zdecydowanie warto tam podjechać, nawet jeśli nie planujemy tam trasy rowerowej, ponieważ miejsce warte jest odwiedzin.

Opuszczamy dolinę rzeki Zrmanija i wzbijamy się na płaskowyż ponad nią. Szutrami raz lepszej, raz gorszej jakości dojeżdżamy do kolejnej wioski – Golubić. I tu podobnie – wieś z kilkunastoma zabudowaniami, nic specjalnego. Niemniej wiedzie z niej szlak, ok. 30 minut w jedną stronę, do kolejnej atrakcji okolicy – Kudin Most na Krupi (dopływie rzeki Zrmanija).

Kolejne kilometry trasy pokonujemy drogą asfaltową, by wjechać na przełęcz Prezid. Z niej już stromiej wjeżdżamy w teren, w jakby zupełnie inną krainę, niż tą, którą dopiero co opuściliśmy. Więcej zieleni, kwitnące łąki i krajobraz jakby taki bardziej przyjazny. Znikła surowość nagich wapiennych skał Velebitu, a pojawiła się rodzima roślinność. Od razu poczuliśmy się prawie jak w domu :).

Wjeżdżamy prawie na 1000m n.p.m., by po chwili zjechać w kolejną niesamowitą dolinę Korita. Sam zjazd jest bardzo ciekawy – wiedzie starą, mało uczęszczaną leśną drogą, pełną małych hopek, fragmentów singla i szybkich szutrów. Na pewno spodobałoby się to niejednemu riderowi :). A dolina – choć opustoszała, bez wody – pełna życia. Wielką przyjemność sprawił nam przejazd w tym miejscu. A jak się później okazało – nie był to koniec estetycznych doznań tego dnia.

Ponownie musieliśmy wzbić się powyżej doliny, by zjechać do kolejnej, już na szczęście mniejszej, i wjechać na kolejną przełęcz. Z niej już prawie czekał nas tylko zjazd. A jak wiemy, “prawie” robi wielką różnicę, oczywiście nie obyło się bez krótkich podjazdów. Za to miały one miejsce w równie malowniczych okolicznościach przyrody, co wcześniej pokonane tego dnia kilometry trasy.

Na koniec, już faktycznie ostatni zjazd, przywitał nas bardzo trudnym technicznie fragmentem bardzo luźno porozrzucanych mniejszych i większych kamieni, gdzie nie sposób było sensownie zapanować nad rowerem. Trzeba było po prostu zaufać zawieszeniu i swoim umiejętnościom i puścić się w dół. Między innymi za ten odcinek, nie polecam zmiany kierunku trasy, ponieważ możliwości podjazdowych nie widzę w nim żadnych – jedynie zjazd jest tu sensownym rozwiązaniem.

Wycieczkę zapętlamy oczywiście w Muškovci. Razem z Olą jednogłośnie oceniamy, że była to najładniejsza trasą z tych do tej pory przejechanych w okolicy. Nawet jeśli skupić się tylko na atrakcjach przyrodniczych, stawiających ją na wysokim miejscu. A dodając do tego wiele naprawdę fajnych odcinków na rower, szczególnie zjazdów – zdecydowanie polecamy jej przejazd.


Dzień #6

W ostatni dzień naszego pobytu na terenie Zadarskiej županiji planujemy przejazd jednej z krótszych proponowanych przez serwis Zadar Bike MagicMTB 14 – Zrmanja 3. Tego dnia (i nocy) czeka nas powrót do domu, więc nie do końca możemy pozwolić sobie na coś dłuższego i ambitniejszego. Zależało nam na przyjemnej i stosunkowo szybkiej wycieczce. Trasa okazała się po raz kolejny bardzo urokliwa, choć pozbawiona już jakichś spektakularnych doznań estetycznych, jakie mieliśmy w minione dni (a może to już obycie z terenem to spowodowało?).

Wycieczkę ponownie rozpoczęliśmy w Muškovci, przy campingu nad wodospadem na Zrmaniji. Początkowo asfaltem, a później już zarastającymi szutrami wyjeżdżamy ponad dolinę rzeki i pośród opuszczonych gospodarstw, zdobywamy niewielki płaskowyż. Jego kulminacyjny grzbiet jest niedostępny rowerem, więc i nasza trasa go omija. Za to mamy okazję przejechać się oryginalnymi kamiennymi drogami, które jak dla mnie mogłyby być budowane jeszcze przez Rzymian, którzy okupowali te tereny na początku pierwszego tysiąclecia.

Na koniec trasy ponownie zjeżdżamy nad rzekę Zrmanija, która w prawie całej swej długości płynie dnem kanionu. Jego ściany mają niespełna 100 metrów wysokości, ale będąc przy nim, ma się wrażenie, by były znacznie większe.

Dojeżdżamy nad wodospad, chwilę spędzamy nad nim pakując rowery i ogólnie układając bagaże do podróży powrotnej. A w głowach już kłębią się kolejne myśli – kiedy ponownie zawitamy na lokalne ścieżki.

Na podróż powrotną celowo wybieramy lokalne drogi krajowe, bojąc się korków na chorwackiej autostradzie. Dodatkowym argumentem wyboru tej opcji trasy jest jej malowniczość, którą wybraliśmy na drogę powrotną (Starigrad – Gracać – Karlovać – Zagrzeb – Maribor – PL).

 

Zobacz także:
» Chorwacka majówka – w poszukiwaniu słońca
» Chorwacka majówka – część 2.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *