Rowerowe wycieczki w Beskid Ślaski mają kilka ważnych zalet. Nawet po dłuższym okresie niepogody, śmiało można tam pojechać i nie martwić się nadto o błoto. Mokro może i będzie, ale czysto ;). Wysoko są prowadzone dość wygodne stokówki, którymi w połączeniu ze szlakami, można szybo i sprawnie dostać się na jeden z głównych grzbietów. A w obecnym czasie, oferują jedne z najpiękniejszych doznań estetycznych związanych z jesienią. Ba, nawet w pochmurnym czasie, gdy już zima puka w góry, kolory te robią ogromne wrażenie (możecie się o tym przekonać oglądając zdjęcia we wpisie: W drodze ku Magurce Radziechowskiej).

Pierwotnym planem na niedzielne kręcenie miały być odwiedziny na Krawcowym Wierchu, gdzie akurat w ten weekend Ola pomagała w obsłudze zaprzyjaźnionej z nami bacówki. Jednak wczorajsza wycieczka na Jałowiec i Mędralową, niekoniecznie zachęciła mnie do nieco błotnistych szlaków, które pewnikiem czekałyby na mnie na zaplanowanej trasie. Stąd też ochoczo przystałem na propozycję wspólnej z Marcinem i Bartkiem wycieczki w Beskid Śląski. W zasadzie trasa na szybko „ustaliła się” mocno późnym wieczorem, a w zasadzie jej ramowy przebieg. W zasadzie finalnie udało się ów trasę przejechać ;).

Spotykamy się w Węgierskiej Górce. Ranek rześki, ledwo co powyżej zera. Na szczęście słońce od rana mocno motywuje do jazdy i jakoś wcale nie trzeba się cieplej ubierać. Szczególnie, że przed nami podjazd na Halę Radziechowską. Nie jedziemy dość oczywistym wariantem szlakowym, tylko wybieramy jedną z szutrówek, którą mniej więcej w połowie drogi na Glinne, łapiemy czerwonym szlak. Jego fragmentem zdobywamy kolejną szutrówkę i objeżdżamy nią Glinne, by leśną drogą wjechać na halę. Tu ponownie łapiemy czerwony szlak i przez Magurkę Radziechowską i Wiślańską, jedziemy na Baranią Górę.

Pogoda wybitnie dopisuje – praktycznie brak wiatru przy niemal bezchmurnym niebie tworzy doskonały klimat do napawania się rozległymi widokami, okraszonymi wspaniałymi kolorami jesiennych liści na drzewach. Na szlakach oczywiście spory ruch turystów, lecz nie utrudniający nam (i im), pobytu w górach. Widać da się koegzystować – trzeba tylko szanować się nawzajem – raz my możemy ustąpić miejsca, raz oni. Da się? Da!

Z Baraniej Góry wybieramy jedynie słuszny zjazd niebieskim szlakiem do Wisły Czarne. Jest to jeden z najbardziej wymagających zjazdów w Beskidach, dostępnych niemal dla każdego, co nie znaczy, że każdy rowerzysta może nim zjechać. Jest usiany mnóstwem mniejszych czy większych progów skalnych, plątaniny niejednokrotnie śliskich korzeni i usypany z wielu luźniejszych kamieni. Jednym słowem: masz technikę – jedź. Nie wiesz czy masz lub nie czujesz się pewnie – lepiej ominąć. Oczywiście można go zejść, ale chyba nie o to w tym chodzi. Zawsze można wybrać także ciekawy wariant zjazdu czarnym szlakiem do Kamesznicy lub czerwonym na Przysłop lub na Magurkę Wiślańską.

Zjechawszy szlakiem do pierwszego asfaltu, kierujemy się w prawo, w górę doliny i siecią szutrówek dojeżdżamy do żółtego szlaku prowadzącego z Wisły przez Cieńków na Gawlasi. Stąd zielonym szlakiem ponownie zdobywamy Magurkę Wiślańską.

Dalszy przejazd robimy już klasycznym, acz bardzo ciekawym, wariantem czyli czerwonym szlakiem przez Glinne do Węgierskiej Górki.

Bardzo lubię ten przejazd/zjazd, ponieważ poza rewelacyjnymi widokami na grzbiecie pomiędzy Magurkami, odwiedza się moim zdaniem jedną z najładniejszych hal w Beskidach – Halę Radziechowską. Jadąc szlakiem przez nią prowadzącym, zawsze zatrzymuje się choć na chwilę, robiąc oczywiście kilka zdjęć ale i by móc zakosztować wyjątkowości tego miejsca. I to o każdej porze roku.

Poniżej Glinnego czerwony szlak robi się miejscami dość wymagający, lecz zdecydowanie bardziej przystępny niż w/w niebieski z Baraniej Góry. W zasadzie fajnie można na nim sobie poćwiczyć technikę zjazdową, pokonując wolniej czy szybciej wybrane odcinki. I pomyśleć, że przed laty szlak ten omijałem, ponieważ w środkowej części był mocno zarośnięty. A teraz – nie wyobrażam sobie sezonu, by kilka razy nim nie zjechać ;).

Do Węgierskiej Górki zjeżdżamy kilka minut po 16-tej. Może dystans nie powala, lecz nie o to zawsze chodzi. Bardzo zależało nam na naprawdę przyjemnym spędzeniu dnia na rowerze, ciesząc się z jazdy na nim. Oczywiście aspekty podjazdowo-zjazdowe miały spory wpływ na przebieg trasy, która okazała się tego dnia idealna dla nas.

Garść statystyk:
Długość: 43 km
Przewyższenie: 1780 m
Trudność: 3/5

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *