Bacówka na Krawcowym Wierchu jest dla nas bardzo wyjątkowym miejscem, między innymi dzięki bardzo atrakcyjnemu widokowo położeniu oraz poprzez bliską znajomość z gospodarzami. Nawet niejednokrotnie zdarzało nam się stanąć “po drugiej stronie” okienka, wspomagając swą pracą obsługę turystów. Poza tym już od ponad 20 lat miejsce jest dla nas oazą spokoju, gdzie w tygodniu czy wieczorami, cisza i spokój, w połączeniu z zjawiskową panoramą z Hali Krawcula, pozwala nam odetchnąć nieco od codzienności.

Korzystając zatem z “okienka” w zleceniach przewodnickich, postanowiłem odwiedzić Krawculę. Pewnie najwygodniej i najszybciej byłoby to zrobić wjeżdżając z Glinki, lecz to było zbyt proste. Postanowiłem podjechać do Sopotni Wielkiej, i stamtąd rozpocząć wycieczkę “w odwiedziny” :).

Stokówką i zielonym szlakiem dojeżdżam do Hali Miziowej, skąd czerwonym szlakiem przez Palenicę i Brts/Sypuszeń docieram na Trzy Kopce. Spodziewałem się dziś na szlakach spotkać suchą nawierzchnię, lecz niestety powyżej 1100 m n.p.m., w cieniu, zalegały zbite/zmarznięte resztki śniegu, które przez dzień wytapiały się, czyniąc podłoże dość błotnistym. W zasadzie tylko nasłonecznione fragmenty były względnie suche.

Zastane warunki przyczyniły się nieco do wydłużenia ogólnego czasu przejazdu (kilka razy musiałem ściągać błoto z kół czy ramy oraz czyścić napęd).

Z Trzech Kopców niebieskim szlakiem granicznym, przez Grubą Buczynę docieram na Halę Krawculę. Ten fragment był bardziej suchy, choć kilka stałych miejsc z wodą czy błotem w okolicach Przełęczy Bory Orawskie oczywiście było.

W bacówce robię pierwszy dłuższy postój, korzystając z bufetu- herbatka, kawka i fasolka wchodzą idealnie :).

Ze schroniska chciałem “jakoś” dostać się do Złatnej. Niebieski znam, i lubię. Ale zależało mi na czymś nowym, więc postanawiam przeprawić się przez Kotrysią Polanę. Na początku zjeżdżam żółtym szlakiem, a przy VII stacji Drogi Krzyżowej obijam na leśną drogę, którą docieram do przysiółka. Dalszy zjazd to już mieszanka ażurowych płyt i resztek asfaltu. Zjazd raczej bez emocji, ale zawsze to jakiś nowy wariant, szczególnie, że połączony z nieco innymi widokami.

Ze Złatnej wjeżdżam niebieskim szlakiem na Halę Lipowską. Początek nieco jednak modyfikuję, by nie utopić się w błocie: jadę w górę wsi, i Doliną Śmierdzącego Potoku dojeżdżam do pośredniej stokówki, i nią dalej, do właściwego szlaku.

Niebieski szlak z roku na rok, “dzięki” pracom drwali, skraca swój atrakcyjny przebieg na rzecz leśnej drogi. Wielka szkoda, bo jest/był to jeden z lepszych singli w okolicy.

Zatrzymuję się przy schronisku na Rysiance, w zasadzie tylko po to, by zrobić kilka zdjęć i założyć wiatrówkę do zjazdu. Zachodzące słońce, wyłaniające się nieco zza chmur, tworzy magiczny klimat, wyostrzając widok na grzbiety górskie. Pomimo że jest dość chłodno, ledwo 5°C, to dzięki niemal bezwietrznej pogodzie, można na chwilę się zatrzymać i nie zamarznąć ;).

Do Sopotni Wielkiej zjeżdżam przez Halę Pawlusią i Łyśniowską, a potem stokówką już prosto w dół. Niebieski szlak musiałem odpuścić, ponieważ nie chciałem ryzykować jazdy nim z wciąż nie do końca sprawną/wyleczoną stopą. Cóż, na trudniejsze zjazdy jeszcze przyjdzie czas. Teraz najważniejsze jest to, że w ogóle mogę cokolwiek jeździć na rowerze :).

 

Garść statystyk:
Długość: 48 km
Przewyższenie: 1800 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *