Gdy nie mam pomysłu na nową trasę, w połączeniu z ograniczonym czasem na rower, w Beskidzie Śląskim mam co najmniej kilka pętli, z których często w takich sytuacjach korzystam. Warto mieć więc właśnie takie trasy, jak ta poniższa, by móc niemal bezstresowo pokonywać kolejne kilometry i metry wzniesień. Przy okazji oczywiście być w pełni usatysfakcjonowanym z wycieczki :).

Pętli z Węgierskiej Górki na Baranią Górę i okolice mam kilka, lecz ta jest dla mnie chyba najlepsza; zdecydowaną jej większość pokonuje się w siodle, co jest dla mnie jednym z ważniejszych wyznaczników dobrej trasy. Oczywiście sporo zależy od kondycji i umiejętności jazdy w górę i dół, lecz obiektywnie pisząc – da się :).

Zaczynam więc w Węgierskiej Górce, skąd zielonym szlakiem jadę do Kamesznicy-Złatna. Łapię tam stokówkę, którą docieram do czarnego szlaku. Pierwsze z nim zetknięcie przejeżdżam, kontynuując trasę stokówką, i dopiero gdy drugi raz dojeżdżam do niego, dalszą drogę w górę pokonuję tym właśnie szlakiem.

O ile pierwsza część podjazdu jest łatwa, o tyle po wjechaniu na szlak, zaczynają się trudności – stopniowo piętrzące się wraz z nabieraną wysokością. Ścieżka po której się jedzie ma wyjątkowo przyjemne podłoże – stopnie z kamieni czy korzeni bardzo fajnie bierze się niemal z rozpędu. Jest kilka trudniejszych momentów, ale pokonanie ich daje motywację do przejazdu kolejnych wymagających fragmentów. A te pojawiają już po kilkuset metrach. 

Szlak w części wiedzie po starej, wymytej leśnej drodze, pełnej luźnych kamieni. Natomiast jeśli dysponuję się lepszą kondycją oraz techniką, połączoną z umiejętnym wybieraniem linii, całość jest możliwa do podjazdu. I właśnie za ten odcinek uwielbiam ten szlak! Szczególnie, gdy całość udaje się wjechać :).

Po dojechaniu do grzbietu, i dalej na Wierch Wisełka – zdobycie Baraniej Góry to już formalność :).

Zjazd czerwonym szlakiem w kierunku Magurki Wiślańskiej to zdecydowanie najtrudniejszy zjazdowo fragment całej trasy. Tu nie ma miejsca na błąd, ponieważ każde zachwianie czy potknięcie będzie skutkować upadkiem po stromym zboczu.

Za Przełęczą nad Roztocznym, zaczyna się podjazd na Magurkę Wiślańską, który pod koniec wiedzie kolejną mozaiką luźnych kamieni. Te już trudniej się pokonuje, lecz i tu wszystko zależy od rowerzysty (i trochę od roweru 😉 ).

Przejazd pomiędzy Magurkami – Wiślańską i Radziechowską to już crème de la crème tej pętli – przyjemna jazda okraszona cudnymi widokami 🙂

Magurkę Radziechowską opuszczam początkowo czerwonym szlakiem, by na Hali Radziechowskiej wjechać na niebieski, którym zjeżdżam do Przybędzy. W sporej części singlowy przebieg tego odcinka bez wątpienia wywołuję uśmiech na twarzy. A w połączeniu z miejscami technicznym przejazdem – jest zdecydowanie wart tego, by nim zjeżdżać.

Z Przybędzy doliną ponownie podjeżdżam pod Halę Radziechowską, by czerwonym szlakiem zdobyć Glinne. Stąd już do Węgierskiej Górki trzymam się tego koloru. Dlaczego? Ponieważ warto nim zjeżdżać :). Początek, aż do stokówki, jest dość wymagający. Później szlak przechodzi w szerszą ścieżkę, ale wciąż ciekawą zjazdowo (i podjazdowo!). Po przecięciu kolejnej stokówki, ponownie nabiera dzikszego charakteru, aż do pierwszych domostw. Końcówka jest już przyjemną, łatwą leśną drogą, którą można częściowo ominąć, zjeżdżając jedną z licznych ścieżek po jej lewej stronie (w lesie).

 

Garść statystyk:
Długość: 39 km
Przewyższenie: 1600 m
Trudność: 4/5

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *